Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 16 stycznia 2026 10:37
Reklama
Reklama
W czasie spotkania w Janowie Podlaskim poruszono temat pomocy po przymrozkach

Czy dostaną wsparcie? Wiceminister odpowiada

Trwa weryfikacja wniosków od rolników uprawiających owoce i warzywa, którzy ponieśli straty w wyniku zeszłorocznych przymrozków. Rolnicy obecni na spotkaniu w Janowie Podlaskim, z wiceminister rolnictwa Małgorzatą Gromadzką, pytali czy pomoc zostanie przyznana. Wiceminister odniosła się do zapytań, informując, że procedura jest w toku.
Czy dostaną wsparcie? Wiceminister odpowiada
Rolnicy pytali wiceminister Małgorzatę Gromadzką o to, czy dostaną pomoc ze względu na przymrozki, które zniszczyły zbiory

Autor: Anna Chodyka

- Złożyłem wniosek o pomoc w związku z przymrozkami - chodzi o odszkodowanie w wysokości około 2 tysięcy złotych za hektar. Czy faktycznie je otrzymam, trudno powiedzieć. Komisja szacująca straty określiła je w moim przypadku na ponad 70 procent, jednak w rzeczywistości były one znacznie większe - mówi Sławomir Olszewski z Polubicz.

Czekają na wsparcie

Podczas zbiorów okazało się, że z dwóch hektarów sadu zebrał jedynie cztery tony jabłek przemysłowych, które nie nadawały się do przechowywania ani sprzedaży jako jabłka deserowe. Owoce były zdeformowane przez mróz. - W praktyce oznacza to dla mnie stuprocentowe straty, ponieważ z takiej ilości przemysłu uzyskałem około 2 tysięcy złotych. Przy takiej skali strat odszkodowanie w wysokości 2 tysięcy złotych za hektar jest symboliczne - wskazuje Sławomir Olszewski.

Podobna sytuacja dotknęła jego sąsiadów - w okolicy jabłek praktycznie nie było. - Komisja sporządziła protokół strat, ale rolnicy nie mieli do niego wglądu aż do momentu, gdy należało go odebrać w gminie. Dopiero wtedy można było zobaczyć, jakie straty zostały faktycznie wpisane - mówi Sławomir Olszewski. Zazwyczaj sprzedaje od 60 do 70 ton, natomiast w tym sezonie sprzedał jedynie cztery tony jabłek przemysłowych. 

Nie wszyscy sadownicy ponieśli tak duże straty. - W naszej miejscowości straty były bardzo wysokie, natomiast w innych rejonach sytuacja wyglądała nieco lepiej – tam plony sięgały około 50 procent w porównaniu do ubiegłego roku. Wszystko zależy od położenia sadu, ukształtowania terenu, bliskości wody i lokalnych warunków - mówi Sławomir Olszewski.

- W ubiegłym roku straty w sadzie spowodowane przymrozkami wyniosły około 95 procent. Co prawda udało się zebrać niewielką ilość jabłek, ale była to zaledwie symboliczna część plonu – około 5 procent tego, co normalnie powinno zostać zebrane - wskazuje Grzegorz sadownik z Polubicz.

Jego sad jest jeszcze stosunkowo młody i dopiero dochodzi do pełnej wydajności, dlatego trudno jednoznacznie określić, jakie plony powinny być osiągane. Dodatkowo sytuację komplikuje fakt, że część sadu jest dzierżawiona, a plony są dzielone, co utrudnia dokładne wyliczenia. - Mimo to zeszłoroczny zbiór był zdecydowanie dużo mniejszy niż w normalnych warunkach - przyznaje sadownik.

Straty zostały zgłoszone do gminy, a komisja zajmująca się ich szacowaniem przeprowadziła oględziny. - Jeśli chodzi o ewentualne odszkodowanie, trudno przewidywać, jakiej wysokości będzie pomoc. W ciągu sezonu konieczne było wykonanie podstawowych zabiegów ochronnych w sadzie, ponieważ ich brak mógłby skutkować brakiem plonów w kolejnym roku. Został złożony wniosek do odpowiedniej instytucji, jednak nie wiadomo, jaka kwota zostanie przyznana. Pewne jest natomiast, że nie zrekompensuje ona strat w takim stopniu, jak dochód z normalnego plonu - zaznacza Grzegorz.

W tym roku nasz region został szczególnie dotknięty przymrozkami. - W innych rejonach kraju, gdzie straty były mniejsze, sytuacja rynkowa wyglądała inaczej. W poprzednim roku, mimo przymrozków w naszym regionie, ceny jabłek przemysłowych były wyższe, ponieważ większe straty dotknęły inne zagłębia sadownicze. Obecnie jednak uzyskany dochód nie był adekwatny do nakładu pracy włożonej w produkcję - mówi Grzegorz z Polubicz.

Symboliczna pomoc?

- W ubiegłym roku sytuacja w naszych sadach była bardzo zła. Z całej powierzchni udało nam się zebrać jedynie około 200 kilogramów jabłek, wyłącznie na własne potrzeby. W praktyce oznaczało to niemal 100 procent strat w naszej okolicy. W najbliższym sąsiedztwie nie było praktycznie żadnych zbiorów. Jedynie na działkach oddalonych o kilka kilometrów sytuacja wyglądała nieco lepiej, jednak u nas plonów nie było wcale - wskazuje Paweł Matczuk.

Jeśli chodzi o proponowane zwroty za poniesione straty, uważa, że trudno nazwać je realną pomocą. - To raczej symboliczne kwoty, które w żaden sposób nie rekompensują potencjalnych dochodów, jakie powinny zostać osiągnięte z tych plantacji. Mowa jest o kilku tysiącach złotych za hektar, co nie pokrywa rzeczywistych strat - podkreśla plantator.

Złożył wniosek o pomoc. - Jednak uważam, że w przyszłości system wsparcia w takich sytuacjach powinien zostać znacząco zmieniony. Pomoc powinna realnie i wymiernie zrekompensować straty poniesione przez rolników. Obecnie nie zawsze trafia tam, gdzie faktycznie jest najbardziej potrzebna - mówi Paweł Matczuk.

- Jeśli chodzi o falę przymrozków, poprzedni rok obfitował także w inne niekorzystne zjawiska atmosferyczne, w tym deszcze nawalne. Pomoc została wnioskowana zarówno na poziomie europejskim, jak i krajowym. Złożono około 23 tysięcy wniosków na łączną kwotę blisko 160 mln zł. Pula środków wynosi ponad 180 mln zł, uwzględniając pomoc krajową i unijną - mówi wiceminister Małgorzata Gromadzka. Wnioski są obecnie weryfikowane. - Pomoc nigdy nie jest w pełni wystarczająca, ale staraliśmy się, aby – zgodnie z opinią organizacji rolniczych – trafiła do konkretnych gospodarstw i realnie pomogła w udźwignięciu strat. Rozmawialiśmy również o wsparciu na poziomie 30–70 proc. poniesionych strat - wskazała.

Czytaj też:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama