Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 4 listopada 2026 07:01
Reklama baner reklamowy word biała podlaska
Reklama

Legenda: Przyszła kryska na Matyska

W kolejnej części cyklu "Tajemnice podlaskich legend" przedstawimy opowieść o Matysie, niezwykle chytrym mieszkańcu regionu. Być może to właśnie ta historia, która wydarzyła co najmniej przed stu laty, była inspiracją do powstania popularnego polskiego przysłowia...
Legenda: Przyszła kryska na Matyska

Autor: Obraz Juliana Fałata

"Przyszła kryska na matyska" to popularne w naszym kraju powiedzenie. Według Słownika Języka Polskiego znane jest już co najmniej od XVII wieku. Co było inspiracją do jego powstania?

Okrutny los kotów

Dokładnie nie wiadomo i do dziś są różne teorie na ten temat. Źródła podają, że przysłowiowy Matys to zdrobniała forma od imienia Matias (w innym wariancie Matiasz) lub bardziej swojsko brzmiącego Macieja. Nie zważając na to, oba jednak pochodzą najprawdopodobniej od biblijnego imienia Mathia. Zarówno Matias i Maciej były bardzo popularne wśród ludności wiejskiej na ziemiach polskich, już w XVI w. Wtedy też stały się synonimem chłopa, zwłaszcza prostackiego i gruboskórnego. Jednocześnie imiona te nadawano najczęściej kotom. Podobnie jak na Podhalu konie często są nazywane Kuba, w Rosji koty — Waśka, z czasem "matyski", pisane małą literą, stały się odpowiednikami domowych zwierząt.

W takim znaczeniu matysek właśnie występuje w bajce Franciszka Morawskiego pt. "Kot i szczur stary", gdzie po raz pierwszy pojawia się zdanie, które stało się popularnym polskim przysłowiem. W bajce mowa jest między innymi o kocie, udającym wisielca. Z kolei także występująca w powiastce mysz, widząc ten przerażający widok mówi nagle: "Przyszła kryska na matyska i oto dynda".

Tutaj warto wspomnieć okrutny zwyczaj, który funkcjonował w dawnej Polsce. Gdy kota uznawano za domowego szkodnika, gospodarze bezwzględnie obchodzili się z delikwentem i po prostu go zabijali poprzez powieszenie. Dziś z pewnością takie zachowanie uznano by słusznie za bestialstwo, jednak przed wiekami była to niestety okrutna norma. Dlatego też przysłowiowa "kryska" mogła oznaczać też śmierć. Jednak w powszechnym użyciu przysłowie należy rozumieć w ten sposób, że spryciarzowi, czyli kotu, długo się dobrze wiodło i wszystko udawało, ale nagle nastąpiła katastrofa. Los, który spotkał kota, to właśnie niespodziewana „kryska”, czyli „kreska” kładąca kres jego myśliwskim zapędom.

Takie jest tłumaczenie i pochodzenie powiedzenia ze słownika języka polskiego.

Sprytny dziad wędrowny

Jednak niegdyś na południowym Podlasiu lub na północnym Polesiu wydarzyła się historia, którą również można uznać za źródło tegoż przysłowia. Co takiego wydarzyło się przed stu laty w naszym regionie?

W dawnych czasach od wsi do wsi, po okolicznych miejscowościach błąkał się wędrowny dziad, co w tamtym czasie nie było niezwykłym zjawiskiem. Miał zawsze przy sobie płócienną torbę, którą nosił przewieszoną przez ramię oraz długi kij. Na imię było mu Matys. Różnił się on od innych dziadów, odwiedzając kolejne domostwa nie wykrzykiwał od progu przeróżnych modlitw i błagań o jedzenie czy kilka groszy. Był też nad wyraz zdrowy i silny, bez przeszkód mógł podjąć normalną pracę, dającą stałe źródło dochodu. Matys był jednak wyjątkowo sprytny i wędrownym dziadem został z wyrachowania, chcąc mieć łatwy pieniądz. I trzeba przyznać, że radził sobie świetnie, wykorzystując ciemnotę i naiwność ówczesnego ludu. W jaki sposób?

Należy wspomnieć, że jeszcze przed wiekiem wiejska ludność wierzyła w zjawiska i moce nadprzyrodzone. Szatańskie zjawy, czary i magia towarzyszyły ludziom na co dzień. Co chytrzejsi wykorzystywali to na wszelkie możliwe sposoby. Wśród nich był bohater naszej opowieści. Dla zarobku wymyślił sobie metodę "gra w kości".

Dramatyczna przepowiednia

Chodził Matys po lasach i polach, a gdy tylko znajdował podczas swych licznych wędrówek jakąś zwierzęcą kość, chował ją do swej torby z nadzieją, że się przyda. Tak też się działo. Idąc później miedzą do wsi, kładł kość na polu jakiegoś chłopa i przykrywał ją lekko ziemią. Podchodził do właściciela ziemi i rozpoczynał niezobowiązującą rozmowę. Najczęściej dopytywał o drogę. Następnie przyglądał się z bacznością gospodarstwu i mówił do chłopa te słowa: "Widać, że źle się u was dzieje, gospodarzu". Każdy chłop, który słyszał te słowa początkowo był zdziwiony, ale po dalszej rozmowie przyznawał Matysowi rację. Ten tylko na to czekał. Po chwili wdrażał w życie swój sprytny plan. "Za dzień, może dwa nieszczęścia was nawiedzą i upadki". Mężczyzna coraz bardziej zaniepokojony słowami wędrownego dziada, dopytywał, o co chodzi. "Wszystko bydło wyzdycha, a i ciężka choroba i was dopadnie". Na taką przepowiednię każdy bladł i gotów był zrobić wszystko, by uniknąć tragicznego losu. A o to właśnie chodziło sprytnego Matysowi... (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 5 stycznia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Restauracja Austeria
Reklama
Reklama Ksemar
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: por. Nos Treść komentarza: Sprytnie napisane, kibicu. Niby zaprzeczasz w obronie klubu, a jednocześnie ujawniasz prawdę o sytuacji w Podlasiu. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 15:27 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: Dolar Treść komentarza: Kobiety okradły kobiety. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:47 Źródło komentarza: Miliony do zwrotu. W tle posłanka Pawłowska i jej mąż Autor komentarza: Jarząbek Wacław, trener II klasy Treść komentarza: Dodatkowo trener jest jednocześnie członkiem zarządu, zaś zarząd to kumple tęczowego Mychajło - tzw. brązowe nosy. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:54 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: polityka to tylko na trybunach. Masz rację - jak polityka wchodzi do szatni , to kończy się sport. Zresztą wszędzie gdzie wchodzi polityka tam jest degrengolada. Większośc ludzi w polityce to nieudacznicy i zawsze szukają sukcesu by się podpiąć. Poszli do polityki bo nic im nie wyszło. Klub spadnie to się odczepią , tylko czy będzie taka siła by wrócić do II ligi ? Tak,,,, nie pomyliłem sie - drugiej. Bo kiedyś AZS grał na trzecim poziomie rogrywkowym. Była to III liga , Dziś mamy w nazwie III a de facto jest to IV liga. Nie wiem po co zrobiono to zamieszanie. Ja kibicowałem w latach 80-tych. Dziś nie chodze na stadion bo dzieciarnia krzyczy Pogoń Siedlce , gdzie kiedyś Siedlce robiły nas "w bambuko" przy zielonym stoliku . To był najgorszy wróg. Legia Pogoń - ktoś z tych wymienionych nam pomoże ? Niech spadają do okręgówki. Może spadek na dno uzdrowi atmosferę i politycy odczepią się od sportu. Ojacami porażki nie będą. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:35 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: Może się troszkę rozluźni w pociągach. Nie jeżdżę zbyt często , ale generalnie zawsze wszystkie miejsca są zajęte i nie za bardzo da się kupić na ostatnią chwilę w kasie . Zwykle pada odpowiedź - nie ma , może byc pierwsza klasa ? I nie jest to aż tak duża rożnica pod warunkiem że nie korzysta się ze zniżek np KDR. W pierwszej nie przysługuje. Rad nie rad , kupujesz, albo na stojaka. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:20 Źródło komentarza: BIAŁA PODLASKA: Na torach pojawi się Bug i Krzna
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama