Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 2 października 2026 17:36
Reklama
Reklama
Ireneusz Parafiniuk obchodzi w tym roku 40-lecie pracy artystycznej

"Cały czas się uczę" - mówi Ireneusz Parafiniuk, założyciel zespołu "Chwilka"

Z Ireneuszem Parafiniukiem, z okazji benefisu, 40-lecia istnienia “Chwilki”, wydania książki, o najważniejszych momentach kariery, śledzeniu dokonań podopiecznych, wyjazdach zagranicznych, zapamiętanych historiach rozmawia Anna Chodyka.
"Cały czas się uczę" - mówi Ireneusz Parafiniuk, założyciel zespołu "Chwilka"
Ireneusz Parafiniuk w tym roku świętuje 40-lecie pracy artystycznej i 40-lecie zespołu "Chwilka", który założył i prowadzi do dziś

Autor: Anna Chodyka

– Co Pan czuje, kiedy słyszy: 40 lat pracy artystycznej i pedagogicznej?

– To już ogrom czasu, który bardzo szybko minął. Czuję przede wszystkim satysfakcję z mojej pracy i z tego wszystkiego, co udało się zrobić. Może jeszcze nie jestem do końca spełniony, bo mam kilka planów. To jednak takie fajne zamknięcie pewnego etapu. Wiadomo, że wiek już idzie i nie będę pracował tak jak kiedyś. Mam jeszcze kilka planów, ale przede wszystkim czuję ogromną satysfakcję.

– Pamięta pan moment, w którym zdecydował, że muzyka stanie się najważniejszą częścią Pana życia zawodowego?

– Myślę, że było to wtedy, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem zespoły wielogłosowe. Bardzo mi się to podobało i już wtedy myślałem, że jeśli kiedyś będę coś robił, to chciałbym zajmować się harmonicznymi kompozycjami i utworami. Jeżeli będę tworzył jakieś grupy albo kogoś uczył, chciałem, żeby było to związane z harmonią i wielogłosowością.

Pamiętam, kiedy usłyszałem Beatlesów gdzieś w radiu, chyba w Radiu Luksemburg. Oni śpiewali harmonicznie. Później były oczywiście nasze Czerwone Gitary. Zastanawiałem się, jak oni harmonizują, co dodają i co robią, że to wszystko tak fajnie brzmi.

Później wzorowałem się przede wszystkim na amerykańskich zespołach, które nie harmonizowały w taki tradycyjny sposób. Bardzo mi się to podobało. Zastanawiałem się, jak to zrobić. Myślałem, że nauczę się tego, wysłucham i też będę robił coś takiego.

– Jakim nauczycielem i instruktorem był Pan na początku, a jakim jest dzisiaj?

– Cały czas się uczę, podobnie jak wtedy, kiedy zaczynałem. Na początku zacząłem pisać piosenki, zupełnie nieświadomy tego, czym właściwie jest kompozycja i jak to jest być kompozytorem. Przecież się w tym kierunku nie kształciłem. Wszystko przychodziło całkowicie naturalnie.

Po latach, kiedy zdobyłem już trochę wiedzy, zacząłem pisać mniej, ponieważ zobaczyłem, jakie to jest trudne. Żeby zrobić coś fajnego, trzeba jednak mieć większą wiedzę z zakresu kompozycji. 

– Które momenty swojej kariery uważa pan za szczególnie ważne?

– Myślę, że pierwsze dwa sukcesy międzynarodowe. To był 1988 rok, kiedy pojechałem na pierwszy festiwal do Sopotu. Był to festiwal dla dzieci z państw socjalistycznych, ale odbywał się już na scenie przeznaczonej dla dorosłych. Byli tam zaproszeni goście z Niemiec, Czechosłowacji i Związku Radzieckiego.

To było moje pierwsze zetknięcie z prawdziwą sceną, prawdziwą sztuką i prawdziwym big-bandem Zbigniewa Górnego. My przyjechaliśmy gdzieś ze wschodu, tacy mali, i nagle zobaczyliśmy gwiazdy, które znaliśmy z telewizji. To było moje pierwsze zetknięcie z tym wielkim światem muzycznym i te pierwsze emocje pozostały mi w pamięci.

– Co było największym wyzwaniem podczas tych czterech dekad pracy?

– Za każdym razem było to coś innego. Na początku wyzwaniem było napisanie dobrej piosenki, która mogłaby gdzieś zdobyć nagrodę. Udało mi się napisać „Kołysankę”, która zdobyła Grand Prix, śpiewała ją wtedy moja wokalistka na festiwalu jako piosenkę dziecięcą. Ten utwór zdobył nagrodę i to było pierwsze takie doświadczenie.

Później wyzwaniem było uczenie się piosenek jazzowych, improwizacji, wokalnego scatu i różnych technik jazzowych. Kolejnym wyzwaniem było nagranie płyty jazzowej.

– Co daje panu dzisiaj największą satysfakcję: nagrody, koncerty czy rozwój kolejnych wychowanków?

– Myślę, że rozwój kolejnych wychowanków. Nagród było już tyle, że kolejna jest po prostu następną nagrodą czy kolejnym programem telewizyjnym.

Natomiast kiedy słyszę, że ktoś wygrywa festiwal, ostatnio na przykład festiwal Agnieszki Osieckiej, albo że ktoś gra na ekskluzywnych statkach, pływa po całym świecie i występuje, wtedy satysfakcja jest bardzo duża. Podobnie kiedy słyszę, że moi wychowankowie tworzą płyty, występują w telewizji, śpiewają w różnych programach i show.

– Czy współczesna młodzież pracuje nad muzyką inaczej niż młodzi ludzie 30–40 lat temu?

– Zdecydowanie ma mniej czasu. Może nie jest mniej uzdolniona, ale ma na wszystko mniej czasu. Praktycznie każdy mój wokalista uczy się w szkole muzycznej albo dodatkowo chodzi na chór czy jeszcze inne zajęcia. To jest duże obciążenie.

– Jak rozpoznać, że dziecko ma nie tylko dobry głos, ale również potencjał do dalszego rozwoju?

– Nie da się tego od razu zobaczyć, ale po wielu latach mam już takie doświadczenie, że kiedy przychodzi do mnie uzdolnione dziecko i śpiewa pierwszych pięć taktów, wiem, czy jest to ktoś, kto powinien dalej się uczyć, czy nie.

Nie przypominam sobie sytuacji, żeby ktoś przyszedł, zaśpiewał średnio czy słabo, a później nagle zaczął bardzo dobrze śpiewać. Mówię oczywiście o szczególnie zdolnych dzieciach, a nie o tych, które przychodzą sobie pośpiewać czy wystąpić na jakimś festiwalu. Chodzi mi o tych, którzy później wygrywali różne show czy festiwale międzynarodowe. Raczej potrafię już to rozpoznać i rzadko zdarza mi się pomylić.

– Czy pamięta Pan pierwszych uczestników zajęć, z którymi rozpoczynał swoją działalność?

– Tak, pamiętam ich dokładnie, nawet ze zdjęć. Było dziewięć osób. Od razu im powiedziałem, że będą uczyć się śpiewania wielogłosowego – pierwszego, drugiego i trzeciego głosu. Nigdy wcześniej tego nie robili, więc było to trudne. Powiedziałem też, że z tej dziewiątki wybiorę trzy najlepsze osoby, ponieważ śpiewanie trzy- czy czterogłosowe w pojedynczej obsadzie było dla mnie sztuką, do której dążyłem.

Tak też się stało. Z dziewięciu osób została później trójka. Zacząłem uczyć ich wielogłosowości, harmonii i słyszenia harmonii. Później zacząłem pisać piosenki. Najpierw były to ćwiczenia, ale z tych ćwiczeń powstały utwory, do których znajdowałem słowa. Korzystałem z tekstów naszych pisarzy, ponieważ sam jeszcze nie pisałem słów. Były to między innymi teksty Brzechwy. Pisałem do nich muzykę i powstawały wielogłosowe piosenki. Właściwie można powiedzieć, że zaczęło się od takich ćwiczeń. Powstały między innymi „Mleko Blues” i „Leśna zabawa”, z którymi później wygrywałem festiwale. Jednym z nich był festiwal w Sopocie.

– Czy śledzi Pan dalsze losy osób, które uczyły się pod Pana kierunkiem?

– Tak, zdecydowanie. Kiedy przygotowywałem benefis, musiałem nawiązać kontakt z wieloma osobami. Około 15 ukończyło Akademię Muzyczną albo obecnie studiuje. Z nimi mam kontakt, pytam, co się u nich dzieje, czy kończą studia. Jest też około 20 osób, których działalność obserwuję – ktoś przygotował jakiś program, ktoś gdzieś gra, nagrał płytę albo wystąpił w telewizji. Wtedy dzwonię, gratuluję i utrzymujemy kontakt. Myślę, że mam stały kontakt z około 40 osobami, które śpiewały u mnie.

– Skąd wzięła się nazwa „Chwilka”?

– Opowiadałem o tym podczas koncertu i benefisu. W pierwszym składzie były trzy dziewczynki. Dwie z nich były wysokie, a jedna była taką malutką „chwileczką” – drobniutką, szczuplutką dziewczynką, ale świetnie śpiewała. Wystąpiła zresztą na benefisie. To Beata Czublun.

Kiedy szukaliśmy nazwy razem z ówczesną kierowniczką Domu Kultury w Białej Podlaskiej, Anną Leszczyńską, pojawiło się skojarzenie: taka szczuplutka jak sekundka, może „chwilka”, taka „chwileczka”. Pamiętam nawet ten moment. Powiedzieliśmy: dobrze, niech będzie „Chwilka”. Nazwa właściwie powstała dzięki Beacie Czublun, wówczas Kępińskiej, ponieważ była taka szczuplutka. Zresztą nadal jest drobna, mimo że minęły już cztery dekady i jest kobietą po pięćdziesiątce.

– Co sprawiło, że Chwilka przetrwała 40 lat?

– Nie wiem, może moja determinacja, a może to, że po prostu to lubię. Jestem nauczycielem, ponad 25 lat pracowałem w szkole muzycznej, jestem instrumentalistą, ale myślę, że przede wszystkim zdecydowała o tym pasja. Jeżeli człowiek się do czegoś urodzi i zobaczy, że właśnie to powinien robić w życiu, wszystko idzie z dnia na dzień. Później nawet się nie obejrzy, a już mija 40 lat.

– Jak zmieniały się Pana metody pracy z kolejnymi pokoleniami wokalistów?

– Mam jeden system, ale jeszcze go nie zdradzę, ponieważ jest to mój system. Chodzi o to, jak doprowadzić do sytuacji, w której dziecko w wieku, w którym właściwie nie powinno jeszcze w taki sposób śpiewać, jest już w stanie to robić. U mnie już dziewięcioletnie dzieci śpiewały trzygłosowe piosenki.

To system odpowiedniego doboru dzieci i odpowiedniej pracy z nimi. Kiedyś go opiszę. Opowiem, jak to robiłem i na czym ten system polega. Być może później będzie wykorzystywany również przez innych. To długa historia. Chciałbym kiedyś ją spisać i opowiedzieć. Jeżeli komuś ta historia pomoże i dzięki niej również coś takiego osiągnie, to będzie dobrze. Myślę jednak, że osoby, które u mnie kończyły naukę i te, które się u mnie uczyły, już wiedzą, na czym to polega.

– Czy potrafiłby Pan wskazać moment przełomowy w historii zespołu? Czy było konkretne wydarzenie, które stało się takim przełomem?

– Raczej nie. Nie było jednego konkretnego wydarzenia. Wszystko szło jak po sznurku, bardzo naturalnie. Nie było żadnych szczególnych przełomowych wydarzeń. Kochałem to, lubiłem i po prostu wykonywałem swoją pracę. Nadal pracuję tym samym systemem, zmienił się tylko repertuar.

– Które koncerty lub festiwalowe wyjazdy wspomina Pan najczęściej?

– Przede wszystkim wszystkie te pierwsze wydarzenia. Pierwszy Sopot i pierwsza nagroda, a także pierwszy wygrany Euro Festiwal w Słonecznym Brzegu w Bułgarii. Pojechałem tam po raz pierwszy i od razu zdobyłem Grand Prix. To można uznać za pewien przełom.

Pamiętam też pierwszy program telewizyjny „Od przedszkola do Opola”, który wygrała moja podopieczna, oraz pierwszą „Szansę na sukces”, którą również wygrała moja inna podopieczna. To były takie przełomowe momenty. Później stawało się już czymś naturalnym, że jeśli raz wygrałem „Od przedszkola do Opola”, to później występowało tam kolejnych 20 osób i przeważnie trafiały do finału. Z czasem pojawiło się więc trochę rutyny. Najważniejszy był zawsze pierwszy krok w nowej formie – pierwszy festiwal, pierwszy program czy pierwsze tego typu wydarzenie. Później wszystko toczyło się już dalej.

– Zespół występował również poza Polską. Co takie zagraniczne wyjazdy dawały młodym wokalistom?

– Przede wszystkim spotykaliśmy się z ludźmi z innych kultur. To było bardzo ciekawe, ponieważ dzieci integrowały się w pewien sposób z całym światem. Sam wyjazd był też atrakcją. Jeździliśmy do Włoch, Bułgarii, ale również do bliższych krajów. Byliśmy na Litwie, Białorusi, a wcześniej także w Związku Radzieckim. Było to przede wszystkim poznawanie świata.

– Czy podczas pracy nad książką odnalazł pan historię lub wydarzenia, o których przez lata już Pan nie pamiętał?

– Nie. Te historie, które przypomniały mi się dopiero teraz, nie znalazły się w książce. Opowiadałem o nich podczas benefisu. Nie były one jednak bezpośrednio związane z “Chwilk”ą, tylko z moimi pierwszymi chwilami z muzyką.

Historie, które znalazły się w książce, pamiętam bardzo dobrze. Wynikało to również z tego, że podczas spotkań z różnymi osobami opowiadaliśmy je sobie tysiące razy. Były jak fragmenty filmów. Spotykaliśmy się i ktoś mówił: „A pamiętasz to i to?”, ktoś inny przypominał kolejne wydarzenie. Wszystko w ten sposób się zapętlało. Później spotykało się kolejną osobę i znowu wracały wspomnienia. To wszystko jakoś mi się układało.

Cały czas wiedziałem, że być może kiedyś opiszę swoją historię. Zastanawiałem się tylko, czy jest ona na tyle ciekawa, żeby ją opisywać. W końcu zdecydowałem, że jednak wszystko opiszę dla potomnych, żeby pozostał po tym ślad. Kiedy człowiek odchodzi albo przestaje pracować, z czasem wszystko odchodzi w niepamięć i później może się wydawać, że właściwie nic nie zrobił.

Dzięki książce ktoś będzie mógł ją otworzyć i zobaczyć, gdzie byłem, co zrobiłem czy jaki utwór ułożyłem. Pozostanie po tym informacja, że ten człowiek jednak coś zrobił i miał w swoim dorobku wartościowe rzeczy.

Czytaj też:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Restauracja Austeria
Reklama
Reklama Kawiarnia pod Aniołem
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Miłośnik dialogu Treść komentarza: Wydawać by się mogło, że te spotkania powinny się nazywać "centrum monologu" a jeśli ktoś uważa inaczej to niech pójdzie i spróbuje zabrać głos albo chociaż zadać pytanie Data dodania komentarza: 2.10.2026, 13:03 Źródło komentarza: Rotariańskie Centrum Dialogu w Białej Podlaskiej Autor komentarza: Czytelnik Treść komentarza: ....na komisji w sprawie uwzględnienia obniżenia wynagrodzenia padły 2 głosy „za”, 2 „przeciw” i 1 osoba się wstrzymała. Komisja SWiP w powiecie parczewskim jest 4 osobowa. Data dodania komentarza: 2.10.2026, 12:59 Źródło komentarza: Radni nie chcą obniżać pensji starosty parczewskiego. Wnioskodawca: "Jest za wysoka" Autor komentarza: Kity Treść komentarza: Jak o coś pytam to on zawsze ja nie wiem Data dodania komentarza: 2.10.2026, 01:48 Źródło komentarza: Biała Podlaska. Pomóżmy harcerzom stworzyć nową stanicę Autor komentarza: Sąsiadka Treść komentarza: Nie majac prawa jazdy , nie umie jeżdzić , pakuje dzieci do auta i jedzie co to za matka ! Sprawa nadaje się do telewizji . Niech wszyscy zobaczą . Data dodania komentarza: 1.10.2026, 22:41 Źródło komentarza: Dachowanie Audi. W środku jechało dwoje dzieci Autor komentarza: Ela Treść komentarza: Trzeba więcej pieniędzy wysłać na Ukrainę i przeznaczyć kolejne szpitale na leczenia ukraińskich żołnierzy. Trzeba też podnieść pensję pielęgniarkom, bo 14 tys na rękę na miesiąc to za mało a opiekunki medyczne dostają tylko 6 tysięcy na rękę. Data dodania komentarza: 1.10.2026, 20:40 Źródło komentarza: Bialski szpital niedofinansowany. Cięcie kosztów odbije się na pacjentach
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama