Inicjatywa przywrócenia Sarnakom praw miejskich, które miejscowość utraciła w 1869 roku, miała być aktem historycznej sprawiedliwości. To właśnie wtedy car Aleksander II, w ramach odwetu za udział lokalnych chłopów w powstaniu styczniowym, odebrał Sarnakom status miasta nadany jeszcze w 1754 roku przez króla Augusta III Sasa. Przez 115 lat miejscowość tętniła życiem jako centrum handlowe z przywilejem trzech jarmarków. Dzisiejsze starania wójta Grzegorza Arasymowicza oraz radnych miały być powrotem do tej „historycznej normalności”, zwłaszcza że sąsiedni Janów Podlaski niedawno z powodzeniem przeszedł tę samą drogę.
Wójt argumentował, że Sarnaki już teraz są miastem w sensie funkcjonalnym. Posiadają zwartą zabudowę, niemal w całości wyasfaltowane drogi (z wyjątkiem jednej), wodociągi i kanalizację. Jako stolica dekanatu i siedziba nadleśnictwa, z rozwiniętą kulturą wokół Gminnego Ośrodka Kultury i Szkoły Podstawowej im. Bohaterów Akcji V2, miejscowość spełniała wszelkie kryteria formalne. Co więcej, zmiana statusu na gminę miejsko-wiejską miała otworzyć drogę do „dwustrumieniowego” finansowania – sięgania po środki dla małych miast poniżej 5 tysięcy mieszkańców przy jednoczesnym zachowaniu funduszy wiejskich.
Czytaj też:
Gmina na „tak”, Sarnaki przeciwne
Mimo szeroko zakrojonej akcji informacyjnej i zapewnień, że podatki, opłaty za media oraz dotacje dla rolników nie ulegną zmianie, mieszkańcy wykazali się dużym sceptycyzmem. W konsultacjach, które trwały od 28 lutego do 14 marca, udział wzięło 919 osób z terenu całej gminy, co stanowiło 25,08 proc. uprawnionych. Choć ogólny wynik w gminie był pozytywny (428 głosów na „tak” wobec 363 na „nie”), o losie projektu przesądziły wyniki z samej miejscowości Sarnaki.
W Sarnakach, gdzie frekwencja była najwyższa i wyniosła 35,07 proc. (290 osób), aż 178 głosujących opowiedziało się przeciwko miastu, co stanowi 61,38 proc. oddanych tam głosów. Tylko 97 osób (33,45 proc.) poparło pomysł wójta. Pozostałe 5 osób wstrzymało się od głosu. Ten wyraźny opór lokalnej społeczności stał się dla władz gminy sygnałem do natychmiastowego wstrzymania prac.
Pomiędzy prestiżem a lękiem przed zmianą
Analiza ankiet wypełnionych przez mieszkańców ukazuje głęboki podział w postrzeganiu przyszłości Sarnak. Osoby popierające wniosek wskazywały na prestiż, lepszy wizerunek, poprawę sytuacji finansowej gminy oraz większe szanse na przetrwanie w przypadku ewentualnego łączenia małych gmin w przyszłości. Dla wielu kluczowe było również symboliczne zniesienie ukazu carskiego i chęć życia w „małym, spokojnym miasteczku”.
Zupełnie inne nastroje panowały w obozie przeciwników. Dominował strach przed wzrostem kosztów życia, biurokracją oraz koniecznością wymiany dokumentów. Mieszkańcy podnosili argumenty o braku miejsc pracy, wyludnianiu się regionu i braku odpowiedniej infrastruktury gastronomicznej czy usługowej (padły sformułowania o braku „miejsca, gdzie można zjeść”, a nawet o tym, że „bank nie nasz, poczta też”). Wiele osób deklarowało po prostu przywiązanie do życia na wsi, twierdząc, że Sarnaki nie mają „wyglądu na miasto”, a niektórzy kwitowali swój sprzeciw krótkim „nie, bo nie”.
Oficjalny koniec procedury
Wójt Grzegorz Arasymowicz w swoim oświadczeniu z 17 marca podziękował wszystkim za zaangażowanie, podkreślając wysoką frekwencję, ale jednocześnie wyraził ubolewanie nad charakterem części krytycznych opinii. Według włodarza, wiele obaw nie znajdowało odzwierciedlenia w przepisach prawa, co wskazuje na potrzebę dalszej edukacji w zakresie administracji.
– Mając na uwadze wyniki konsultacji oraz szanując wolę mieszkańców, informuję, że dalsze procedowanie w sprawie nadania miejscowości Sarnaki statusu miasta nie będzie kontynuowane – oświadczył wójt.
Z punktu widzenia formalnego, Sarnaki były o krok od historycznego przełomu. Aby miejscowość stała się miastem już w 2027 roku, odpowiedni wniosek wraz z uchwałą musiałby trafić do wojewody mazowieckiego przed końcem marca. Wszystkie atuty były na stole: infrastruktura, historia, poparcie radnych i potencjalne korzyści finansowe. Jednak twardy wynik z samych Sarnak – gdzie na 290 oddanych głosów aż 178 było przeciwnych – nie pozostawił wójtowi wyboru. Sarnaki pozostaną wsią.
Czytaj też: „Wszyscy płakali z radości” – mieszkańcy gminy Sarnaki odtworzyli procesję sprzed 120 lat [GALERIA ZDJĘĆ]
Bastiony poparcia: Gdzie chcieli miasta?
W kilku sołectwach odnotowano stuprocentowe poparcie dla inicjatywy wójta, choć należy zaznaczyć, że działo się to przy bardzo niskiej frekwencji. W miejscowościach Bonin, Bonin-Ogródki, Klimczyce-Kolonia oraz Zabuże wszyscy biorący udział w konsultacjach zagłosowali na „tak”.
Znacznie bardziej miarodajne wydają się wyniki z większych skupisk ludzkich. Wyraźny mandat dla zmian dali mieszkańcy Borsuków, gdzie przy 64 głosujących aż 73,44 proc. poparło wniosek. Podobnie sytuacja wyglądała w Nowych Hołowczycach (63,89 proc. na „tak”) oraz w Nowych Litewnikach (65,71 proc. na „tak”). Również w Serpelicach, będących ważnym punktem na mapie turystycznej gminy, ponad połowa głosujących (56,86 proc.) opowiedziała się za statusem miasta.
Głos sprzeciwu i czarne dziury frekwencji
Na drugim biegunie znalazły się miejscowości, które zdecydowanie odcięły się od miejskich ambicji. Poza samymi Sarnakami, największy opór stawił Rozwadów, gdzie jedyny oddany głos był głosem na „nie” (100 proc.). Bardzo niechętne zmianom okazały się też Klepaczew (75 proc. głosów na „nie”), Stare Mierzwice (60,71 proc. na „nie”) oraz Rzewuszki (56,67 proc. na „nie”). W sołectwie Płosków-Kolonia sprzeciw wyniósł 71,43 proc.
Znamienne są dane dotyczące absencji. W trzech miejscowościach – Bużce, Horoszkach Małych oraz Terlikowie – do konsultacji nie przystąpił ani jeden uprawniony mieszkaniec.
Plaga głosów nieważnych
Poważnym problemem okazała się poprawność wypełniania dokumentów. W skali całej gminy oddano aż 97 głosów nieważnych, co stanowi 10,55 proc. wszystkich złożonych ankiet. Najgorzej pod tym względem wypadły Horoszki Duże, gdzie co trzeci głos (33,33 proc.) musiał zostać odrzucony. W samych Sarnakach liczba błędnych ankiet wyniosła 10 sztuk.
Komisja skrupulatnie wyliczyła przyczyny tych błędów: 28 sztuk oddały osoby nieuprawnione (nieujęte w stałym rejestrze wyborców gminy); 9 sztuk nie zawierało pełnych danych pozwalających na weryfikację; 6 sztuk nie posiadało wymaganego podpisu; 5 sztuk to podwójne ankiety oddane przez te same osoby; 1 sztuka została błędnie wypełniona poprzez zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi.


















Napisz komentarz
Komentarze