Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 20 września 2026 04:36
Reklama
Reklama
Reklama

Z Archiwum X: Brutalny morderca na przepustce z poprawczaka

W 1996 roku w Wohyniu doszło do morderstwa kobiety i dziecka. Sprawcą okazał się 15-latek. Nie był to niestety koniec pasma nieszczęść jego rodziny.
Z Archiwum X: Brutalny morderca na przepustce z poprawczaka

Sąsiedzi bali się Stefana, nie mniej niż jego rodzina. Na wsi niedaleko Drelowa, gdzie mieszkał z żoną i siedmiorgiem dzieci, mówiono, że agresywny, że pijak, że kawał drania. Ale robotny, co w latach 90. było jedną z najbardziej szanowanych cech i często przykrywało najgorsze wady. Mimo pobierania renty, mężczyzna najmował się do pracy, gdzie tylko się dało – a to obornik przerzucał, a to pomagał przy zbiorze buraków.

Część pieniędzy przepijał, resztę łożył na rodzinę, która mimo jego wkładu i zasiłku z pomocy społecznej żyła w ubóstwie. Liczne potomstwo Stefana było niedożywione, a według przydzielonego im w późniejszych latach kuratora, w domu jadano głównie chleb ze smalcem i nazbierane w lesie grzyby. Przez całe lato dzieci zrywały zioła, jagody i wszystko inne, co nadawało się do zjedzenia lub na sprzedaż. Zarobione pieniądze pomagały spłacać zaciągnięte w miejscowym sklepie "kreski". Dzieci pracowały też przy domu, rąbały drewno, nosiły wodę ze studni. Ojciec trzymał ich krótko, nie znosił sprzeciwu i wymagał bezwzględnego posłuszeństwa, które egzekwował krzykiem i karami cielesnymi.

Na wsi mówiono, że Stefan może i wulgarny, i nie do życia, ale byłby inny, gdyby nie żona. - To przez nią on taki. Ani uprane, ani ugotowane, ani pocerowane, ani to, ani sio, tylko kawka i papierosek! – psioczyły sąsiadki. W 1995 roku prokuratura wszczęła postępowanie dotyczące znęcania się nad kobietą przez męża. Z czasem jednak poszkodowana wycofała oskarżenia, a sprawę umorzono.

Przed wrzaskami i biciem dzieci Stefana często uciekały do babci. W białym, drewnianym domku w Wohyniu szczególnie często bywał najstarszy z rodzeństwa, Adrian. To jego upodobał sobie ojciec na kozła ofiarnego i główny cel swojej agresji. Bił go na przeróżne sposoby, często tak dotkliwie, że chłopiec nie mógł usiedzieć na sinych pośladkach. Rzucał w syna siekierą, zakładał na szyję stryczek i straszył, że powiesi go na brzozie. Gdy Adrian wagarował, Stefan nie pozwalał mu wracać do domu i kazał nocować w zbożu lub chlewiku, gdzie chłopca podgryzały szczury. Matka po kryjomu wynosiła mu kurtkę, by nie zmarzł w nocy. 

Niezaradni wychowawczo

Jesienią 1994 roku 13-letni Adrian zapukał do drzwi znajomej swojej babci. 82-latka otworzyła znanemu z widzenia chłopcu, a ten wpadł do izby jak burza. Usiadł na krześle i skarżył się, że go pobito i boi się wyjść na zewnątrz. Poprosił staruszkę o szklankę wody, a gdy ta odwróciła się w stronę zlewu, chwycił za kuchenny nóż i z całej siły wbił go kobiecie w plecy, która krzyknęła przeraźliwie, a nastolatek wybiegł na podwórko. Słaniając się na nogach, widziała przez okno jak wraca z metalowym prętem w ręku. Ostatkiem sił doszła do drzwi i przekręciła klucz. Zaczął w nie uderzać i usiłował wyważyć, jednak bezskutecznie. Uciekł spłoszony przez kuzynkę 82-latki, która przyszła z wizytą.

Ofiara niedoszłego mordercy spędziła tydzień w szpitalu, a on sam został zatrzymany. Chłopiec był już znany policjantom, bo zaledwie dwa tygodnie przed atakiem był wraz z jednym z młodszych braci przesłuchiwany jako podejrzany o kradzież z włamaniem. Tym razem Adrianowi zarzucono usiłowanie morderstwa. Podczas przesłuchań wyszło na jaw, że 13-latek i jego młodsze rodzeństwo są ofiarami przemocy ze strony ojca oraz żyją w tragicznych warunkach. Kuratorka, która wizytowała ich dom w tamtym czasie, opisała go słowami: Podłogi to gołe deski i klepisko. Łóżko do spania po dwoje, mały stoliczek, dwa krzesła, szafa i telewizor. Panuje brud. Na stole pełno piachu, przy chlebie koty, a bywało, że i kury, i psy. Zaduch. Dzieci nie mają minimalnych warunków do nauki.

W raporcie znajduje się także informacja, że Stefan i jego żona, którzy permanentnie narzekają na brak pieniędzy, nie potrafią uszanować ubrań, które są im dostarczane z ośrodka charytatywnego. Po użyciu palą je lub wyrzucają na podwórze.

Kuratorzy uznali zgodnie, że małżonkowie są niezaradni wychowawczo, mimo to sąd orzekł, że nie ma dostatecznych dowodów na ich winę, dlatego nie można odebrać im dzieci. Szóstka z nich została więc przy rodzicach, którym jedynie ograniczono prawa. Adrian z kolei został umieszczony w zakładzie poprawczym.

Dom naprzeciwko


W niedzielę 7 września 1996 roku do małego, białego domku w Wohyniu zjechała się liczna rodzina. Na wyprawianych imieninach pojawił się też najstarszy wnuk solenizantki. Adrian co prawda z przepustki miał wrócić do Zakładu Poprawczego w Świeciu już trzy tygodnie temu, ale służby niezbyt interesowały się jego zniknięciem. Czuł się pewnie, bo i nie była to jego pierwsza ucieczka.

Gdy goście rozjechali się do domów lub twardo spali po zakrapianej imprezie, Adrian leżał na tapczanie i przypomniał sobie dawno podsłuchaną rozmowę – mieszkające po drugiej stronie ulicy małżeństwo omawiało wyjazd za granicę. Wywnioskował, że w domu Stanisława i Marii musi być spora suma pieniędzy. Wstał więc z posłania, wziął kuchenny nóż i po cichu wykradł się z babcinego domu. Drzwi wejściowe sąsiadów były zamknięte, nastolatek zauważył jednak lekko uchylone okno na tyłach posesji. Wślizgnął się do kuchni i zaczął penetrować dom w poszukiwaniu gotówki. Hałas obudził gospodynię, która wyszła sprawdzić, co się dzieje. Zaskoczony włamywacz rzucił się na nią z nożem. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 18 sierpnia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Matka 21.08.2020 08:00
Czasem zastanawiam się dlaczego tacy ludzie mają dzieci moim zdaniem szkoda tylko chłopaka a starzy powinni być oddani na leczenie

miejscowa 21.08.2020 07:11
Znam tą rodzinę i historię. Jakoś ułożyli sobie życie.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Bricomarche
Reklama Okna Artpol
Reklama Kawiarnia pod Aniołem
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: apcoa Treść komentarza: Oczywiście zapłaciła 1000? Data dodania komentarza: 19.09.2026, 09:26 Źródło komentarza: Pokazał, jak nie płacić kary za parkowanie przed sklepem. Każdemu się uda? Autor komentarza: Czy da się klepać ? Treść komentarza: Pytanie do mechaników , klepaczy . Czy tego strucla rozbitego da się jeszcze wyklepać i doprowadzić do użyteczności czy już tylko na złom ? Kupiłbym tego rozbitego strucla za groszę , wyklepał i bym śmigał jeszcze . Czy da i opłaca się klepać ? Data dodania komentarza: 19.09.2026, 05:56 Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek Holi. Policja ujawnia szczegóły Autor komentarza: Bolek Milicjant Treść komentarza: Wątpię, abyś miał rację, ale jeżeli będzie tak jak piszesz, to nikogo to nie zmartwi :D Data dodania komentarza: 18.09.2026, 20:25 Źródło komentarza: Narkotyki były w domach, autach i budynkach gospodarskich Autor komentarza: pod celą Treść komentarza: Te dwa pachołki będą robić ...... znam ich . Całe życie zasmarkani chodzili z glutem pod nosem. Data dodania komentarza: 18.09.2026, 13:41 Źródło komentarza: Narkotyki były w domach, autach i budynkach gospodarskich Autor komentarza: Wójek Dariusz Treść komentarza: Gdyby jechał tak 20 - 30 km / h to mimo tego , że zjechał na przeciwny pas ruchu to by przeżył. Gdyby jechał 20 - 30 km / h to mimo uderzenia w ciężarówkę to by przeżył. Gdyby jechał 20 - 30 km / h to może by nie zjechał na przeciwny pas ruchu . Data dodania komentarza: 18.09.2026, 13:33 Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek Holi. Policja ujawnia szczegóły
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama