Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 9 maja 2026 12:33
Reklama
Reklama
Reklama

Legenda: Przyszła kryska na Matyska

W kolejnej części cyklu "Tajemnice podlaskich legend" przedstawimy opowieść o Matysie, niezwykle chytrym mieszkańcu regionu. Być może to właśnie ta historia, która wydarzyła co najmniej przed stu laty, była inspiracją do powstania popularnego polskiego przysłowia...
Legenda: Przyszła kryska na Matyska

Autor: Obraz Juliana Fałata

"Przyszła kryska na matyska" to popularne w naszym kraju powiedzenie. Według Słownika Języka Polskiego znane jest już co najmniej od XVII wieku. Co było inspiracją do jego powstania?

Okrutny los kotów

Dokładnie nie wiadomo i do dziś są różne teorie na ten temat. Źródła podają, że przysłowiowy Matys to zdrobniała forma od imienia Matias (w innym wariancie Matiasz) lub bardziej swojsko brzmiącego Macieja. Nie zważając na to, oba jednak pochodzą najprawdopodobniej od biblijnego imienia Mathia. Zarówno Matias i Maciej były bardzo popularne wśród ludności wiejskiej na ziemiach polskich, już w XVI w. Wtedy też stały się synonimem chłopa, zwłaszcza prostackiego i gruboskórnego. Jednocześnie imiona te nadawano najczęściej kotom. Podobnie jak na Podhalu konie często są nazywane Kuba, w Rosji koty — Waśka, z czasem "matyski", pisane małą literą, stały się odpowiednikami domowych zwierząt.

W takim znaczeniu matysek właśnie występuje w bajce Franciszka Morawskiego pt. "Kot i szczur stary", gdzie po raz pierwszy pojawia się zdanie, które stało się popularnym polskim przysłowiem. W bajce mowa jest między innymi o kocie, udającym wisielca. Z kolei także występująca w powiastce mysz, widząc ten przerażający widok mówi nagle: "Przyszła kryska na matyska i oto dynda".

Tutaj warto wspomnieć okrutny zwyczaj, który funkcjonował w dawnej Polsce. Gdy kota uznawano za domowego szkodnika, gospodarze bezwzględnie obchodzili się z delikwentem i po prostu go zabijali poprzez powieszenie. Dziś z pewnością takie zachowanie uznano by słusznie za bestialstwo, jednak przed wiekami była to niestety okrutna norma. Dlatego też przysłowiowa "kryska" mogła oznaczać też śmierć. Jednak w powszechnym użyciu przysłowie należy rozumieć w ten sposób, że spryciarzowi, czyli kotu, długo się dobrze wiodło i wszystko udawało, ale nagle nastąpiła katastrofa. Los, który spotkał kota, to właśnie niespodziewana „kryska”, czyli „kreska” kładąca kres jego myśliwskim zapędom.

Takie jest tłumaczenie i pochodzenie powiedzenia ze słownika języka polskiego.

Sprytny dziad wędrowny

Jednak niegdyś na południowym Podlasiu lub na północnym Polesiu wydarzyła się historia, którą również można uznać za źródło tegoż przysłowia. Co takiego wydarzyło się przed stu laty w naszym regionie?

W dawnych czasach od wsi do wsi, po okolicznych miejscowościach błąkał się wędrowny dziad, co w tamtym czasie nie było niezwykłym zjawiskiem. Miał zawsze przy sobie płócienną torbę, którą nosił przewieszoną przez ramię oraz długi kij. Na imię było mu Matys. Różnił się on od innych dziadów, odwiedzając kolejne domostwa nie wykrzykiwał od progu przeróżnych modlitw i błagań o jedzenie czy kilka groszy. Był też nad wyraz zdrowy i silny, bez przeszkód mógł podjąć normalną pracę, dającą stałe źródło dochodu. Matys był jednak wyjątkowo sprytny i wędrownym dziadem został z wyrachowania, chcąc mieć łatwy pieniądz. I trzeba przyznać, że radził sobie świetnie, wykorzystując ciemnotę i naiwność ówczesnego ludu. W jaki sposób?

Należy wspomnieć, że jeszcze przed wiekiem wiejska ludność wierzyła w zjawiska i moce nadprzyrodzone. Szatańskie zjawy, czary i magia towarzyszyły ludziom na co dzień. Co chytrzejsi wykorzystywali to na wszelkie możliwe sposoby. Wśród nich był bohater naszej opowieści. Dla zarobku wymyślił sobie metodę "gra w kości".

Dramatyczna przepowiednia

Chodził Matys po lasach i polach, a gdy tylko znajdował podczas swych licznych wędrówek jakąś zwierzęcą kość, chował ją do swej torby z nadzieją, że się przyda. Tak też się działo. Idąc później miedzą do wsi, kładł kość na polu jakiegoś chłopa i przykrywał ją lekko ziemią. Podchodził do właściciela ziemi i rozpoczynał niezobowiązującą rozmowę. Najczęściej dopytywał o drogę. Następnie przyglądał się z bacznością gospodarstwu i mówił do chłopa te słowa: "Widać, że źle się u was dzieje, gospodarzu". Każdy chłop, który słyszał te słowa początkowo był zdziwiony, ale po dalszej rozmowie przyznawał Matysowi rację. Ten tylko na to czekał. Po chwili wdrażał w życie swój sprytny plan. "Za dzień, może dwa nieszczęścia was nawiedzą i upadki". Mężczyzna coraz bardziej zaniepokojony słowami wędrownego dziada, dopytywał, o co chodzi. "Wszystko bydło wyzdycha, a i ciężka choroba i was dopadnie". Na taką przepowiednię każdy bladł i gotów był zrobić wszystko, by uniknąć tragicznego losu. A o to właśnie chodziło sprytnego Matysowi... (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 5 stycznia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaButik Parkowa 13 – oferta odzieży w rozmiarach 38-60. Unikalne kolekcje dla Twojej sylwetki. Zapraszamy na zakupy przy kawie
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama