Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 30 września 2026 17:06
Reklama
Reklama
Romanów – dawna oaza polskości i dziedzictwo Józefa Ignacego Kraszewskiego

Od Sapiehów do Kraszewskich. Niezwykłe dzieje Romanowa

Tu, wśród książek, rodzinnych opowieści i rozmów o świecie, dorastał Józef Ignacy Kraszewski. Romanów był dla niego „rajem utraconego dzieciństwa”, a dla kolejnych pokoleń Kraszewskich – rodzinnym gniazdem, ośrodkiem kultury i znakomicie zarządzanym majątkiem. Dziś w odbudowanym dworze działa muzeum, w którym historia jednego z najpłodniejszych polskich pisarzy splata się z niezwykłymi dziejami polskiego ziemiaństwa.
Od Sapiehów do Kraszewskich. Niezwykłe dzieje Romanowa
Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Romanowie, widok współczesny

Autor: Tadeusz Żaczek

Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego otworzyło swe podwoje 28 lipca 1962 roku w 150. rocznicę urodzin pisarza. Placówka mieści się w odbudowanym po zniszczeniach wojennych dworze, którego fundamenty sięgają czasów sapieżyńskich. W XVII i XVIII wieku dobra romanowskie były bowiem własnością magnackiego rodu Sapiehów i należały do tzw. klucza wisznickiego latyfundiów sapieżyńskich.

W 1802 roku Teofila z Jabłonowskich Sapieżyna oraz jej syn Aleksander, późniejszy adiutant Napoleona, sprzedali Romanów Błażejowi Malskiemu herbu Nałęcz. Malski był dziadkiem Józefa Ignacego Kraszewskiego po kądzieli, byłym paziem ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, a później chorążym w korpusie Huzarów Narodowej Chorągwi.

Raj utraconego dzieciństwa

W zbiorach muzeum znajduje się patent Stanisława Augusta Poniatowskiego z 15 marca 1781 roku, nadający tę właśnie rangę przyszłemu właścicielowi Romanowa. Błażej Malski wraz z żoną Anną z Nowomiejskich postanowili osiedlić się w Romanowie, nie wiedząc jeszcze, że dobra te rozsławi później ich wnuk, pisząc wielokrotnie o raju utraconego dzieciństwa. W Pamiętnikach wydanych po śmierci Autora przez Gebethnera i Wolffa znajdują się opisy tego szczególnego miejsca i ludzi, którzy je tworzyli. Babka Anna, prababka Konstancja z Morochowskich Nowomiejska, zwana tu Białą Babunią czy wuj Wiktor, to postaci, które wpłynęły na formowanie się osobowości przyszłego autora Starej baśni. To dzięki nim Romanów wyróżniał się spośród wielu majątków jako miejsce, gdzie książki, literatura zajmowały poczesne miejsce. Józef Ignacy Kraszewski pisał:" Jak dziadka, babkę, tak i wuja interesowało wszystko, co się w kraju i za granicą działo, czytano chciwie, rozprawiano wiele. […] Dom pp. Malskich cały żywo się zajmował tym, co się na świecie działo, pisało, obiecywało, dokonywało. Musiało to na umyśle dziecięcym czynić wrażenie. Wieczorem, gdy pan Błażej Malski po wielkiej sali się przechadzał, babka czytywała głośno. Książek w domu było pełno. Wuj, ciotki, babka Malska lubiła literaturę. Wuj Wiktor Malski był artystą, malował i sztukę kochał. Dziad i babka często mawiali o dawnych czasach" i dalej:" Trzeba przyznać, że gdy wszyscy w domu, drogie babki, dziad, wuj, ciotki, wszystko czytało i mówiło o literaturze, wpłynąć to musiało niemało na zachęcenie mnie do niej".

Była tu piękna biblioteka, gromadzona systematycznie i uzupełniana przez kolejnych właścicieli. Książki w pierwszej połowie XIX wieku były synonimem zamożności i nie zawsze były dostępne. W Romanowie także niejednokrotnie je przepisywano, szczególnie nowości. Tak wspominał to Pisarz: "Pamiętam, że pierwsze poezje Mickiewicza, które obudziły nadzwyczajne zajęcie, wszystkie chodziły, starym obyczajem, z rąk do rąk, w rękopismach".

Józef Ignacy Kraszewski, Kajetan przy fortepianie, 1845, akwarela, ołówek/papier, fot. Tadeusz Żaczek

Za czasów Kajetana Kraszewskiego, właściciela Romanowa w latach 1857-1896, księgozbiór liczył ponad 10 tysięcy tomów. Część tej wspaniałej kolekcji zachowała się do naszych czasów. Kajetan podzielił zasoby na dwie części: humanistyczną, którą otrzymał starszy syn Bogusław, oraz techniczną, przypadłą drugiemu synowi Krzysztofowi. Bogusław zamieszkał w Dołhe, znajdującym się na terenie dzisiejszej Białorusi. To były majątek rodziców Pisarza. Spotkał go los tragiczny, został spalony przez Kozaków, a księgozbiór podzielił jego los. Zakochany w sztuce i literaturze właściciel przypłacił to życiem. Część Krzysztofa – romanowska – została przez niego przekazana do zbiorów Biblioteki im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie i tam pozostaje. W 2024 roku muzeum przygotowało wystawę czasową pt. Domy mają fizjonomią wiek swój wypisany na czole – o ziemiańskich siedzibach Kraszewskich i Janie – ziemianinie wyjątkowym. Jej ważnym elementem była odtworzona ziemiańska biblioteka, a w niej część zbiorów z lubelskich zasobów. Wzruszające to były chwile, zobaczyć te tomy, które pamiętają czasy świetności Romanowa. Odręczne podpisy Błażeja, Lucjana i oczywiście Kajetana wzbudziły niezwykłe zainteresowanie zwiedzających.

Pożar drewnianego dworu

Józef Ignacy Kraszewski, Pokój ciotki, rysunek, fot. Dorota Demianiuk-Nasiłowska

Dwór, w którym mieści się muzeum, jest typowym przykładem rezydencji ziemiańskiej, powstałym według francuskiej zasady entre cour et jardin (między dziedzińcem a ogrodem). Państwo Malscy, kupując Romanów, zastali tu dwór drewniany, postawiony na murowanych suterenach, na niewielkim wzniesieniu. Część drewnianą rozebrali i postawili dwór murowany, jednokondygnacyjny, z czterospadowym dachem. W takiej formie rezydencja przetrwała do 1858 roku. Jej właścicielem był już wtedy, jak wspomniano wyżej, Kajetan Kraszewski. Pod nieobecność gospodarza, w słoneczny ranek kwietniowy, nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że zaprószono ogień przy czyszczeniu komina. Spłonął dach i część sufitów. Kajetan tak wspomina to wydarzenie w swoich pamiętnikach: "W przeddzień d. 16 ja wyjechałem do Huszlewa, do księcia Jeremiasza Woronieckiego, wuja mojej żony, w celu zabawienia tam tydzień, gdyż mieliśmy jeszcze stamtąd być i w Janowie u biskupa. Nazajutrz d. 17 kiedyśmy gaworzyli na górze w najlepszych humorach i układali plany wycieczek, to około 11 godz. 30 min. przed południem, raptem zrobiło mi się coś niedobrze, ogarnęła mię jakaś dziwna niespokojność - prosiłem o wodę, napiłem się, chodziłem po pokoju, książę pytał, co mi jest. Wytłomaczyć mu nawet nie umiałem, ale czułem potrzebę koniecznego powrotu do domu i natychmiast konie zaprzęgać kazałem, na próżno książę prosił - dopytywał się - żartowniś, skąd mi się to wzięło, kiedy przed chwilą układaliśmy sobie projekta zabawy, jazdy do Janowa, studiów w jego archiwum, nic nie pomogło, ja lubo zupełnie wytłomaczyć się z tego kroku nie mogłem, przeprosiłem wszelako księcia i wyjechałem. Owoż okazało się, że pożar wszczął się punkt o pół do dwunastej, dnia 17, czyli w chwili, kiedy mnie się w Huszlewie właśnie coś dziwnego stało. Tego faktu do dnia dzisiejszego wytłomaczyć sobie nie umiem".

Odbudowa dworu rozpoczęła się szybko. Dzięki koneksjom Józefa, będącego wówczas w kulminacyjnym punkcie sławy, odszkodowanie uzyskano bez problemu i niezwłocznie. Po odbudowie dwór wyglądał bardziej imponująco, pojawiła się druga kondygnacja. Tam Kajetan umieścił nieustannie powiększaną bibliotekę, kolekcję ok. 80. okazałych portretów postaci historycznych oraz obserwatorium astronomiczne. Tak, kto da wiarę, że w tym oddalonym od głównych ośrodków majątku, funkcjonowało prywatne obserwatorium astronomiczno-meteorologiczne. Astronom-amator prowadził tu obserwacje nieba, szczególnie interesując się wpływem faz księżyca na pogodę. Jego skrupulatnie prowadzone zapiski i obliczenia pozwoliły na przewidywanie pogody i zostały opublikowane między innymi we francuskim czasopiśmie „Cosmos”. Identyczne obserwacje prowadził François Henri de Parville, dochodząc do podobnych wniosków.

Rozkwit Romanowa

Most, brama wjazdowa i dwór w Romanowie, widok współczesny, fot. Tadeusz Żaczek

Wróćmy jeszcze do Malskich. Po śmierci dziadków Józefa i Kajetana majątek trafił kolejno do rąk wuja Witora Malskiego, a następnie rodziców Pisarza: Zofii z Malskich i Jana Kraszewskich. Ojciec miał wątpliwości, co do wyboru swego następcy. Ostatecznie dobra romanowskie trafiły w ręce Kajetana, a ten okazał się wspaniałym gospodarzem.

Romanów w drugiej połowie XIX wieku, mimo zawirowań historii, funkcjonował jak małe samowystarczalne przedsiębiorstwo. Najmłodszy z braci Kraszewskich był nie tylko astronomem, literatem, historykiem, muzykiem i kompozytorem, ale również doskonałym gospodarzem: uprawiał ziemię (jako jeden z pierwszych wprowadził płodozmian i używał maszyn rolniczych), z pasją hodował konie taranty i owce, handlował starodrzewem, uprawiał ananasy, miał niewielką gorzelnię i był współwłaścicielem cukrowni. Dziś, gdy wspominamy czasy największego rozkwitu Romanowa, myślimy właśnie o drugiej połowie XIX wieku i czasach gdy Panem na Romanowie przez prawie 40 lat był Kajetan Kraszewski.

Po śmierci Kajetana majątek trafił w ręce jego syna Krzysztofa, a po nim do ostatnich właścicieli: córki Krzysztofa Pauliny i jej małżonka Jana Rościszewskiego herbu Junosza. Państwo Rościszewscy opuścili posiadłość przed II wojną światową, wyjeżdżając do majątku Rowy w powiecie garwolińskim. Romanów wystawiono na sprzedaż. Nastała wojna. Podczas okupacji dwór został podpalony. Jego ruiny, otoczone pięknym parkiem w stylu włoskim z przełomu XVII i XVIII wieku, przetrwały do 1958 r. W owym roku Wojewódzka Rada Narodowa w Lublinie uchwałą z 23 grudnia podjęła decyzję o odbudowie dworu oraz powołaniu do życia nowej instytucji kultury – Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Początki muzeum

Józef Ignacy Kraszewski, Pejzaż wołyński, 1854, olej/płótno, fot. Tadeusz Żaczek

Pierwsza ekspozycja muzealna była nader skromna. Zebrane pamiątki udostępniano w niewielkiej części budynku. W tym miejscu warto przypomnieć osoby, których zaangażowanie, pasja i hojność przyczyniły się do powstania placówki i zapoczątkowały trwające do dziś gromadzenie zbiorów. Osobą taką był niewątpliwie Wacław Czech – kierownik Powiatowego Domu Kultury we Włodawie, a wcześniej nauczyciel w romanowskiej szkole. W ręce pana Wacława, zafascynowanego twórczością i działalnością autora "Starej baśni", trafił rękopis trzytomowej powieści Starosta Warszawski. Gdzie umieścić ten cenny artefakt? Nie mogło być innego rozwiązania. Utworzenie muzeum i przygotowanie godnego miejsca na rękopisy Pisarza poprzedzone były usilnymi staraniami jego przyszłego pierwszego kierownika.

Przedmioty osobiste Pisarza: srebrna filiżanka, zegarek, papierośnica, fot. Tadeusz Żaczek

Wspomnieć należy bez wątpienia Janusza Kraszewskiego – wnuka Kajetana. To on przekazał do powstającej placówki muzealnej najbardziej sentymentalne pamiątki rodzinne: zabawkę małego Józia – porcelanową budkę z pieskiem, przedmioty osobiste Pisarza – zegarek kieszonkowy, papierośnicę czy cybuch fajki. 

Sakiewka prababki Pisarza Konstancji z Morochowskich Nowomiejskiej, fot. Tadeusz Żaczek

Uwagę zwraca malutka sakiewka, wyszywana miniaturowymi koralikami, w przeszłości własność prababki Konstancji. Relikwiami rodzinnymi już za czasów Józefa były eksponowane dziś w muzeum: pas lity kontuszowy oraz rękojeść szabli pradziada Wojciecha Nowomiejskiego. Najstarszą książką w zasobach muzeum jest modlitewnik Korona Niebieska z 1727 roku, którego pierwszą właścicielką była Ludowika Dłuska. O książce tej Józef pisał w Pamiętnikach: " Dość spojrzeć na nią, aby się domyśleć, że to nie jest jedna z tych książek, jakimi my się dziś bawimy, z jakich się uczym i gorszym czasami. Książka ta w życiu miała inne znaczenie. Była to towarzyszka w dobrej i złej, a nade wszystko w złej doli, książka, z której płynęła pociecha w duszę, na którą spływały łzy, z niej się czerpało natchnienie, męstwo, nadzieja. […] Naówczas książka taka nie służyła jako część toalety do ubrania się na nabożeństwo, nie wstydzono się jej i nie żądano, aby się mogła, w razie potrzeby, schować do kieszonki; duża, w ćwiartce, drukowana na lichym papierze żółtym, aby mogła przetrwać wszystkie życia przygody, oprawna byłą w czarny jaszczur, jak szabla prapradziadka, spięta srebrnymi klamrami, z czarna, żałobna obwódką".

Na ekspozycji zobaczymy także nóż do papieru z kości słoniowej z inicjałami JIK, przekazany do zbiorów muzealnych przez prawnuczkę Pisarza Alinę Giżycką. Druga prawnuczka – Krystyna z Kraszewskich Rybicka podarowała muzeum fotel obity brązową skórą, pochodzący z majątku syna Pisarza Franciszka.

Salon ziemiański, sala drezdeńska...

Fragment salonu, fot. Tadeusz Żaczek

Obecna ekspozycja stała wygląda zupełnie inaczej. Uległa ona zasadniczej zmianie w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Zbiory prezentowane są dziś w dziesięciu salach wystawienniczych. Goście zwiedzają odtworzone wnętrza ziemiańskiego dworu, wyposażone w meble z XIX wieku. Największe pomieszczenie to oczywiście, jak za czasów Malskich, Kraszewskich i Rościszewskch - salon ziemiański. Położony na osi głównej dworu, przywodzi na myśl czasy, kiedy to babka Anna czytała na głos, a dziad Błażej przechadzał się po pokoju i od czasu do czasu zatrzymywał się zadumany. I dziś to miejsce tętni życiem. Większość uroczystości muzealnych odbywa się właśnie tutaj. I jak kiedyś rozbrzmiewa tu muzyka, płynąca z zabytkowego fortepianu. Dźwięki z tego dziewiętnastowiecznego Ibacha przenoszą gości w świat muzyki, a czasem i zadumy. Nie brakuje w salonie dzieł sztuki. Uwagę zwracają niewątpliwie prace samego Józefa Ignacego Kraszewskiego. Chociaż bez gruntownego wykształcenia plastycznego, pędzlem władał dość sprawnie. Pięć prac olejnych zdobi romanowski salon. Dwie inne, depozyt z Muzeum Narodowego w Warszawie, mogą zwiedzający obejrzeć w sali drezdeńskiej. W salonie znajdują się także akwaforty, wykonane w okresie emigracyjnym, oraz talerz z porcelany miśnieńskiej z malunkiem Kraszewskiego. Uwagę zwraca najstarszy obraz w zasobach muzeum: osiemnastowieczny olej na desce nieznanego twórcy, prezentujący portret Dantego Alighieri. To nawiązanie do wielkiej fascynacji Pisarza kulturą, sztuką i tradycjami włoskimi.

Sala drezdeńska – pracownia pisarza, fot. Dorota Demianiuk-Nasiłowska

Najcenniejszy eksponat romanowski – biurko Pisarza - znajduje się we wspomnianej już sali drezdeńskiej. Sala jest próbą odtworzenia pracowni Kraszewskiego wg drzeworytu Franciszka Tegazzo. Właścicielem tego cennego artefaktu jest Muzeum Narodowe w Krakowie, do którego zostało przekazane przez Florę Heinitz, opiekunkę i przyjaciółkę autora Hrabiny Cosel. Rękopisy, listy, szkicownik Pisarza z podróży do Odessy z 1843 roku, pokaźna kolekcja portretów Pisarza czy wreszcie ponad 130 rysunków Pisarza to skarby, z których muzeum jest dumne.

Sala wołyńska, fot. Tadeusz Żaczek

Muzeum nieustannie powiększa swoje zasoby. Nowe eksponaty pochodzą z wielu źródeł: aukcji, przekazów rodziny Rościszewskich oraz anonimowych darczyńców. Pokaźna kolekcja dokumentów rodzinnych znalazła się tu dzięki hojności i życzliwości Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Babka Prezydenta Komorowskiego była siostrą żony Mieczysława Kraszewskiego, wnuka Kajetana.

Kaplica Dworska

 Kaplica dworska pw. św. Anny z fundacji Konstancji z Morochowskich Nowomiejskiej, fot. Tadeusz Żaczek

Zwiedzający Romanów udają się również do kaplicy dworskiej. Jest położona tuż za fosą w północnej części założenia i powstała z fundacji Konstancji z Morochowskich Nowomiejskiej. Pierwotnie przewidziana jako miejsce pochówku mieszkańców dworu, nie pełniła jednak tej funkcji. Możemy jedynie zobaczyć tablice epitafijne umieszczone na zewnętrznych ścianach kaplicy. Wewnątrz – kilka ciekawych obiektów: obraz Matki Boskiej Niestającej Pomocy, przywieziony do Romanowa w 1901 roku przez panny Kraszewskie: Józefę i Antoninę, córki Kajetana. Państwo Rościszewscy, ostatni właściciele, opuszczając dwór zabrali obraz do Rowów, gdzie przetrwał trudny okres wojenny w tamtejszej parafii. Dzięki staraniom mieszkańców Romanowa powrócił do kaplicy.

Fragment drzwi do kaplicy dworskiej, fot. Tadeusz Żaczek

W kaplicy umieszczono portrety trumienne kolejnych właścicieli majątku pędzla Jeremiasza Rościszewskiego, syna Pauliny i Jana. Wśród nich ciekawostka: wyobrażony przez artystę portret Błażeja Malskiego, jego podobizny bowiem nie znamy.

Ta niewielka świątynia nigdy nie była zniszczona. Przetrwała kolejne trudne momenty w dziejach Romanowa. Dziś służy mieszkańcom i gdyby się dobrze zadumać, słychać tam wciąż głos Białej Babuni, pouczającej dzieci, że za złe dobrym płacić trzeba.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Restauracja Austeria
Reklama kalorycznyekogroszek.pl
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Sok z Ursuli Treść komentarza: Ale coś ma się zmienić, ministra Klimatu I Środowiska Ursula Zielińska, w wywiadzie dla RMF 24 twierdzi, że pozyskała środki ( 500 mln ) i będą tworzone bagna, na razie na granicy z Białorusią, ale jak już zaczną nawadniać to i do Białej mogą one sięgnąć ! Data dodania komentarza: 30.09.2026, 14:57 Źródło komentarza: Woda na wagę złota. Nowe zbiorniki i modernizacja sieci kluczem do walki z niedoborem wody Autor komentarza: Dzban Treść komentarza: Wujku Dariuszu popierasz jazdę po alkoholu jak widzę , jeśli nazywasz kogoś konfidentem kto myśli racjonalne. Już twoje komentarze na poziomie przedszkola czytamy I śmiejemy się pod postami Podlasia . Data dodania komentarza: 30.09.2026, 13:47 Źródło komentarza: Byli pod wpływem alkoholu. Wieźli trzyletnie dziecko Autor komentarza: Sursum corda Treść komentarza: Tomczyk to znakomity napastnik, w 5 minut na boisku był groźniejszy niż reszta Chełmianki przez 90, a to gdzie jest obecnie, i to samo dotyczy innych zawodników i Podlasia i Chełmianki, to wypadkowa, suma różnych czynników. Przykład, Bahonko, cień dawnego siebie, oby tylko w tym meczu, czego Mu życzę. Data dodania komentarza: 30.09.2026, 12:19 Źródło komentarza: Chełmianka pokonała Podlasie [GALERIA ZDJĘĆ] Autor komentarza: obywatel Treść komentarza: Wody Polskie zamiast zasypywać rowy meriolacyjne tam gdzie są one niepotrzebne, dalej stawiają na ich udrażnianie a co za tym idzie na szybki spływ wody i osuszanie terenów gdzie ta woda mogłaby się zatrzymać. Dalej są pogłebiane rzeki a ich koryta czyszczone. Pozbywamy się wody zamiast ją zatrzymywać.System rowów imeriolacyjnych, prostowanych oczyszczonych rzek tworzy idealne warunki do szybkiego pozbycia się wody. Data dodania komentarza: 30.09.2026, 11:30 Źródło komentarza: Woda na wagę złota. Nowe zbiorniki i modernizacja sieci kluczem do walki z niedoborem wody Autor komentarza: Kibic Treść komentarza: Trzeba się przyjrzeć Trenerowi Skubisowi z Bychawy, bardzo ciekawie zestawił drużynę, która jeszcze niedawno ledwo obroniła się przed spadkiem z IV ligi. Data dodania komentarza: 30.09.2026, 00:49 Źródło komentarza: Dobra passa trwa, ale dwa punkty uciekły
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama