– Zanim poznał Pan Wiesława Myśliwskiego osobiście, przeczytał Pan jego książkę „Nagi sad”. Co w tej książce sprawiło, że zapragnął Pan poznać jej autora?
– Opisywana relacja między ojcem a synem. Akcja rozgrywa się jeszcze w tradycji kultury chłopskiej i na niej oparte są pewne doświadczenia, dowiadywanie się o świecie. Głównie to mnie zainteresowało.
– Co najbardziej zapamiętał Pan z pierwszych rozmów z Wiesławem Myśliwskim?
– To były lata 70., później 80. Te rozmowy były bardzo różne. Nie zawsze były górnolotne. Oczywiście takie też się zdarzały, ale tego nie da się powtórzyć, bo rozmowa nie polega na tym, że człowiek siada i rozmawia wyłącznie o wybitnych, mądrych sprawach. Toczy się również wokół prozy życia, nawet pewnych banałów. Czasami jednak padają zdania, które określają i nazywają coś w sposób bardzo głęboki, nawet metaforyczny czy filozoficzny.
Głównie go słuchałem. Czasami pytał mnie, co sądzę o tym czy o owym. Dużo rozmawialiśmy o malarstwie. Dzieliłem się wtedy swoimi spostrzeżeniami. Dotyczyło to nie tylko samej zawartości znaczeniowej malarstwa, ale również tego, jak się w ogóle maluje, czyli samej kuchni malarskiej.
W ostatnich latach życia Wiesława Myśliwskiego, a tak naprawdę już od początku lat dwutysięcznych, coraz częściej rozmawialiśmy o istocie tego, co się maluje. Ja akurat malowałem już rzekę Bug. Rozmawialiśmy o tym, jak dojść do tego, żeby namalować istotę tego zjawiska za pomocą języka malarskiego. Wokół tego krążyliśmy. Było to trochę podobne do literatury, do dobierania odpowiednich określeń, słów i zestawień słownych.
Myśliwskiemu zawsze zależało na tym, żeby w jakiś sposób zgłębić istotę zjawiska, wokół którego przebiega twórczość. To było bardzo ważne. Później napisał tekst o moim malowaniu, który znalazł się w książce „W środku jesteśmy baśnią”. Napisał tam, że w pewnym momencie doszedłem w zasadzie do abstrakcji. Przypuszczam, że rozumiał tę abstrakcję jako pokazanie za pomocą środków wyrazowych istoty zjawiska – poprzez malarstwo, kolor, pociągnięcia pędzla, napięcia i uproszczenie, wydobycie z tego zjawiska czegoś, co jest najbardziej istotne.
Teraz również maluję tego typu rzeczy, ponieważ 22 października będę miał wystawę u pana Krzysztofa Musiała w Galerii Atak w Warszawie. W pewnym sensie się powtarzam, ale cały czas chodzi mi o to, żeby namalować istotę tego zjawiska. Czym jest woda i inna, nazwana przeze mnie „woda dzika”, poprzez wystające z rzeki konary czy inne elementy. To pion i poziom, czyli oś świata, istota pokazana za pomocą malarstwa. Głównie o tym rozmawialiśmy.
Tak naprawdę zbliżyliśmy się do siebie po napisaniu przez niego „Kamienia na kamieniu”, podczas spotkań w kwartalniku „Regiony”, którego był współtwórcą.
– Czy był konkretny moment, w którym poczuł Pan, że jesteście przyjaciółmi, że Wiesław Myśliwski nie jest już tylko autorytetem literackim, ale także bliskim człowiekiem?
– To był proces. Nie było tak, że wydarzyło się to nagle. Wiesław Myśliwski był bardzo wymagającym człowiekiem, przede wszystkim wobec siebie, ale również wobec innych, a szczególnie wobec najbliższych.
Takim ukoronowaniem naszej znajomości był wpis, który w ostatnich latach zamieścił dla mnie w swojej bardzo ciekawej książce „W środku jesteśmy baśnią”. To zbiór jego wywiadów, różnych tekstów i laudacji. Znajduje się tam między innymi bardzo piękny esej „Kres kultury chłopskiej”. Napisał mi w tej książce, że to jest prawdziwa przyjaźń: „Stasiowi Bajowi – Wielkiemu Artyście i Wielkiemu Mojemu Przyjacielowi po grób – z nieustającą miłością – Wiesław Myśliwski, 1 września 2022 r.”
To było dla mnie niezwykłe. To on nazwał naszą relację przyjaźnią, nie ja. Ja nie śmiałbym tak o nim powiedzieć. Niektórzy uzurpują sobie prawo do tego, żeby mówić o przyjaźni z nim. Nie mnie to oceniać. Ja posługuję się jego wyznaniem, jego słowami.
To on określił, że jest to przyjaźń męska, szorstka, bardzo prawdziwa, niełatwa. Był jednym, a może nawet jedynym z moich bardzo surowych krytyków tego, co robię i co maluję. Był bardzo surowy. W stosunku do siebie był nieprawdopodobnie wymagający, zarówno w pisaniu, jak i w życiu.
Najbliższą mu osobą była jego żona Wacława, która niedawno zmarła, i to ona wiedziała najlepiej, jak wyglądała jego praca. Jako pierwsza czytała jego rękopisy, pierwsze wersje jego tekstów. Właściwie dawał jej je wtedy, kiedy miał już prawie zamkniętą książkę. Dopiero później czytali je inni. Od siebie wymagał najwięcej, a w związku z tym siłą rzeczy wymagał również od innych. Zwykle jednak zaczynał od siebie.
Nie miałem z nim łatwo, ale za to miałem z nim bardzo pięknie. To, że nie było łatwo, sprawiało, że ta relacja była bardzo głęboka. Tak ją czułem i odczuwałem to coraz mocniej, aż do jego śmierci.
– Czy zdarzały się między Panami poważne spory?
– Oczywiście, jak najbardziej. Spieraliśmy się o różne rzeczy. Z pewną naiwnością bardzo często wypowiadałem czasami zbyt śmiało swoje sądy o różnych sprawach, o świecie czy o sztuce. On słuchał mnie uważnie, a później robił mi wykład, że jest całkowicie inaczej, wręcz odwrotnie. Potrafił w bardzo piękny i mądry sposób uzasadnić swoje racje. Dlatego wiele się od niego uczyłem. To wszystko jest również w jego książkach.
– Wiesław Myśliwski przyjeżdżał także na południowe Podlasie. Jak Pan wspomina jego pobyt w Białej Podlaskiej?
– Biblioteka zorganizowała spotkanie w Urzędzie Miasta Biała Podlaska, w dużej sali konferencyjnej. To było bardzo ważne spotkanie. Wiesław chętnie przyjechał. Towarzyszyli mu wtedy Stefan Szmidt i Alicja Jachiewicz, znani aktorzy, związani z Teatrem Polskim. Bardzo piękne postacie, piękna para. Nocowaliśmy wtedy nawet na Uroczysku Zaborek.
Bardzo pięknym momentem było to, że Wiesław koniecznie chciał zobaczyć moje miejsce, w którym maluję. Chciał zobaczyć również pracownię, ale przede wszystkim właśnie to miejsce. Później podczas różnych rozmów dotyczących naszej znajomości wracał do tego. Opowiedział o tym także podczas naszej rozmowy w Krakowie. Jest to również przytoczone w książce „W środku jesteśmy baśnią”.
Zawiozłem go wtedy razem ze Stefanem Szmidtem i Alicją Jachiewicz na Sugry koło Kodnia, nad Bug, w miejsce, w którym maluję, na zakole rzeki. Zrobiło to na nim ogromne wrażenie. Był bardzo zdziwiony, że rzeka jest stamtąd widoczna tak przestronnie. Jest tam niespotykana panorama rzeki i jej zakoli, a jednocześnie moje miejsce do malowania jest bardzo skromne, ma zaledwie parę metrów. Bardzo to przeżył i później do tego wracał.
Było to związane z bardzo ważnym dla niego pobytem w Białej Podlaskiej i właśnie z tym spotkaniem. Pamiętam też sytuację, kiedy ktoś zapytał go, czy w ogóle zna te strony – Białą Podlaską, Dołhobrody.
– Czy jest jakaś myśl Wiesława Myśliwskiego, usłyszana podczas prywatnych rozmów, która towarzyszy Panu do dzisiaj?
– Trudno wskazać jedną konkretną myśl, bo musiałbym ją dokładnie zacytować. Zwłaszcza po jego śmierci pojawiło się mnóstwo bardzo pięknych i mądrych cytatów. Rzeczywiście jest tak, że wśród toczącej się, rwanej akcji jego prozy, wśród gęstych treści, pojawiają się fragmenty, które właściwie nadają się do cytowania. Są tam bardzo ważne mądrości dotyczące życia, miłości, przyjaźni i relacji międzyludzkich. Tego jest naprawdę bardzo dużo.
Pewna pani we Wrocławiu prowadzi poświęcony mu profil na Facebooku. Ja Facebooka nie mam, więc trudno mi o tym mówić, ale wiem o tym od moich studentów i znajomych. Pojawia się tam mnóstwo takich fragmentów, które można cytować.
Niedawno podczas wydarzenia Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie dostałem na koniec głos. Czasu było już niewiele, miałem może dwie minuty, więc trzeba było w sposób bardzo konkretny powiedzieć, co sądzę o Myśliwskim i jak zachowuję go w swojej pamięci. Powiedziałem wtedy coś, co jest dla mnie bardzo ważne: on jest dla mnie – bo dla mnie cały czas jest, mimo że zmarł – niezwykłą szczeliną. Bardzo ważne jest dla mnie właśnie to określenie, że był szczeliną światła. Szczeliną prowadzącą jak gdyby do innego świata, ale świata pełnego głębi przeżyć, mądrości filozoficznej, a jednocześnie symbolicznej.
To taka szczelina światła pomiędzy wrotami, wyprowadzająca z cieni w światło. Wzięło się to również z tego, że malowałem, coraz bardziej upraszczając, obraz na okładkę jego ostatniej powieści „Ucho Igielne”, ale nie tylko.
Tę szczelinę wziąłem także z rzeki Bug. Kiedy patrzę na rzekę, głównie na południe, gdzie widać wspaniałe zakola ciągnące się przez kilka kilometrów, rzeka prowadzi wtedy na południe, do światła i do źródła. Jest szczeliną prowadzącą do czegoś, co jest cudem świata, cudem światła, cudem poranka, właściwie zmartwychwstaniem dnia.
Od wielu miesięcy nazywam tego typu zjawiska właśnie szczeliną. Tak też nazwałem Myśliwskiego i jego powieści. Dla mnie jest to właśnie taka szczelina do ludzkiego wszechświata. Wystawę, którą teraz przygotowuję i do której właśnie maluję obrazy, również nazywam „Szczeliny” albo „Szczelina”.
Szczelina jest czymś pomiędzy, czymś niedomkniętym, cały czas otwartym, ale jednocześnie niełatwym do przejścia. Taka jest również proza Wiesława Myśliwskiego. Trzeba się do niej zbliżyć, bo ona nie jest łatwa. Wymaga skupienia, refleksji i pewnego doświadczenia, ale jednocześnie jest bardzo otwarta.
Niezwykle cenne jest to, że Wiesława Myśliwskiego czyta bardzo dużo młodych ludzi. Głównie „Traktat o łuskaniu fasoli”, ale mam również bardzo piękne doświadczenie z Niną, prawie osiemnastoletnią dziewczyną - moją wnuczką, z którą od dwóch lat przerabiamy właściwie akapit po akapicie i rozdział po rozdziale jedną z jego najtrudniejszych powieści – „Ostatnie rozdanie”.
Nina jest niezwykłą pasjonatką czytania książek, zwłaszcza literatury młodzieżowej. Zna nawet osobiście kilka autorek, jeździ na targi książki, ale z drugiej strony czyta właśnie Myśliwskiego, który jest trudny, a jednocześnie przez tę trudność bardzo inspirujący. Nina daje mi wgląd w pokolenie młodych ludzi. Ostatnio nawet z nią o tym rozmawiałem. Jesteśmy już przy ósmym rozdziale i analizujemy te rzeczy. To fantastyczna sprawa.
Wiesław bardzo cieszył się z obecności młodych ludzi. Kiedy ustawiały się do niego ogromne kolejki i czasami przez kilka godzin podpisywał książki, był bardzo zadowolony, gdy widział w nich młodych. Potrafił ich zagadnąć, zapytać, co u nich i jak sobie radzą. Na jego spotkaniach co najmniej połowę sali stanowili zwykle młodzi ludzie. To jest piękne. Jego proza jest trudna, ale jednocześnie przyciąga swoją refleksyjnością i filozoficzną mądrością.
Czytaj też:

Napisz komentarz
Komentarze