Marzec 1900 roku, wieczór w Wólce Łabuńskiej. Gospodarz, podejrzewając złodziei, wyszedł z synem na podwórze. Kilka minut później sąsiad leży martwy, a Paweł Tomczak próbuje ukryć, co zaszło. Nie wiedział jeszcze, że tej zimy i sam znajdzie się w parafialnej księdze zgonów. Wracamy do tej dramatycznej historii, która wydarzyła się przed 125 laty.
Tragiczna śmierć dziecka w Konstantynowie poruszyła nie tylko lokalną społeczność, ale i czytelników Gazety Świątecznej. Córka kościelnego zginęła w ogniu z rozpalonego pieca, gdy jej matka wyszła doić krowy. List o dramatycznym zdarzeniu nadesłał do redakcji jeden z mieszkańców 114 lat temu.
Gdy we wrześniu 1931 roku policja wraz z wójtem gminy Wisznice stanęli u drzwi szkoły w Dubicy, nie spodziewali się oporu. Kobiety wiejskie, zdeterminowane i nieulękłe, stanęły do walki – z bagnetami, z niesprawiedliwością, w obronie dzieci i nauki. To historia o matkach, które z poświęceniem dążyły do świata, gdzie edukacja jest dostępna dla każdego.
To jedna z wielu historii, które czas przysypał kurzem zapomnienia. W sierpniu roku Pańskiego 1905 mieszkańcy Włodawy zmęczeni już występkami miejscowych łotrzyków, postanowili sami sprawiedliwość wymierzyć. Woda w Bugu niejedno widziała, ale i ona nie zmyła wstydu, jaki spadł na pewien dom przy nadbrzeżnej ulicy.
Gazeta Świąteczna wychodziła co niedzielę, od 1881 do 1939 roku. Stołeczny tygodnik adresowany był do jak najszerszych warstw chłopstwa polskiego. Pisano prostym słowem, nie rzadko z błędem, dla ludu – i z ludu. Grupa docelowa czytelników rozproszona była po całym kraju, w tym również w mieście Białej w ówczesnej „gubernji” siedleckiej. Wtedy to, ponad wiek temu, opisano jak na terenie dzisiejszej Białej Podlaskiej „łotry podpaliły stodółkę w domostwie Asza przy ulicy Krzywej”.