W ubiegłym roku do urzędu gminy w Kąkolewnicy wpłynął wniosek w sprawie posadowienia w Sokulu fermy drobiu. Radny Piotr Jezierski postanowił przeszkodzić tego typu inwestycjom i zaproponował projekt uchwały intencyjnej, dotyczący zmian w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Zawarto w nim zapis, że: "Zakres zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego obejmuje w szczególności: doprecyzowanie zasad lokalizacji obiektów określonych jako wielkotowarowe fermy hodowlane; ustalenie minimalnych odległości tych obiektów od terenów o funkcjach mieszkaniowych, terenów przeznaczonych na cele publiczne oraz obszarów przyrodniczo cennych; określenie zasad ograniczających potencjalne negatywne oddziaływania na środowisko, zdrowie i jakość życia mieszkańców."
Radni uchwałę przyjęli, by po miesiącu zebrać się ponownie i znów nad nią procedować, bo nadzór wojewody stwierdził, że ja unieważni.
- Radny przygotował projekt pierwszej uchwały, ale radny nie jest od tego, by przedkładać tak ważne zmiany, dla mieszkańców przede wszystkim. Tu z ramienia gminy powinien wystąpić radca prawny, skonsultować to z nami, żeby było zgodne z prawem. Tymczasem od tamtej uchwały minął miesiąc, w tym czasie inwestor ma możliwość składania wniosków, uzupełniania dokumentów, a my jako rada, będziemy się przepychać. Gdzie był radca prawny? Miał mało czasu na zajęcie się projektem, to trzeba było odroczyć posiedzenie dzień czy dwa, żeby się nad tym dobrze pochylił. Za miesiąc znów się spotkamy i będziemy musieli coś do tej uchwały dokładać – stwierdził radny Leszek Kokoszkiewicz.
Wrzutka radnego czy zaniedbanie urzędu?
Jesienią ubiegłego roku Urząd Gminy w Kąkolewnicy wszczął postępowanie w sprawie wniosku jednego z mieszkańców o wydanie decyzji środowiskowej dotyczącej wybudowania w Sokulu fermy drobiu. Mieszkańcy podnieśli alarm, bo nie chcą kurników w swojej wsi. W grudniu z inicjatywą uchwałodawczą, która miałaby sprawie zaradzić wyszedł radny Piotr Jezierski. Przygotował projekt uchwały intencyjnej o zmianie uchwały dotyczącej plany zagospodarowania miejscowego. Projekt głosowano 16 grudnia, a w połowie stycznia okazało się, że nadzór wojewody chce unieważnić uchwałę w całości. Wójt zwołała więc sesję nadzwyczajną, by wnieść niezbędne poprawki i uniknąć unieważnienia grudniowej uchwały.
Rani nie kryli zdumienia, że muszą poprawiać uchwałę. - Jak czegoś nie wiemy, to może należy po prostu zapytać, zadzwonić do wojewody, powiedzieć, że chcemy taką zmianę przeprowadzić i jak najlepiej to zrobić. A spotykamy się tutaj, bo nie robimy tych rzeczy dobrze i nie wiem czy teraz jest już ten zapis proponowany jest poprawny – stwierdził radny Marek Matejek.
Urzędnicy nie mają sobie za wiele do zarzucenia w sprawie przygotowania uchwały, którą radni w styczniu musieli ponownie głosować.
- Radni mają inicjatywę uchwałodawczą. Radny przyszedł z wnioskiem zwołania sesji wraz z projektem uchwały,. Ten projekt został przekazany mecenasowi dzień przez sesją, więc czasu było mało. Sama zgłaszałam wątpliwości co do uzasadnienia i prosiłam, by wcześniej przekazać projekt do konsultacji z mecenasem czy pracownikiem merytorycznym, który się tym zajmuje – zwracała uwagę Monika Płatek odpowiedzialna za obsługę rady gminy i dodaje, że złożenie przez radnego projektu uchwały wraz z wnioskiem o sesję uruchamia bieg terminów, przez co czasu było mało, by projekt należycie przekonsultować.
Radni mają jednak wątpliwości czy urząd wykazał należytą staranność w kwestii przygotowania dokumentu do procedowania.
- Radny Jezierski wyszedł z inicjatywą zmian w uchwale o mpzp i nie dostał żadnego wsparcia z gminy. Jeśli złożony został projekt uchwały przez radnego, to powinno być to sprawdzone. Teraz wszyscy będą się z nas śmiać, bo uchwaliliśmy babola – stwierdził radny Krzysztof Grzeszyk. Argumenty urzędników, o braku czasu na przestudiowanie dokumentu do niego nie trafiają. - Ta poprzednia uchwała to była jedna strona plus wyjaśnienie, nie trzeba było jej dwa tygodnie czytać, żeby stwierdzić czy jest prawidłowa – uważa radny.
Podobne spostrzeżenia miał radny Piotr Jezierski. - Tą uchwałę rzeczywiście dostaliście dwa dni czy dzień przed sesją, ale ja byłem u urzędnika z pytaniem, co o tym projekcie sądzi, i usłyszałem „to pan to przygotował”, nawet nie było woli sprawdzenia merytorycznego. Jeżeli urząd ma pracować w ten sposób, a urzędnicy mają przyzwolenie na takie zachowanie, to ja nie wiem co powiedzieć – stwierdził autor zakwestionowanego przez nadzór wojewody dokumentu. Urzędnicy się bronią i przypominają, że przed grudniową sesją, na której stawał projekt uchwały o zmianach w mpzp przygotowany przez radnego, swoje uwagi artykułowali na komisji rady gminy.
Trzeba poprawiać, a nie dyskutować
Zastrzeżenia do podjętej przez radnych w grudniu uchwały intencyjnej o przystąpienie do zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego gminy wniósł w styczniu nadzór wojewody, informując gminę o wszczęciu postępowania w kwestii unieważnienia uchwały w całości. Gmina, chcąc uniknąć wydania takiej decyzji postanowiła w trybie sesji nadzwyczajnej przeprocedować zmiany w uchwale, tak, by utrzymać ją w obiegu prawnym. W poprawiającym uchwałę projekcie uzasadniali, że wprowadzane w niej zmiany dotyczą wyłączenia części tekstowej dokumentu w zakresie warunków lokalizacji obiektów określanych jako wielkotowarowe fermy hodowlane. Urzędnicy wojewody zwrócili uwagę, że w podjętej w grudniu uchwale intencyjnej nie ma określenia granic obszaru objętego projektem planu, nie dołączono załącznika graficznego przedstawiającego granice przyszłego opracowania, lub jednoznacznego wskazania, że zakres zmian będzie dotyczył tylko zmiany konkretnych ustaleń tekstu.
- Nadzór wskazuje, że granice obszaru objętego projektem zmiany planu muszą być określone w sposób niepozostawiający wątpliwości, co do ich przebiegu. Funkcją załącznika graficznego do mpzp, lub zmian do niego, jest jednoznaczne wyznaczenie granic obszaru objętego projektem. Wyznaczenie tych granic na mapie powinna być na tyle czytelna, by nie pozostawiała wątpliwości – przedstawiała na styczniowej sesji rady gminy argumenty nadzoru wojewody, Monika Płatek i zapewniała radnych: - Teraz zmiany do uchwały przygotowywał urząd. Pracowało nad tym kilku pracowników w porozumieniu z nadzorem wojewody tym razem, który poinformował nas, że tak zmieniona uchwała, jak tu prezentujemy, nie będzie kwestionowana. Moglibyśmy czekać, aż nadzór stwierdzi nieważność i wówczas trzeba coś z tym zrobić, ale nie chcemy do takiej sytuacji doprowadzać.
Urzędnicy zapewniają, że trudno tu mówić o tym, że poprzednia uchwała była niezgodna z przepisami, nad czym zastanawiali się radni opozycji. - Artykuł 14 ustawy o planowaniu przestrzennym nie reguluje dokładnie co powinna zawierać uchwała intencyjna. Nie ma też katalogu zamkniętego, który prezentowałby konkretne elementy takiej uchwały. Z formalnego punktu widzenia poprzednio przyjęta uchwała intencyjna była poprawna. Uchwałę trzeba też jednak dostosować do wymagań nadzoru. Nadzór bierze natomiast pod uwagę inne kwestie, które na poziomie uchwały intencyjnej nie są uwidocznione, jak choćby późniejsze wnioski, które mogą wpływać od mieszkańców – tłumaczyła wójt Anna Mróz.
Natomiast sekretarz gminy apelował, by nie roztrząsać już kwestii, kto zawinił.
- Powstał problem, chcemy jak najszybciej go poprawić. Prośba od nas jest taka, by podjąć tę uchwałę i nie dyskutować, nie wytykać sobie błędów. Chcemy ją jak najszybciej poprawić i wysłać zapytanie ofertowe w celu naniesienia zmian w planie – stwierdził Jarosław Miłosz.
Radni obecni na sesji nadzwyczajnej zagłosowali za zmianami w uchwale intencyjnej o zmianie planu zagospodarowania miejscowego. Opozycja ma jednak swoje zdanie na temat procesu tworzenia prawa w gminie. - Gdyby pani wójt zależało, żeby ta uchwała była prawidłowo procedowana, to na pewno dopilnowałaby wszystkiego jak trzeba – stwierdził radny Mirosław Sawicki.
Czytaj też:

















Napisz komentarz
Komentarze