Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 5 listopada 2026 15:30
Reklama
Reklama
Reklama

Przy krosnach odkrywają zapomnianą tradycję

Wyciągnięte ze strychów i piwnic stare krosna przeżywają drugie życie na południowym Podlasiu. A powstające w pracowniach tkackich w Hrudzie, Mordach, Nowym Holeszowie i Terespolu nadbużańskie perebory rozsławiają południowe Podlasie. Tradycyjny wzór tkany na koszulach, ręcznikach i obrusach wpisany został na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Przy krosnach odkrywają zapomnianą tradycję

Dawniej na Podlasiu krosna stały prawie w każdej izbie. A tkacką tradycję babcie i matki przekazywały swoim wnuczkom i córkom już od najmłodszych lat. Umiejętności samodzielnego wytwarzania tkaniny były niezwykle przydatne, zwłaszcza gdy po wojnie w sklepach i magazynach nabycie czegokolwiek, nie mówiąc już o nowej koszuli, spodniach czy obrusie, graniczyło z cudem.

Wraz z rozwojem przemysłu włókienniczego tradycyjny warsztat tkacki wypierały maszyny, a krosna lądowały na strychach i składzikach. Dzisiaj tę zapomnianą technikę próbują ocalić od zapomnienia panie z kilku pracowni tkackich, w Hrudzie, Nowym Holeszowie, Mordach, Terespolu. A dzięki ich staraniom tradycyjny nadbużański perebor trafił na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Pościałki i koszule

Marianna Jówko z Hruda pamięta, jak miała 10 lat, a mama wołała ją do krosien. – "Siadaj i rób, bo nie będziesz miała koszuli, pościałki i na gołej słomie będziesz spała", mówiła do mnie mama. Zawsze wtedy siadałam razem z nią i po kolei uczyłam się tej techniki. To było naturalne, że młode dziewczyny umiały tkać, bo trzeba było utkać wszystko, i ręcznik, i prześcieradło, i powłokę na pościel, koszulę, spodnie, a nawet worki do gospodarstwa. A która gospodyni nie potrafiła obsłużyć krosien, to mówiło się, że w takim domu jest bieda – wspomina pani Marianna. 

Choć, jak przyznaje nasza rozmówczyni, samodzielnie wykonana odzież nie zawsze była praktyczna i wygodna. Bo uszyta przez jej mamę koszula dzienna tak kłuła i drapała po ciele, że po kilku godzinach męczarni młoda dziewczyna po prostu rzuciła ją w kąt.

Nie porzuciła jednak pasji do tkactwa. Robi to już od 20 lat. Na początku zainspirowało ją wytwarzanie narzut na łóżka i chodników. Później, za sprawą powstałej w Gminnym Ośrodku Kultury w Hrudzie pracowni tkactwa, pani Marianna – podobnie jak kilka innych kobiet – ponownie odkryła w sobie miłość do snucia nici. A dodatkowo nauczyła się wytwarzania regionalnego wzoru, jakim jest perebor.

– Nie znałam tego wzoru, ale nasza dyrektor była taka uparta. Woziła nas po świecie w poszukiwaniu tego tradycyjnego i oryginalnego wzoru. Aż pewnego razu pojechałyśmy do Stanisławy Baj, do Dołhobród, która zdążyła nas nauczyć tkania pereborów. Później próbowałyśmy już same na krosnach w domu kultury – opowiada Jówko. I z dumą pokazuje utkane przez siebie wzory.

Perebor od przebierania

Perebor to pas ornamentu powstający metodą wybierania na czterech nicielnicach, tkany łącznie z białym tłem. Służy do zdobienia koszul, spódnic, fartuchów, ręczników. Element zdobniczy wykonany jest na krosnach drewnianych, czteronicielnicowych, tkany splotem prostym lub rzędowym o treści geometrycznej: romby, trójkąty, gwiazdy, wzór x, linie spiralne, łamane i roślinne zgeometryzowane. Najczęściej w zestawieniu kolorów: czerwonego, wiśniowego, brązowego, granatowego z przewijającymi się dla kontrastu pojedynczymi lub podwójnymi nitkami czerwonymi, białymi i czarnymi, stanowiąc wzór pasowy na płótnie.

Pochodzenie nazwy wiąże się z czynnością, jaką wykonywała tkaczka przebierając nici osnowy deseczką – i stąd perebor (przebieranie). 

W poszukiwaniu oryginalnego wzoru

Do odkrywania tradycyjnego nadbużańskiego pereboru Bożennę Pawlinę-Maksymiuk, obecnie emerytowaną dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Białej Podlaskiej, przed kilkoma laty skłoniła potrzeba uszycia oryginalnego stroju ludowego. W poszukiwaniu kogoś, kto nadbużańskie perebory tka, trafiała w różne miejsca, nawet na Białoruś.

– Początkowo myślałam, że za wschodnią granicą odnajdę ten wzór, ale okazało się, że to nie jest nasze wzornictwo – wspomina pani Bożenna. Wtedy dowiedziała się, że osobą, która jako jedyna w Polsce tka perebory, jest Stanisława Baj z nadbużańskich Dołhobród w gminie Hanna. I wraz z twórczyniami ludowymi pojechały do niej. – Pamiętam, że warsztat i utkane przez panią Stanisławę wzory zrobiły na nas ogromne wrażenie. Pomyślałyśmy, że to ogromnie trudne. Choć panie tkały już na krosnach, nigdy nie miały okazji tkać pereboru – dodaje Pawlina-Maksymiuk.

I od tego wyjazdu zrodził się pomysł powołania pracowni tkackiej w Hrudzie. Krosna wyciągnięte ze strychów, piwnic, składzików na nowo zaczęły pracować, choć niektórzy nie rozumieli zapału, z jakim panie przystąpiły do reaktywacji dawnego warsztatu. Towarzyszyła temu obawa, bo żadna z kobiet nie znała i nie tkała tego wzoru.

– Gdy rozstawiałyśmy krosna, niektórzy z niedowierzaniem mówili: "Po co one znoszą tutaj te stare graty?". No i tak zaczęła się nasza przygoda z tkaniem pereboru. Przy pracowni zaczęły się zrzeszać kolejne osoby, które zainteresowały się wykonywaniem tego wzoru. Organizowaliśmy konkursy tkackie – wspomina Pawlina-Maksymiuk.

Więcej na temat nadbużańskich pereborów czytaj w papierowym lub elektronicznym wydaniu "Słowa" z 13 grudnia.

Monika Pawluk

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Kawiarnia pod Aniołem
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: DAS_AUTO Treść komentarza: Merytorycznie napisałeś. Brawo TY!!! Data dodania komentarza: 3.11.2026, 22:20 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: DAS_AUTO Treść komentarza: 100 % racji. Wręcz naplucie w twarz ludziom z SG co złapali tego przemytnika na gorącym uczynku. Rzadko się zdarza, że wszystkie komentarze takie zgodne i wszystkie na + ocenione. Może ten pan co tak wróży z fusów to przeczyta i ogarnie się! Data dodania komentarza: 3.11.2026, 22:17 Źródło komentarza: Nieudany przerzut Afgańczyków pod Terespolem. Ukrainiec z wyrokiem Autor komentarza: por. Nos Treść komentarza: Sprytnie napisane, kibicu. Niby zaprzeczasz w obronie klubu, a jednocześnie ujawniasz prawdę o sytuacji w Podlasiu. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 15:27 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: Dolar Treść komentarza: Kobiety okradły kobiety. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:47 Źródło komentarza: Miliony do zwrotu. W tle posłanka Pawłowska i jej mąż Autor komentarza: jjo Treść komentarza: polityka to tylko na trybunach. Masz rację - jak polityka wchodzi do szatni , to kończy się sport. Zresztą wszędzie gdzie wchodzi polityka tam jest degrengolada. Większośc ludzi w polityce to nieudacznicy i zawsze szukają sukcesu by się podpiąć. Poszli do polityki bo nic im nie wyszło. Klub spadnie to się odczepią , tylko czy będzie taka siła by wrócić do II ligi ? Tak,,,, nie pomyliłem sie - drugiej. Bo kiedyś AZS grał na trzecim poziomie rogrywkowym. Była to III liga , Dziś mamy w nazwie III a de facto jest to IV liga. Nie wiem po co zrobiono to zamieszanie. Ja kibicowałem w latach 80-tych. Dziś nie chodze na stadion bo dzieciarnia krzyczy Pogoń Siedlce , gdzie kiedyś Siedlce robiły nas "w bambuko" przy zielonym stoliku . To był najgorszy wróg. Legia Pogoń - ktoś z tych wymienionych nam pomoże ? Niech spadają do okręgówki. Może spadek na dno uzdrowi atmosferę i politycy odczepią się od sportu. Ojacami porażki nie będą. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:35 Źródło komentarza: Sięgnęli dna
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama