Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 9 maja 2026 14:32
Reklama
Reklama
Reklama

Historia: Ceniony na francuskich salonach, kochany na włoskim dworze

W ostatnim artykule została opisana biografia najsłynniejszego z Sapiehów, Kazimierza Nestora. Jednak, barwne i pełnie wzlotów i upadków życie jednego z twórców Konstytucji 3 maja i marszałka Sejmu Wielkiego nie pozwoliło na przedstawienie jego kilkuletniej podróży zagranicznej, jaką odbył po ukończeniu Szkoły Rycerskiej w Warszawie. Czego się uczył? Na którym z królewskich dworów nie chciano się z nim rozstać? Dzięki komu odwiedzał Wersal? Przez kogo był przyjmowany w Paryżu? Wojaże księcia Sapiehy przedstawiają też obraz XVIII wiecznej Europy i codzienność ówczesnej arystokracji.
Historia: Ceniony na francuskich salonach, kochany na włoskim dworze

Kazimierz Nestor Sapieha w Szkole Rycerskiej w Warszawie, kształcił się między 1767, a 1772 rokiem. Jego rodzice Jan Sapieha i Elżbieta z Branickich pragnęli, by ich syn nie tylko posiadł wiedzę, ale też by zyskał znajomości na zagranicznych dworach, a także nabył ogłady i manier. Jak podają historyczne źródła Elżbieta z Branickich miała bliskie kontakty z królem Stanisławem Augustem Poniatowskimi. Dzięki nim Kazimierz wyjechał w 1773 r. w podróż wyposażony w specjalny list od polskiego monarchy, świadczący o tym, iż ceni on młodego księcia i widzi w nim w przyszłości, wprawnego polityka. Sapiehowie zadbali, by młodzieniec podczas swych wojaży miał rozważnych i odpowiedzialnych opiekunów, byli nimi major Weyrauch , Kajetan Mierzejewski oraz Dąbrowski.

Młody magnat jadąc do Turynu,  zwiedził wiele miast, m.in. Drezno, Luksemburg, Metz i Lyon. Kiedy Kazimierz dotarł na miejsce udał się na spotkanie z królem Sardynii. Taką możliwość zapewnił mu list od Stanisława Augusta Poniatowskiego. Z kolei na włoskie salony dostał się dzięki poleceniu słynnego wuja Franciszka Ksawerego Branickiego. Jednak, to nie bywanie w towarzystwie miało być głównym celem pobytu w kraju Leonarda da Vinci, a nauka w akademii wojskowej. Młody Sapieha uczył się fechtunku, poznawał tajniki budowy fortyfikacji, zgłębiał informacje dotyczące artylerii. Świetnie opanował też włoski, a także umiejętność tańczenia w takt utworów granych na królewskim dworze. Stał się też znawcą historii kraju, w którym przebywał. Nie brakowało mu w szkole towarzystwa rodaków, którzy licznie kształcili się w Akademii Piemonckiej. Kazimierz znakomicie jeździł konno, co zauważył nawet pierwszy koniuszy królewski. (...)

Z pewnością osiągnięcia syna wprawiały w dumę Elżbietę z Branickich, zwłaszcza kiedy dostawała takie wiadomości jak ta: „Co do przyjęcia, to wyrazić nie mogę, jak było wszędzie wspaniałe. Naprzód za listem dworskim i rozkazem wszędzie honory wojskowe jak jenerałowi lejtnantowi mi dawano, a we dwóch marsz bito i salutowano jak przed książętami krwi”. Rodzicielce wyjawił też, iż gdy żegnał się z królewskim dworem we Włoszech, zarówno książęta, królowa i królewny okazali ubolewanie nad jego rychłym wyjazdem. Rzewnie żegnała go także arystokracja, spośród której kilkadziesiąt osób wyraziło chęć utrzymywania kontaktów poprzez regularne wymienianie korespondencji. W dodatku markiz d’Aigblanche otrzymując zgodę króla, wystosował do posła przebywającego we Francji pismo, w którym informował o niedługim przybyciu księcia Kazimierza  do Paryża i zalecał wykazanie wsparcia w nawiązaniu relacji z francuską arystokracją oraz przedstawienie młodzieńca królowi i jego dworowi. (...)

Kazimierz w drodze do stolicy Francji odwiedził większe miasta, w których odpoczywał i poznawał ważnych magnatów i duchownych. W Marsylii spotkał się z biskupem d’Orleansem. Odwiedził też Avignon, również tam nie uniknął pytań o stan Rzeczypospolitej. Strapiony trudnymi tematami, które był zmuszony poruszać,  w sekrecie okazywał swą niechęć do reprezentowania wszystkich Polaków, żaląc się rodzicielce: „Jestem tu też często adwokatem całego narodu, ale prędko mi sposobu do obrony nie staje, bo nasi panowie awantury robią”. Wielkim marzeniem Kazimierza było poznanie Paryża, do francuskiego miasta przyjechał jesienią 1774 r. Podobnie jak we Włoszech książę miał się edukować i zawiązywać przyjaźnie z francuskimi magnatami oraz zdobywać poważanie na królewskim dworze. Nie tylko szkolił się w jeździe konnej i szermierce, ale też poznawał tańce modne w stolicy Francji. Poza tym pobierał lekcje architektury, chemii, fizyki, matematyki, a pod koniec pobytu kształcił się także w dziedzinie prawa i literatury. Jednak, młody książę żył nie tylko nauką, chętnie brał udział w licznych balach organizowanych podczas karnawału. To także można uznać za zasługę, gdyż jak przyznawał Kazimierz w korespondencji do matki, zawiązywanie znajomości z paryską magnaterią nie było łatwe, gdyż niechętnie przyjmowała ona do swego otoczenia nowe osoby, a zwłaszcza te w młodym wieku, po których nie spodziewała się odpowiedniego zachowania. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 28 kwietnia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama