Sytuacja polskich przewoźników stała się krytyczna po październiku 2025 roku, kiedy to decyzja władz w Mińsku zablokowała możliwość powrotu do kraju pojazdów będących własnościami polskich przewoźników. - Decyzja ta nie była poprzedzona żadnymi wcześniejszymi informacjami i jako przewoźnicy nie mogliśmy się do niej w żaden sposób przygotować. Skutkiem tej decyzji jest uniemożliwienie wyjazdu pojazdami będącymi własnością polskich przewoźników z terenu Białorusi, ale mało tego, każdego dnia jesteśmy obciążani kosztami postoju tych pojazdów przez władze białoruskie - mówi prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników w Białej Podlaskiej, Marcin Potapczuk.
Widmo bankructwa
Przedsiębiorcy ponoszą koszty przestoju pojazdów.
- W pismach, które dostajemy z Białorusi, czytamy, że mamy zapłacić ok. 15 tys. euro za 4 miesiące postoju 1 przyczepy. Do tego przewoźnik musi doliczyć należności celne, nawet do 48 tys. euro. A przecież nie mamy możliwości zarobkowania tymi pojazdami ponosząc przy tym wszelkie opłaty związane z naszymi pojazdami, takie jak ubezpieczenie, podatki od środków transportowych, opłatę leasingów itp. Otrzymujemy rachunki wystawione przez Białoruś za postój pojazdów, a jednocześnie wymusza się na nas podpisywanie umów czy też innych dokumentów, które mają sankcjonować przedmiotową sytuację, a docelowo prowadzić będą do przejęcia naszej własności przez władzę białoruską - twierdzi prezes stowarzyszenia.
Wobec tej dramatycznej sytuacji, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Przewoźników w Białej Podlaskiej zgłosiło protest w Koroszczynie, mający trwać od 9 marca do 9 kwietnia. Na razie zgromadzenie w Koroszczynie jest zawieszone do odwołania. Pierwszym etapem działania było wysłanie 9 marca pisma do Ministra Infrastruktury, Dariusza Klimczaka, premiera Donalda Tuska oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Spraw Wewnętrznych. - Sytuacja jest wywołana wyłącznie względami politycznymi i w żadnym zakresie nie jest powiązana ze sposobem lub jakością usług transportowych świadczonych przez polskich przewoźników. Pomimo to polscy przewoźnicy i ich majątek stali się zakładnikami sytuacji politycznej generującej znaczne, konkretne obciążenia, które w perspektywie doprowadzą do upadku wielu polskich firm transportowych, a to z kolei nie pozostanie bez wpływu na polską gospodarkę i budżet naszego państwa - piszą przedsiębiorcy.
Na litewskich blachach
Dlaczego pojazdy naszych przewoźników znalazły się w październiku 2025 r. na Białorusi mimo zakazu tranzytu przez Białoruś pojazdów z polskimi tablicami rejestracyjnymi? Aby móc pracować i obsługiwać trasy, np. Polska-Kazachstan, i żeby przejechać przez Białoruś tranzytem, nasi przewoźnicy, którym pakiet mobilności i ustalenia międzypaństwowe krajów Unii Europejskiej pozwalały na rejestrowanie firm na Litwie, robili to. Wynikało to z faktu, że firmy litewskie, czeskie czy niemieckie mogły w tym czasie jeździć przez Białoruś. Pod koniec października władze w Mińsku zakazały jednak i litewskim pojazdom poruszania się po Białorusi. Od tamtej pory blokują wyjazd ciężarówek i naczep z litewskimi numerami rejestracyjnymi. Pojazdy ciężarowe, które faktycznie należą do naszych przewoźników, utknęły na Białorusi po tym, jak Litwa tymczasowo zamknęła granice jesienią ubiegłego roku.
Przewoźnicy pojechali na rozmowy
Na Białorusi utknęło ok. 1 tysiąca pojazdów, w tym 151 ciężarówek przedsiębiorców zrzeszonych w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Przewoźników w Białej Podlaskiej. Prośby o pilną interwencję zostały wysłane nie tylko do polskich organów państwowych, ale również do prezydenta Białorusi. Te dwutorowe działania przyniosły konkretny efekt w postaci dialogu, zarówno z władzami polskimi, jak i białoruskimi. Białoruskie Stowarzyszenie Przewoźników, działając w porozumieniu z tamtejszą administracją, zaprosiło przedstawicieli bialskiego stowarzyszenia na rozmowy. Spotkanie odbyło się 17 marca w kancelarii prezydenta w Mińsku. Polscy przewoźnicy jadą tam z konkretnymi postulatami: natychmiastowe uwolnienie przetrzymywanych pojazdów i umożliwienie im bezpiecznego powrotu do Polski, anulowanie naliczonych opłat za postój, które każdego dnia powiększają straty ich firm oraz zatrzymanie procedur, które zmierzają do przejęcia polskiego mienia przez stronę białoruską.
- Spotkaliśmy się z premierem Białorusi, Alexandrem Turczynem. Przedstawiliśmy nasze stanowisko odnośnie naczep. Premier powiedział, że nacjonalizacji naczep nie będzie na sto procent. Zadeklarował również, że w przeciągu tygodnia będzie ukaz prezydenta Łukaszenki odnośnie zwolnienia naszych naczep - informował tuż po rozmowach Marcin Potapczuk.
Stawka wyższa niż tylko biznes
Obecna sytuacja to nie tylko problem ekonomiczny właścicieli firm, ale realne zagrożenie dla stabilności polskiej gospodarki i setek miejsc pracy w naszym regionie. Czy wizyta w Mińsku przyniesie oczekiwany przełom?
Czytaj też:

















Napisz komentarz
Komentarze