Gmina Piszczac: Denat leżał w upale przez 5 godzin

  • 02.07.2019, 09:56
  • Justyna Lesiuk-Klujewska
Gmina Piszczac: Denat leżał w upale przez 5 godzin
Do naszej redakcji zgłosiła się pani Wioleta pochodząca z Połosek. Jej ojciec zmarł nagle na łące, kiedy upał sięgał niemal 40 stopni Celsjusza. - Prosiliśmy lekarza, by szybko przyjechał i wypisał akt zgonu. Niestety musieliśmy na niego czekać aż 5 godzin – żali się kobieta i pyta, dlaczego nie okazano im odrobiny zrozumienia.

Dramat rozegrał się na jednej z łąk położonych w Połoskach 26 czerwca. - Tego dnia ojciec pomagał mojemu najmłodszemu bratu grabić siano. To było apogeum upałów, na dworze było ok. 40 stopni Celsjusza. Ale w rolnictwie nie ma czasu na przerwy, korzysta się z pogody – opowiada pani Wioleta. - O godz. 12.30 przyjechałyśmy z siostrą na łąkę, aby przywieźć pracującym posiłek. Nie zdziwiło nas, że ojciec położył się w cieniu pod traktorem i zasnął. Wtedy siostra postanowiła pojechać do domu, przebrać się i pomóc bratu. To nam zajęło kilkanaście minut, gdyż mieszkamy 6 km od łąki, jakieś 5 min jazdy samochodem – zaznacza. Jednocześnie dodaje, że kiedy wróciły przed godz. 13 na miejsce, zauważyły, że ojciec leży już w innym miejscu – na środku łąki. Okazało się, że nie żyje. 

- Od razu wezwałyśmy pogotowie, informując o naszych podejrzeniach, że ojciec nie żyje. Przyjechali sami sanitariusze. Potwierdzili zgon. Zjawiła się też policja, zaleciła dzwonić do ośrodka zdrowia, w którym leczył się ojciec. Lekarz miał wystawić akt zgonu. Tak zrobiliśmy. Była godz. 13.30. Usłyszeliśmy jednak, że lekarz rodzinny zaczyna pracę o godz. 14 i że nie ma możliwości uzyskania jego numeru prywatnego. A było tak gorąco, chcieliśmy jak najszybciej załatwić sprawę dokumentu, aby zakład pogrzebowy mógł zabrać ciało – zaznacza pani Wioleta. - W ośrodku zdrowia poinformowano nas również, że lekarz od godz. 14 będzie przyjmować pacjentów, dlatego do nas przyjedzie o godz. 18. Byliśmy w szoku! 5 godzin na takim upale, czy można tak traktować zwłoki? Przecież ośrodek zdrowia mieści się w Piszczacu, 5 km od Połosek. Przyjechanie zajęłoby lekarzowi pół godziny. Może zabrakło dobrej woli i ludzkiego podejścia do sprawy? – pyta kobieta. 

Cały artykuł przeczytacie w aktualnym numerze i e-wydaniu Słowa Podlasia, nr 27

 

Justyna Lesiuk-Klujewska

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Słowo Podlasia. Grupa Wydawnicza SŁOWO sp z o.o. z siedzibą w mieście stołecznym Warszawa (Domaniewska 17/19/133, 02-672) jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Krajan
Krajan 06.07.2019, 21:47
Mieliśmy ta sama sytuacje . Od Pani doktor z przychodni mieszczącej się przy ul. Parkowej w Białej Podlaskiej usłyszeliśmy , ze „ najpierw żywi, umarli poczekają „ Pani doktor miała jeszcze chwile do rozpoczęcia pracy , a do nas 5 min drogi . Kazała Nam się modlić . Tak tez zrobiliśmy , nie było wyjścia. Przyjechała po pracy , takie prawo .
all
all 03.07.2019, 16:22
I tak powinno być. Najpierw żywi poźniejbumarli
koko
koko 02.07.2019, 22:27
Hehehe sanitariusz a ratownik medyczny to jedno i to samo wielki problem robia ze wszystkim a pierwszego nie wstydza sie isc pod bankomat hehhe

Pozostałe