Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 17 lipca 2026 22:05
Reklama
Reklama
Reklama
Jaką drogę muzyczną przebył Zdzisław Marczuk?

Gmina Konstantynów. Ludzie z pasją: Muzyka jest całym jego światem

Muzyka towarzyszy mu od dzieciństwa, a od ponad siedmiu dekad jest nie tylko jego pasją, ale także sposobem na życie. Zdzisław Marczuk z Zakalinek – skrzypek, harmonista, pedagog i laureat najważniejszych nagród w dziedzinie kultury ludowej – wychował kolejne pokolenia muzyków, założył kilka zespołów i do dziś z takim samym zaangażowaniem koncertuje, uczy młodych oraz własnoręcznie buduje skrzypce.
Gmina Konstantynów. Ludzie z pasją: Muzyka jest całym jego światem
Zdzisław Marczuk – skrzypek, harmonista, pedagog i laureat Nagrody im. Oskara Kolberga, od lat popularyzuje muzykę ludową regionu

Autor: Marek Zubik

Najwcześniejsze wspomnienia związane z muzyką sięgają dzieciństwa. Ojciec wracał z wesel, na których grał, odkładał skrzypce na stół, a mały Zdzisław brał je do ręki i próbował wydobywać z nich pierwsze dźwięki, przesuwając smyczkiem po strunach. To właśnie od tych chwil rozpoczęła się jego muzyczna przygoda.

Muzyka była obecna każdego dnia

W domu muzyka była obecna każdego dnia.

 - Ojciec był muzykantem weselnym i uczył mnie podstaw gry na skrzypcach. Pokazał, jak stroić instrument, wyjaśnił nazwy strun i przygrywał melodie, które zapamiętałem do dziś. Zwracał również uwagę, że ten sam utwór można zagrać w innym rytmie, przerabiając polkę na oberka lub odwrotnie. Matka nie grała na instrumentach, ale pięknie śpiewała. Jesiennymi i zimowymi wieczorami, przędąc na kołowrotku, wykonywała ludowe pieśni. Kilka z nich, później nagrałem na magnetofon szpulowy i zachowałem. Wspomnienia związane z ojcem nie zostały utrwalone na nagraniu, ponieważ w tamtym czasie magnetofonu jeszcze nie było. To właśnie rodzice zaszczepili we mnie miłość do muzyki - mówi Zdzisław Marczuk

Grać zaczął bardzo wcześnie. Już jako jedenasto- lub dwunastolatek był zapraszany przez okolicznych muzykantów do wspólnego grania na weselach, ponieważ w okolicy brakowało skrzypków. Pierwsze występy odbywały się właśnie podczas wesel.

- Później ojciec kupił dwurzędową harmonię 24-basową, pochodzącą od rodziny Marczuków z innej miejscowości, znanej z muzycznych tradycji. Starszy o cztery lata brat jako pierwszy rozpoczął naukę gry na harmonii, wcześniej grał także na skrzypcach. Gdy poszedł do szkoły, mogłem korzystać z jego instrumentu. Harmonię ojciec kupił w okresie Wielkiego Postu, a już w Wielkanoc obaj graliśmy na pierwszym weselu – mój starszy brat na harmonii, a ja na skrzypcach - wspomina Zdzisław Marczuk.

Pierwsze występy wspomina z dużym sentymentem. Jako bardzo młody chłopiec wzbudzał zainteresowanie gości weselnych, którzy z zaciekawieniem przyglądali się jego grze. Zanim dobrze opanował skrzypce, grywał także na dużym, dwustronnym bębnie z pedałem. Tego instrumentu nikt go nie uczył – po prostu od razu potrafił na nim grać.

Pamięta również jedno z wesel, na które pojechał z harmonistą Władysławem Murawskim z Pawłowa. Ponieważ był jeszcze bardzo niski, gospodarze stawiali go na stołku, aby wszyscy mogli go zobaczyć. W tamtych czasach wesela odbywały się nie w salach czy remizach, ale w domach rodzinnych.

Choć muzyka towarzyszyła mu od najmłodszych lat, przełomowym momentem okazał się rok 1988 i pierwszy wyjazd na wojewódzki etap Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Już podczas debiutu zdobył pierwsze nagrody. - Wtedy utwierdziłem się w przekonaniu, że właśnie muzyka ludowa będzie moją drogą. Wcześniej, podobnie jak wielu muzyków, grywałem na zabawach tanecznych, gdzie wykonywano głównie tanga, walce i popularne utwory znane z radia. Po sukcesie w Kazimierzu muzyka ludowa stała się najważniejszą częścią mojego życia i pozostała nią do dziś - zaznacza Zdzisław Marczuk.

Nie zrezygnował, mimo przeciwności

Od zawsze marzył o nauce w szkole muzycznej. Zdał egzamin do szkoły muzycznej w Lublinie i bardzo chciał rozpocząć tam naukę. 

- Mama bardzo chciała, abym rozwijał muzyczny talent, natomiast ojciec uważał, że powinienem zostać w domu i pomagać w gospodarstwie. Najbardziej zależało mu na wsparciu przy codziennych pracach. Pojawiały się nawet pomysły sprzedaży pola w Konstantynowie, aby umożliwić naukę, jednak ostatecznie, gdy nadszedł wrzesień i czas wyjazdu do Lublina, zapadła decyzja o pozostaniu w domu. Napisałem list z informacją, że nie rozpocznę nauki - opowiada Zdzisław Marczuk.

Z perspektywy czasu uważa, że tak właśnie miało być. Wielokrotnie słyszał opinie, że gdyby wyjechał do szkoły muzycznej, prawdopodobnie nie wróciłby już do Zakalinek i jego życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.

Nie zrezygnował jednak z nauki muzyki. - Gdy dowiedziałem się o istnieniu ogniska muzycznego w Białej Podlaskiej, ojciec zgodził się, żebym tam uczęszczał. Do Białej Podlaskiej dojeżdżałem kolejką wąskotorową z Konstantynowa, zwaną potocznie „ciuchcią”. Wyrobiłem sobie legitymację, którą zachowałem do dziś jako pamiątkę - mówi Zdzisław Marczuk.

Pobyt w ognisku muzycznym wspomina bardzo dobrze. Był jednym z najlepszych uczniów. Podręcznik, który przewidziany był na cały rok nauki, opanował w ciągu pół roku. Nauczyciel Jan Broda przekazał mu wtedy kolejną książkę do nauki. Niestety, z powodów rodzinnych nie kontynuował nauki w następnym roku. Zdążył jednak poznać nuty i nauczyć się wielu melodii z popularnych wówczas śpiewników „Śpiewamy i tańczymy”. Zdobyta wiedza pozwalała mu później samodzielnie rozwijać umiejętności.

Spośród licznych wyróżnień szczególne znaczenie ma dla niego Nagroda im. Oskara Kolberga. 

- Równie ważnym etapem było dla mnie rozpoczęcie pracy z własnymi synami i stworzenie rodzinnej kapeli. Wspólnie z nimi oraz innymi młodymi muzykami zacząłem koncertować, a kolejne zaproszenia, nagrody i pochwały stawały się motywacją do dalszej pracy. Jednym z ważnych wydarzeń było zaproszenie wraz z synami do Warszawy przez Jana Pospieszalskiego do programu telewizyjnego. Każde kolejne wyróżnienie dodawało mi energii do dalszego grania oraz zachęcało do przekazywania muzycznej tradycji kolejnym pokoleniom - zaznacza Zdzisław Marczuk.  

Od wielu lat zajmuje się także nauczaniem dzieci i młodzieży. - Pracę z uczniami rozpoczynam od rozmowy. Zawsze proszę dziecko, aby zaśpiewało dowolną piosenkę. Nie oceniam barwy ani siły głosu – najważniejszy jest słuch muzyczny. Jeżeli dziecko potrafi czysto zaśpiewać nawet najprostszą melodię, uważam, że ma predyspozycje do nauki gry na skrzypcach. Tłumaczę uczniom, że na skrzypcach nie ma klawiszy, dlatego melodię trzeba najpierw usłyszeć i zaśpiewać w myślach, a dopiero później wydobyć ją z instrumentu. Wielokrotnie przekonałem się, że dzieci dobrze śpiewające szybko robią postępy również w grze - wyjaśnia Zdzisław Marczuk. 

Stara się zachęcać młodych ludzi spokojnym podejściem i cierpliwością. - Nie stawiam od razu wysokich wymagań, lecz stopniowo wprowadzam kolejne elementy nauki. Sam pokazuję różne sposoby gry, często wykonuję utwory w nietypowy sposób, na przykład grając na skrzypcach trzymanych za plecami, co sprawia dzieciom wiele radości i dodatkowo motywuje je do ćwiczeń. Uważam, że dzieci trzeba zachęcać różnymi metodami, tak aby nauka kojarzyła się z przyjemnością i dawała satysfakcję z każdego kolejnego postępu - wskazuje muzyk. 

Wspomina, że miał uczennicę z sąsiedztwa, która na początku nie chciała ćwiczyć i ciągle szukała kontaktu z mamą. - Poprosiłem więc, aby mama tylko ją przyprowadzała i zostawiała na lekcji. Z czasem dziewczynka przyzwyczaiła się do zajęć, coraz lepiej jej szło i nie potrzebowała już wsparcia mamy, obecnie gra w filharmonii szczecińskiej. Taki sposób pracy sprawdza się u wielu dzieci - kiedy zaczynają dostrzegać własne postępy, same nabierają motywacji - tłumaczy.

Już po niespełna roku nauki niektóre dzieci występowały podczas Dni Konstantynowa. - Wielką radość sprawiają mi sukcesy uczniów, zwłaszcza gdy zdobywają nagrody na Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Cieszę się, gdy widzę, że grają coraz lepiej. Często mówię im, że z czasem będą grać lepiej ode mnie, bo są młodzi, a ja z wiekiem nie będę już miał takiej sprawności palców. To dodatkowo zachęca ich do pracy - przekazuje artysta. 

Jego skrzypce trafiły do Nowego Jorku

Zdzisław Marczuk wykonuje też skrzypce. Dwa instrumenty trafiły nawet do Nowego Jorku, kilka jest też w Warszawie. Dotąd wykonał już 24 instrumenty. - Pomysł wykonywania własnych skrzypiec pojawił się dzięki moim dzieciom. Najpierw chciały mieć pamiątkę w postaci nagrań. Uważałem, że dziś najłatwiej nagrać utwory telefonem, ale córka zaproponowała, aby przygotować profesjonalną płytę. W Białej Podlaskiej została nagrana płyta, która stała się rodzinną pamiątką - mówi Zdzisław Marczuk. 

Do wykonania skrzypiec skłoniła go pandemia. - Dzieci zaproponowały, żebym przekazał im pamiątkowe instrumenty. Zażartowałem, że mogę je samodzielnie wykonać. Przypomniałem sobie, że już jako uczeń drugiej lub trzeciej klasy szkoły podstawowej wystrugałem z drewnianej deseczki pierwszy prosty instrument. Wykonałem kołki, zamocowałem struny, które kiedyś robiło się z przewodów telefonicznych, i próbowałem na nim grać. To właśnie te dziecięce doświadczenia wróciły po latach i stały się początkiem wykonywania własnych skrzypiec - wspomina.

Zanim przystąpił do pracy, wielokrotnie oglądał w internecie filmy pokazujące budowę skrzypiec. Szczególnie uważnie obserwował nagrania francuskiego lutnika. Nie rozumiał języka, ale dokładnie analizował każdy etap pracy. Oglądał te materiały co najmniej dwadzieścia razy, zatrzymywał obraz, robił notatki i krok po kroku uczył się całego procesu.

Pierwsze skrzypce wykonał dla córki mieszkającej w Konstantynowie. Wykonanie pierwszych skrzypiec zajęło mu ponad dwa miesiące. Każdy kolejny instrument powstawał już sprawniej, choć nadal wymagał dużej dokładności i cierpliwości.

Do dziś wykonuje własne skrzypce. Ostatni instrument ukończył około miesiąca wcześniej i właśnie na nim grał podczas wyjazdów do Kazimierza Dolnego oraz Bukowiny. Zrobił także trzy małe instrumenty dla wnuków, jedne nieco większe skrzypce dla osoby z Międzyrzeca Podlaskiego oraz skrzypce w rozmiarze pół dla osoby z Konstantynowa, które przekazał w prezencie.

Zdzisław Marczuk od wielu lat angażuje się w kultywowanie i przekazywanie tradycji muzyki ludowej. Założył i prowadzi Kapelę Rodzinną Marczuków, w której występował wspólnie z synami Tomaszem i Krzysztofem. Powołał również Kapelę Sąsiedzką, skupiającą młodych muzyków z rodzinnych Zakalinek, oraz Dziecięcy Zespół Śpiewaczy w Zakalinkach, przygotowujący dzieci do wykonywania tradycyjnych pieśni ludowych. Od 1999 roku prowadzi także chór „Pogodna Jesień”. W wywiadach wspomina również, że przez wiele lat prowadził pięć zespołów śpiewaczych.

Za swoją działalność artystyczną i popularyzowanie muzyki ludowej otrzymał wiele prestiżowych nagród. Pierwszym ważnym sukcesem była nagroda zdobyta w 1988 roku na Wojewódzkim Przeglądzie Kapel i Śpiewaków Ludowych. Jest wielokrotnym laureatem Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym, gdzie zdobywał najwyższe wyróżnienia jako solista instrumentalista oraz członek kapeli. W 1998 roku został uhonorowany Nagrodą im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”, jedną z najważniejszych nagród przyznawanych twórcom kultury tradycyjnej w Polsce. Otrzymał również Nagrodę Polskiego Radia „Muzyka Źródeł” oraz wielokrotnie był nagradzany podczas Międzynarodowych Festiwali Kolędniczych w Terespolu i Europejskich Spotkań Folklorystycznych w Sokołowie Podlaskim.

Czytaj też:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama