Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 4 listopada 2026 07:46
Reklama
Reklama

Ludzie stąd: Mojego ojca nazywali kułakiem

Wiesław Łuć, sekretarz bialskiego oddziału Krajowego Związku Dzieci Wojny, wspomina swojego ojca Józefa, który służył w 26. Pułku Ułanów Wielkopolskich. Musiał się ukrywać, gdyż chciano go pojmać za wysadzanie pociągów w czasie II wojny światowej. Opowiada też o grabieżach band złożonych ze zbiegłych jeńców sowieckich i o kuzynach, z których jeden zginął w Katyniu, a drugi był Żołnierzem Niezłomnym.
Ludzie stąd: Mojego ojca nazywali kułakiem

Sekretarz bialskiego oddziału Krajowego Związku Dzieci Wojny urodził się 11 września 1944 r. w Perkowicach, w rodzinie Józefa i Janiny z Makowskich, którzy mieli 27-hektarowe gospodarstwo. Miał o 11 lat starszą siostrę Halinę. Jego ojciec Józef przyszedł na świat w 1907 r. i jako młodzieniec służył w 26. Pułku Ułanów Wielkopolskich w Baranowiczach. Zajmował się obsługą karabinów maszynowych. 28 sierpnia 1939 r. zaczął pracę jako policjant w posterunku w Janowie Podlaskim. Po agresji Niemiec na Polskę, mundurowi ewakuowali się na wschód.

Zanim odjechali każdy z nich zabrał coś, co miało mu przypominać wolną ojczyznę. Józefowi przypadła pieczęć komisariatu, którą do lat siedemdziesiątych, ukrywał nawet przed synem. Dziś stanowi cenną pamiątkę rodzinną. Wraz z innymi policjantami zatrzymał się po drodze w leśniczówce, tam z radia dowiedział się o napaści Sowietów. Gdy policjanci wyruszyli w dalszą drogę, spotkali radziecki patrol. Zaryzykowali i założyli służbowe czapki, udając, że przemieszczają się służbowo. Nie zostali zatrzymani.

Po tym zdarzeniu zdecydowali, że każdy samodzielnie będzie się starał dotrzeć do bliskich. Ojciec Wiesława pojawił się w domu, dopiero w październiku 1939 r. Był zarośnięty, obdarty i zawszony, więc rodzina ledwie go poznała. - Później opowiadał, że musiał się ukrywać, zwłaszcza przed Ukraińcami, którzy wydawali Polaków, ale nie zdradził zbyt wiele szczegółów, widocznie w czasie tułaczki wiele wycierpiał – zauważa Wiesław Łuć.

Partyzanci wysadzali pociągi 

Partyzanci najczęściej podkładali ładunki wybuchowe pod niemieckie pociągi na moście nazywanym „Metlany”, gdyż był słabiej chroniony. – Przez Perkowice przebiegała linia kolejowa Biała Podlaska – Terespol – Brześć, więc Niemcy tędy często przewozili cenne dla nich towary, w tym paliwo i broń, ale też artykuły spożywcze. W związku z tym postanowili wysadzać składy - mówi. Na drugim moście zawsze było wielu żołnierzy, którzy mieli działo i karabiny maszynowe. Mimo to, Polacy sprawdzali czy uda im się wysadzić pociąg, także i tam.

Wkrótce okupanci uznali, że partyzantom pomagają mieszkańcy Perkowic, albo to oni sami wysadzają pociągi. Józef Łuć widząc zwiększającą się liczbę żołnierzy w okolicy wsi, domyślił się, że za chwilę zacznie się łapanka, po czym ostrzegł sąsiadów, a sam ukrył się w stodole. Po niepełnej godzinie do domu Łuciów przyszli Niemcy. Spytali Janinę, gdzie jest mąż. Odpowiedziała, że pojechał po sprawunki do Białej Podlaskiej. Wtedy rozzłoszczeni gestapowcy rzucili na podwórko granat, licząc na to, że gospodarz słysząc huk, wybiegnie ratować bliskich. Ten jednak nie opuścił kryjówki.

Tego dnia okupanci zebrali kilkadziesiąt osób z całej wsi i zarządzili, iż młodzi pojadą do więzienia w Białej Podlaskiej, które mieściło się w dawnej fabryce Raabego, a starsi wrócą do domów. Zaznaczyli też, że jeżeli tej nocy nie zostanie wysadzony żaden pociąg, będzie to dla nich sygnał, iż pojmali winowajców. Z tego też powodu wszyscy ujęci zostaną na drugi dzień straceni.

Za kontyngent dawali wódkę

- Ojciec nie spał całą noc i nasłuchiwał czy pociąg zostanie wysadzony. Nagle, o godz. 2 w nocy, rozległ się huk. Ktoś podłożył ładunki wybuchowe na moście – wyjawia Wiesław Łuć. Po tym Niemcy przywieźli z powrotem mieszkańców Perkowic, kazali stanąć im w szeregu i ustawili karabiny maszynowe, jakby planowali ich rozstrzelać. Wtedy za skazanymi wstawił się niemiecki oficer nadzorujący ochronę mostu, który zapewnił, że zawsze był dobrze traktowany przez miejscowych, którzy chętnie dawali mu mleko, jajka, masło i inne produkty. Przekonywał też swych rodaków, że pewnością ludzie ci nie zajmują się sabotażem. Jeńcy zostali wypuszczeni.

- Bywało, że Niemcy zabierali zwierzęta hodowlane i mieszkańcom wsi. Konieczne było też dostarczanie kontyngentu czyli produktów rolnych, w tym zboża, mięsa, mąki. Żołnierze kolczykowali też świnie, by wiedzieć, ile kto ma trzody i móc zabrać zwierzęta, gdy urosną. W zamian dawali wódkę tzw. kontyngentówkę. Wydaje mi się, że było to robione specjalnie, żeby rozpijać naród, a dzięki temu łatwiej przekonać do swoich zarządzeń – uważa Wiesław Łuć. Przypomina też, że w pobliżu Perkowic, w Kaliłowie powstał obóz jeniecki. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 1 września


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Ksemar
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: por. Nos Treść komentarza: Sprytnie napisane, kibicu. Niby zaprzeczasz w obronie klubu, a jednocześnie ujawniasz prawdę o sytuacji w Podlasiu. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 15:27 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: Dolar Treść komentarza: Kobiety okradły kobiety. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:47 Źródło komentarza: Miliony do zwrotu. W tle posłanka Pawłowska i jej mąż Autor komentarza: Jarząbek Wacław, trener II klasy Treść komentarza: Dodatkowo trener jest jednocześnie członkiem zarządu, zaś zarząd to kumple tęczowego Mychajło - tzw. brązowe nosy. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:54 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: polityka to tylko na trybunach. Masz rację - jak polityka wchodzi do szatni , to kończy się sport. Zresztą wszędzie gdzie wchodzi polityka tam jest degrengolada. Większośc ludzi w polityce to nieudacznicy i zawsze szukają sukcesu by się podpiąć. Poszli do polityki bo nic im nie wyszło. Klub spadnie to się odczepią , tylko czy będzie taka siła by wrócić do II ligi ? Tak,,,, nie pomyliłem sie - drugiej. Bo kiedyś AZS grał na trzecim poziomie rogrywkowym. Była to III liga , Dziś mamy w nazwie III a de facto jest to IV liga. Nie wiem po co zrobiono to zamieszanie. Ja kibicowałem w latach 80-tych. Dziś nie chodze na stadion bo dzieciarnia krzyczy Pogoń Siedlce , gdzie kiedyś Siedlce robiły nas "w bambuko" przy zielonym stoliku . To był najgorszy wróg. Legia Pogoń - ktoś z tych wymienionych nam pomoże ? Niech spadają do okręgówki. Może spadek na dno uzdrowi atmosferę i politycy odczepią się od sportu. Ojacami porażki nie będą. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:35 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: Może się troszkę rozluźni w pociągach. Nie jeżdżę zbyt często , ale generalnie zawsze wszystkie miejsca są zajęte i nie za bardzo da się kupić na ostatnią chwilę w kasie . Zwykle pada odpowiedź - nie ma , może byc pierwsza klasa ? I nie jest to aż tak duża rożnica pod warunkiem że nie korzysta się ze zniżek np KDR. W pierwszej nie przysługuje. Rad nie rad , kupujesz, albo na stojaka. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:20 Źródło komentarza: BIAŁA PODLASKA: Na torach pojawi się Bug i Krzna
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama