Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 7 października 2026 23:59
Reklama
Reklama

Międzyrzec Podlaski: Uściskali nas Jan Paweł II i Matka Teresa z Kalkuty

Elżbieta i Józef Korpyszowie z Międzyrzeca Podlaskiego zapoczątkowali istnienie Kościoła Domowego w naszym regionie. Ruchowi Światło Życie oddali całe serce, a to zaprocentowało założeniem wielu kręgów małżeńskich m.in. w Wisznicach, Sarnakach i Radzyniu Podlaskim. Dzięki swojej działalność mieli okazję spotkać się z Janem Pawłem II i Matką Teresą z Kalkuty.
Międzyrzec Podlaski: Uściskali nas Jan Paweł II i Matka Teresa z Kalkuty

 W 1973 roku wikariusz rodzinnej parafii zaproponował im wczasy religijne w Krościenku. Jak się okazało były to oazowe rekolekcje, które prowadził charyzmatyczny kapłan Franciszek Blachnicki. - Był to początek formacji małżeństw w Polsce. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na tak wspaniałego człowieka – wspomina Elżbieta Korpysz. Ruch Światło Życie, początkowo nazywany Żywym Kościołem urzekł ich wspólnotowością, a także radością, jaka towarzyszyła wszystkim spotkaniom. - Dla nas, stłamszonych komunizmem, było to czymś zupełnie nowym - mówi Elżbieta. Podczas rekolekcji zawiązali liczne przyjaźnie, m.in. z małżeństwem Filipiuków z Białej Podlaskiej. Te znajomości trwają do dziś. - Dzięki działalności w Kościele Domowym mamy kolegów i koleżanki w całym kraju. Ruch charakteryzuje gościnność. Jeżeli ktoś jedzie w drugi kraniec Polski i ma adres rodziny ze wspólnoty, zawsze jest przyjmowany z życzliwością. Do nas zapukał kiedyś znajomy z Zakopanego, którego poznali w czasie pielgrzymki do Fatimy - dodaje Elżbieta.

 

Pytani czy ich działalność religijna w czasach poprzedniego ustroju spotkała się ze sprzeciwem władz, odpowiadają, że niestety tak. - Mężowi nigdy nie proponowano wyższego stanowiska, mimo iż był bardzo dobrym lekarzem, a inni młodsi takie otrzymywali. Józef nie krył się ze swymi poglądami, przez to był pomijany, mówili: "Korpysz to nie nasz" - zaręcza Elżbieta. Sama też pewnego dnia została wezwana na dywanik do dyrektora, ze względu na udział w wydarzeniach religijnych. – Przepytywano mnie z naszej działalności. Jednak, miałam wiele olimpijczyków i dużo sukcesów, więc nie mieli mnie za co wyrzucić czy usunąć. Tym bardziej, że dostałam nagrodę ministra i Krzyż Zasługi. Było na odwrót niż by chcieli - nie kryje satysfakcji. Opowiada też, że ich syn założył zespół Extrema, którego nazwa kojarzona była wówczas ze zwalczaną Solidarnością. I nie był to przypadek, gdyż Leszek angażował się w pracę konspiracyjną, m.in. zdejmując partyjne plakaty szkalujące Solidarność. Stąd, pewnego dnia mieli rewizję. - Przeszukano całe mieszkanie, plakaty były w domu, na szczęście ich nie znaleziono. Okazało się, że syn ukrył je pod dywanem. Milicjanci szukali w książkach materiałów dywersyjnych, przyszli we dwóch, w ciągu dnia i przetrzęśli cały dom - relacjonują Józef i Elżbieta.

Cały artykuł przeczytacie w najnowszym numerze i e-wydaniu Słowa Podlasia, nr 40

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Bricomarche
Reklama
Reklama Kawiarnia pod Aniołem
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama