„Madzia” – jak na Grażynę Kaźmierczak mówią bliscy – ostatni raz widziana była w poniedziałek, 22 grudnia 2025 roku. Wieczór był chłodny, a w nadbużańskich miejscowościach trwały ostatnie przygotowania do Wigilii. Grażyna wraz z partnerem pojawili się w „Delikatesach Sezam” w miejscowości Błonie, by zrobić wigilijne sprawunki. Kupowali piwo i uszka na świąteczny stół, jednak między sklepowymi regałami atmosfera gęstniała z każdą minutą.
Około godziny 19:45, po sprzeczce z Arturem, 54-latka odwróciła się na pięcie i wyszła ze sklepu. Nie wróciła już na południowe Podlasie, ani do rodzinnej Wielkopolski. Ślad po niej urywa się na przygranicznej wsi.
Czytaj też: Gdzie jest „Madzia”? Zniknęła po kłótni z partnerem
Z saksów na ojcowiznę
Grażyna i Artur poznali się wiosną 2025 roku w zachodnich Niemczech. Na peryferiach miasta Bonn zajmowali się sezonowymi pracami gospodarskimi. Przy pieleniu chwastów i zbieraniu jabłek między tą dwójką zaiskrzyło. Oboje rozwodnicy, on od blisko dwóch lat wdowiec. Jego druga żona, zanim zmarła, długo chorowała. Poślubił ją w 2013 roku. – Z tego, co ludzie mówią, to on się opiekował tą żoną. Lepiej, gorzej, ale się opiekował – mówi nam mieszkanka gminy Janów Podlaski. To tam od ponad dwóch dekad mieszka Artur. Choć przyjezdny, ludzie mają go za „swojego”. Do rodzinnej wsi swego ojca przyjechał ze Śląska. – Jak miałem pierwszą żonę, no to ten... No to wtedy, kurde, po rozwodzie, no to tata mi powiedział, to mnie zamelduje tutaj, nie? I tak tu przyjechałem po tym – wspomina Artur.
Z saksów wrócili wczesnym latem. „Madzia”, zamiast zostać u rodziny na zachodzie kraju, zabrała się z nowym ukochanym na drugi koniec Polski. Zamieszkali w niewielkim, parterowym domu Artura. Wzdłuż wąskiej asfaltówki mijali zadbane podwórka, kilka bocianich gniazd przy poboczu. Jednak ojcowizna Artura w Ostrowie wyraźnie odstawała od sąsiedztwa. To szary, nieotynkowany budynek przykryty bordową blachą. Na froncie widniała niewielka dobudówka pełniąca funkcję ganku, a przed wejściem sterczało kilka surowych, betonowych słupków. Rozpięte pomiędzy nimi resztki zardzewiałej, powyginanej siatki niemal całkowicie znikały w gęstej, wysokiej trawie.

Dajcie jej spokój
Grażyna od lat regularnie wyjeżdżała do pracy za granicę, jako opiekunka seniorów we Francji i w Niemczech. W powiecie krotoszyńskim zostawiła dorosłe dzieci, wnuki oraz byłego męża, z którym pozostawała w dobrych relacjach. Zdaniem jednego z synów, kontakt z matką był zawsze regularny i serdeczny. Wszystko zmieniło się, gdy w jej życiu pojawił się Artur.
– Od momentu, gdy mama poznała tego pana, kontaktowała się z nami wyłącznie w jego towarzystwie. Nigdy sama. Ten kontakt był w pełni kontrolowany – twierdzi syn Grażyny Kaźmierczak.
Po przyjeździe do Ostrowa, z nieznanych rodzinie powodów kobieta straciła swój telefon komórkowy. Od tamtej pory korespondowała z bliskimi tylko za pośrednictwem komunikatora swojego partnera.
Rodzina wielokrotnie próbowała nawiązać bezpośredni kontakt z „Madzią”, prosząc Artura o możliwość swobodnej rozmowy bez jego obecności. – Pisaliśmy do niego: „Artur, daj nam porozmawiać z mamą”. W odpowiedzi z jego kont dostawaliśmy wyzwiska – relacjonuje syn zaginionej. Z czasem z jednego z profili mężczyzny, który w mediach społecznościowych posługiwał się kilkoma różnymi kontami, rodzina zaczęła dostawać groźby. Były pisane chaotycznie, z licznymi błędami: „Dajcie jej spokuj bo ja zabije”, „Zotqm ja bo calum rodzine zabije a ona bedzie pierwsźa itylko mozesz sie pozeganac z twoja mama bo juz nie bedziesz jej widziwc” [pisownia oryginalna].
Gdy synom udawało się nawiązać jakąkolwiek łączność z matką, w tle krótkich rozmów telefonicznych słychać było odgłosy libacji. – Było głośno. Pojawiały się tam jakieś dziwne osoby z akcentem zza wschodniej granicy. Wyglądało to niepokojąco – opowiada syn kobiety. Zdaniem syna „Madzia” już wcześniej nadużywała alkoholu, ale nigdy w czasie pracy. Problem miał się pogłębić dopiero podczas relacji z Arturem.
– Ja przynajmniej nie znajduję z tym panem wspólnego języka – mówi syn zaginionej o Arturze. – Po zaginięciu próbowaliśmy nawiązać kontakt. No nigdy ta rozmowa się nie odbyła na jakimś poziomie, nie była konstruktywna, on zawsze był pod wpływem alkoholu – dodaje.
Podejmowane przez bliskich Grażyny próby dialogu ostatecznie spełzły na niczym. Artur całkowicie odciął się od rodziny zaginionej i zablokował ich w komunikatorach internetowych.
Zmartwieni krewni planowali podróż na drugi koniec kraju, ale były mąż kobiety przyznał, że zwyczajnie się bał. W końcu rodzina zawiadomiła policję, prosząc o sprawdzenie, czy kobieta nie przebywa w Ostrowie wbrew własnej woli. – Wbrew temu, co podejrzewaliśmy, mama najwyraźniej chciała tam być. Policja miała sprawdzić, czy jest tam przetrzymywana. Otrzymaliśmy informację zwrotną, że do domu w Ostrowie zapukał dzielnicowy, a mama powiedziała mu, że jest tam z własnej woli – wspomina syn kobiety.
Czytaj też: Biała Podlaska: Zapadł wyrok za wylewanie ścieków na pola
Może byłem za biedny
„Już miesiąc minol ,a ja zwariuję,to niemozliwe żeby nikt jej nie widział,chyba że wróciła do niemiec-Bpnn,Kolonia,Honef?” [pisownia oryginalna] – tak Artur komentuje w sieci zaginięcie Grażyny. Na jednym ze swoich kont publikował jej zdjęcia: drobna, jasne włosy, uśmiecha się do obiektywu. W rozmowie z nami kategorycznie jednak zaprzecza, by izolował partnerkę od rodziny. Jego zdaniem, to ona nie chciała mieć kontaktu z rodziną.
– Ale absolutnie to jest nieprawda, że ja jej broniłem dzwonić. Ja jej nawet, nawet nakazywałem, mówiłem jej: „dawaj, zadzwoń”. Ona nie chciała, bo wie pani, jak ona była już wypita, bo ona praktycznie codziennie jeszcze lubiła wypić, nie? To ona nie chciała za bardzo z nimi rozmawiać, żeby oni jej nie wyczuli, że ona jest wypita, nie? – przekonuje.

Mężczyzna utrzymuje, że Grażyna telefon miała. – W Niemczech, to ona tam żyła z takim... No, była w takim Ruskim, z takim Sergiejem, nie? To on właśnie zabrał jej ten telefon, z tego co ona mi opowiadała – twierdzi. Pogróżki z konta na Facebooku Artura też – jego zdaniem – miał wysyłać tamten mężczyzna. – Ja tych historii nie znam, bo ja tego Sergia to nawet nie widziałem na oczy, nie? – dodaje. Mężczyzna buduje wizerunek Grażyny jako osoby impulsywnej i „rozrywkowej”. Przekonuje, że obecne zniknięcie nie jest pierwszym takim przypadkiem w jej życiu.
W jego opowieści, nie mógł zaspokoić potrzeby partnerki, co miało ją pchać w stronę innych ludzi. – Bo wie pani, ja tutaj nie mam za dużo. Może byłem za biedny – tak sobie myślę czasami... No ten, no bo mnie zawsze nie było stać, żeby jej kupić, a ona musiała codziennie się napić, nie? No to chodziła do sąsiadów, nie? Bo sąsiady tam jej dali. No ja se myślę, może kogoś tak właśnie jak kogoś poznała i pojechała. Może ktoś ją wziął do siebie. Może bogatszy, może... No nie wiem, nie mogę wiedzieć – rozmyśla Artur.
Białe buty, spodnie w panterkę
– Ja zauważyłem, że odkąd jej nie ma, to on mniej pije – mówi nam właściciel „Delikatesów Sezam”. Dobrze pamięta wizytę Artura i Grażyny tuż przed świętami. – Oni nigdy nie byli całkiem trzeźwi, ale nie była znowu tak pijana, żeby nie wiedzieć, co robi – wspomina. To ona miała tego wieczoru trzymać pieniądze i płacić za piwo i uszka, które miały trafić na wigilijny stół. Atmosfera między partnerami była gęsta. Gdy wyszli, Grażyna po chwili wróciła pod drzwi sklepu sama. – Odpaliła do mnie, żeby ich odwieźć do domu. Powiedziałem, że nie jestem taksówką – relacjonuje właściciel. Pracownicy sklepu nie mają złudzeń co do charakteru ich relacji. – Jak on ją zamknął w domu, ona wyszła oknem. Tak się bawili, jak dzieci. Taki patologiczny związek – wspominają.
Tamtego dnia kobieta odeszła w stronę przystanku, a zaraz za nią ruszył Artur. To tam ich wspólna droga się urwała. Według relacji mężczyzny, on poszedł w prawo, do domu w Ostrowie, a ona prosto, drogą w kierunku Janowa Podlaskiego. I zniknęła w ciemnościach.
Przystanek w Błoniu o tej porze to komunikacyjna pułapka. Po godzinie 20:00 nie kursuje stąd już kompletnie nic. Dla osoby bez telefonu i bez własnego auta, jedyną drogą była piesza wędrówka przez nieoświetlone pustkowie. – Ja se myślę, że na pewno jakąś okazję wzięła i pojechała gdzieś – twierdzi Artur. – Ja poszedł do domu, bo co miałem robić? Myślałem, że jej przejdzie i wróci – mówi. Choć wcześniej twierdził, że Grażyna nie życzyła sobie kontaktu ze swoimi dziećmi, teraz to właśnie chęć powrotu do nich ma tłumaczyć jej nocną ucieczkę. Utrzymuje, że poszukiwał jej na własną rękę. Następnego dnia dzwonił na pogotowie, a podczas sylwestrowej nocy szukał jej na rynku w Janowie Podlaskim.

Czekając na rentę
Monitoring ze sklepu ma rzucać na tę noc zupełnie inne światło niż oficjalne komunikaty policji. – Ja tu miałem nagranie, przekazałem służbom, jak ona była ubrana. Żadnej torebki nie miała. Buty miała białe, nie czarne. Spodnie nie były w kratę, tylko w panterkę. I kurtka nie była jakaś tam czarna – wylicza właściciel. Policja jednak przez długi czas szukała kobiety według rysopisu podanego przez partnera.
Zdaniem mieszkańców okolicy akcja poszukiwawcza na szeroką skalę ruszyła po czasie. Impulsem do działania miało być znalezienie 11 stycznia, po pięciu dniach poszukiwań, ciała 37-letniej Emilii K. Kobieta zaginęła pod Włodawą, po kłótni z mężem. Wysiadła z auta w trakcie mroźnej nocy. Przyczyną śmierci było wychłodzenie organizmu. Wtedy w okolicy Błoni i Ostrowa zaroiło się od mundurowych. Była straż, wojsko, policja, a w ciągu aut stała nawet karetka. – Przeszukiwali. Po krzakach tam chodzili. Jego policja brała, kazała pokazać skróty, którymi wracają. Chodzili z nim tam i szukali po domach, po stodołach. Wszystkie takie patologiczne rodziny, które tutaj mieszkają, to były przeszukane – dodaje mężczyzna. Kryminalni zaglądali też do pustostanów i pod mostki, sprawdzając każdy ślad, jaki mógł zostać po tamtej grudniowej nocy.
– Ja se myślę, że jak teraz dostanę rentę, no to ten... no to pojadę jej szukać – deklaruje Artur. – Może do tych Niemiec, może gdzieś indziej. Bo to niemożliwe, żeby tak po prostu przepadła.

Grażyna Kaźmierczak ma około 160 cm wzrostu, normalną sylwetkę, blond włosy i niebieskie oczy. Nos i uszy normalne. Posiada braki w uzębieniu, nosi protezę górnej i dolnej szczęki. Znakami szczególnymi są także blizna po oparzeniu na lewej łydce.
Służby apelują o pomoc i udostępnianie informacji o zaginięciu. Każdy, kto widział Grażynę Kaźmierczak lub posiada jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu jej miejsca pobytu, proszony jest o pilny kontakt z Komendą Miejską Policji w Białej Podlaskiej pod numerem telefonu 47 814 12 10 lub z numerem alarmowym 112.
CZYTAJ TEŻ:





![Powiat łosicki. Policjanci będą znakować rowery [TERMINY] Powiat łosicki. Policjanci będą znakować rowery [TERMINY]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/sm-4x3-powiat-losicki-policjanci-beda-znakowac-rowery-terminy-1772822998.jpg)





![Biała Podlaska. Odeszli do wieczności [08-03-2026] Biała Podlaska. Odeszli do wieczności [08-03-2026]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/sm-4x3-biala-podlaska-odeszli-do-wiecznosci-08-03-2026-1772828486.jpg)




Napisz komentarz
Komentarze