- Ci sami ludzie codziennie działają na szkodę miasta. Wysyłają rozliczne skargi dosłownie wszędzie. Przysyłają do UM liczne wnioski o dostęp do informacji publicznej – czasem po kilka dziennie. Niektóre wymagają analizy i kopiowania setek stron dokumentów. Prawo zobowiązuje urząd do odpowiedzi, także na anonimowe wnioski. To mocno dezorganizuje pracę urzędu – stwierdza Jakub Jakubowski.
Zasypani pismami
Burmistrz wskazuje, że "atak na ratusz", oprócz hejtu i dezinformacji w internecie ma też wymiar szkodzący pracy urzędu.
- Zasypują nas zapytaniami o dostęp do informacji publicznej. W ciągu ostatnich 30 dni, codziennie wpływa po jednym, po dwa zapytania o dostęp do informacji publicznej od anonimowych, zatroskanych o transparentność – wskazuje burmistrz i przytacza tematykę wniosków, od szkoleń pracowników i radnych ze wszystkimi szczegółami dotyczącymi ilości osób, rodzajów szkoleń, terminów - po pytania o świadczenie pracy przez urzędników w innych jednostkach organizacyjnych miasta, o nagrody przyznane pracownikom, o umowy miasta z podmiotami zewnętrznymi na obsługę prawną, o rejestry spraw sądowych, o umowy dotyczące udzielenia dotacji pomiędzy wojewodą lubelskim a burmistrzem.
- Tego są dziesiątki, dziesiątki zapytań spod jednego adresu e-mailowego, adresu, który może się kojarzyć z jednym z hejterskich profili. I to nie jest troska. My już to dzisiaj wiemy, że jest to pisane przez sztuczną inteligencję. Te wnioski są wszystkie do siebie łudząco podobne i te obszary czasami zbliżone do tego, z czym mamy do czynienia w mieście, a czasami oderwane od naszej rzeczywistości. Te obszary są randomowo gdzieś albo według jakiejś kolejności identyfikowane, opisywane przez czat GPT i jest to do nas wysyłane – twierdzi burmistrz Jakubowski.
Urzędnicy w potrzasku
Bez względu na rodzaj wniosku i podejrzenia o jego wytworzenie, urzędnicy nie mają wyboru, odpowiedzieć muszą. - Prawo mówi, że na zapytanie o dostęp do informacji publicznej, nawet jeżeli nie jest ten wniosek podpisany, jesteśmy zobowiązani odpowiedzieć – przyznaje burmistrz.
Co to oznacza dla urzędu?
- Jeżeli to jest jeden dziennie, dwa dziennie wnioski wymagające kserowania dziesiątek, może setek stron, analizowanie, zestawianie ze sobą różnych informacji albo wręcz wytwarzania informacji, sprawa po kilku dniach, po kilkunastu, po kilkudziesięciu dniach zaczyna się robić poważna i już nie jest to troska o miasto, troska o transparentność, tylko naprawdę przysparzanie nam problemów, dezorganizowanie nam pracy i jeśli ta sama grupa ludzi pisze o tym, że ja wywołuję złą atmosferę w urzędzie, no to jak ocenić to, co robią oni? – zastanawia się burmistrz. Jego ocena jest negatywna i ostrzega, ze na takie działania nie pozwoli.
- Intencja jest taka, by rozbić w tym urzędzie rytm pracy, wywołać w urzędnikach zaniepokojenie i doprowadzić do tego, że robimy mniej i robimy gorzej. To jest dokuczanie ludziom w urzędzie i utrudnianie pracy merytorycznej – ocenia działania anonimowych nadawców wniosków.
Jakubowski ostrzega, że dłużej takich sytuacji magistrat nie może tolerować. - Nie pozwolę na to i mam na to już w pewien sposób. Czekałem, jak to się wszystko rozwinie, teraz już będziemy z tym postępować w sposób właściwy, bo nie mogę dopuścić do tego, aby odpowiadając na te przerośnięte w swojej formie czasami bzdurne treści, wnioski, urzędnicy poświęcali na to godziny czasu pracy, a jednocześnie nie mieli tego czasu na sprawy ważne dla mieszkańców – zapowiada i prosi Radzynian o dołączenie do walki z hejtem i dezinformacją na temat miejskich spraw, w internecie. - Jeżeli bywacie na takich profilach, wyświetlają się wam te profile, bardzo proszę, każdy post i cały profil można zgłosić do Meta, można zgłosić do Facebooka, właśnie jako podszywanie się pod kogoś, jako kradzież tożsamości, jako manipulacje, jako szkodzenie dobremu imieniu. Internet jest dzisiaj częścią naszej przestrzeni publicznej i w tej przestrzeni również trzeba walczyć o to, żebyśmy mieli w niej jako społeczność komfort – twierdzi Jakub Jakubowski.
Czytaj też:

















Napisz komentarz
Komentarze