Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 4 listopada 2026 07:01
Reklama
Reklama

Legenda: Rycerz i dobry gospodarz Emilian

W kolejnej odsłonie naszego cyklu opowiemy legendę, związaną z Milanowem w powiecie parczewskim. W te okolice trafił przed kilkuset laty rycerz Emilian wraz ze swoją rodziną, któremu tak spodobały się tutejsze tereny, że postanowił się tutaj osiedlić, a że dobrym był gospodarzem toteż już po kilku latach powstała tutaj piękna osada…
Legenda: Rycerz i dobry gospodarz Emilian

Na początku tradycyjnie przypomnimy jednak pokrótce historię miejscowości. Po raz pierwszy w źródłach historycznych nazwa Milanów pojawiła się w 1431 roku. Wieś była wówczas własnością szlachcica Andrzeja Kostro i leżała na terenach, będących przedmiotem sporu pomiędzy Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim. W XVIII wieku Milanów należał do dóbr Potockich. Mikołaj Bazyli Potocki, starosta kaniowski, zapisał majątek swemu synowcowi Kajetanowi Potockiemu, kanonikowi katedralnemu krakowskiemu. Później dobra milanowskie należały do Czetwertyńskich, którzy zbudowali tu piękną rezydencję.

W 1906 r. powstała w Milanowie straż pożarna założona przez studenta Szkoły Górniczej Rudolfa Levitou, a w pierwszym jej zarządzie znalazł się książę Włodzimierz Czetwertyński. OSP odegrała istotną rolę kulturalną w życiu gminy – działała przy niej orkiestra, sekcja oświatowa, teatralna oraz biblioteka. Ważnym wydarzeniem w historii Milanowa, było to rozegrane w dniach 29-30 września 1939 r., kiedy to toczyła tu boje SGO „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga, walcząc z oddziałami Armii Czerwonej w czasie agresji sowieckiej na Polskę. Na miejscowym cmentarzu znajdują się groby poległych wówczas żołnierzy polskich. W 1973 roku Milanów stał się siedzibą gminy w powiecie parczewskim województwa lubelskiego i tak jest również obecnie. Z powstaniem Milanowa wiąże się pewna legenda.

Rodzina, co pod Parczew przybyła
Dawno, dawno temu, jak powiadają najstarsi mieszkańcy Milanowa, przybyła w te strony pewna rodzina. Rodzice z czworgiem dzieci – trzema synami i córką. Wędrowali wiele dni, nie wiadomo też skąd dokładnie przybyli. Na ich szczęście panowała ciepła i pogodna wiosna, toteż ominęły ich deszcze i chłód. Wesoło im mijała podróż, choć była bardzo długa. Ojciec o imieniu Emilian dbał o to, by droga nie była zbyt trudna, bowiem nie chciał, by uległ zniszczeniu ich cały dobytek, a zwłaszcza wóz, na którym znajdowały się wszystkie rzeczy rodziny. Wóz zaprzężony był w jednego konia, dlatego co kilkanaście kilometrów wędrowcy robili sobie postój, by zwierzę mogło nabrać sił, napić się wody i zjeść nieco owsa. Omijali gęste, ciemne lasy, starali się też nie natrafić na trzęsawiska i bagna, których niegdyś na terenach wschodnich było wiele. Sprzęty, które ze sobą wiozła rodzina, wskazywały na to, że Emilian to kmieć, który wraz ze swoimi najbliższymi szuka nowego miejsca do osiedlenia się. Mógł to być również rycerz, gdyż na wozie leżały na wierzchu łuk, dzida i siekiera, co świadczyło  o tym, że mężczyzna jest sprawny w łowach i walce.

Za wypełnionym po brzegi wozem, szli powoli dwaj chłopcy, którzy popędzali dwie krowy i kilka owiec. Przy ich nogach plątał się odważny pies o imieniu Kruczek, który gdy rodzina zatrzymywała się na nocne postoje, pilnował całego dobytku i ostrzegał przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Z boku wozu szła matka, która o co rusz spoglądała do wiklinowego kosza, w którym smacznie spała najmłodsza pociecha – malutka córeczka, wyraźnie zmęczona trudami podróży. Kobieta za rękę trzymała ośmioletniego synka. Podczas tułaczki rodzina żywiła się mlekiem, tym co kmieciowi udało się upolować oraz leśnymi roślinami. Przed wyjściem mateczka przygotowała też zapas podpłomyków, które w drodze jeszcze bardziej niż zwykle smakowały jej dzieciom i mężowi. Raz udało się, że jeden ze starszych chłopców znalazł kilka kaczych jaj w gnieździe, więc uczta wtedy była niesłychana. Noce rodzina wędrowców spędzała w zbudowanych na szybko szałasach, które dawały schronienie przed dzikimi zwierzętami. Ciepło im było, bowiem mieli ze sobą kilka grubych kożuchów.

Spotkanie, co życie odmieniło
Tak wędrowała rodzina Emiliana, mijając strumyki, rzeki i pagórki. Czasem napotykali na swojej drodze dzikie zwierzęta, po trosze mieli już dość tej żmudnej wędrówki. Gdy więc któregoś dnia ich oczom ukazał się unoszący się ponad drzewami dym, napełnił ich serca nadzieją i otuchą. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 1 grudnia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

*t 08.12.2020 11:58
Milanów jest również miejscem gdzie powstał wzorzec rasy psa : PONa czyli Polskiego Owczarka Nizinnego

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Restauracja Austeria
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: por. Nos Treść komentarza: Sprytnie napisane, kibicu. Niby zaprzeczasz w obronie klubu, a jednocześnie ujawniasz prawdę o sytuacji w Podlasiu. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 15:27 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: Dolar Treść komentarza: Kobiety okradły kobiety. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:47 Źródło komentarza: Miliony do zwrotu. W tle posłanka Pawłowska i jej mąż Autor komentarza: Jarząbek Wacław, trener II klasy Treść komentarza: Dodatkowo trener jest jednocześnie członkiem zarządu, zaś zarząd to kumple tęczowego Mychajło - tzw. brązowe nosy. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:54 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: polityka to tylko na trybunach. Masz rację - jak polityka wchodzi do szatni , to kończy się sport. Zresztą wszędzie gdzie wchodzi polityka tam jest degrengolada. Większośc ludzi w polityce to nieudacznicy i zawsze szukają sukcesu by się podpiąć. Poszli do polityki bo nic im nie wyszło. Klub spadnie to się odczepią , tylko czy będzie taka siła by wrócić do II ligi ? Tak,,,, nie pomyliłem sie - drugiej. Bo kiedyś AZS grał na trzecim poziomie rogrywkowym. Była to III liga , Dziś mamy w nazwie III a de facto jest to IV liga. Nie wiem po co zrobiono to zamieszanie. Ja kibicowałem w latach 80-tych. Dziś nie chodze na stadion bo dzieciarnia krzyczy Pogoń Siedlce , gdzie kiedyś Siedlce robiły nas "w bambuko" przy zielonym stoliku . To był najgorszy wróg. Legia Pogoń - ktoś z tych wymienionych nam pomoże ? Niech spadają do okręgówki. Może spadek na dno uzdrowi atmosferę i politycy odczepią się od sportu. Ojacami porażki nie będą. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:35 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: Może się troszkę rozluźni w pociągach. Nie jeżdżę zbyt często , ale generalnie zawsze wszystkie miejsca są zajęte i nie za bardzo da się kupić na ostatnią chwilę w kasie . Zwykle pada odpowiedź - nie ma , może byc pierwsza klasa ? I nie jest to aż tak duża rożnica pod warunkiem że nie korzysta się ze zniżek np KDR. W pierwszej nie przysługuje. Rad nie rad , kupujesz, albo na stojaka. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:20 Źródło komentarza: BIAŁA PODLASKA: Na torach pojawi się Bug i Krzna
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama