Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 9 maja 2026 11:44
Reklama
Reklama
Reklama

Tradycje: Za kolędę dziękujemy, zdrowia, szczęścia winszujemy…

Kolędników zapewne w tym roku nie ugościmy w naszych domach. Nie przyjdą jak dawniej z kolędą na ustach, nie ucieszymy oczu kolorowo przybraną gwiazdą, nie wrzucimy w czapkę monet i cukierków. A choć grupy kolędnicze każdego roku coraz mniej przypominają te sprzed kilkudziesięciu lat, wielu z nas nadal z tęsknotą wypatruje psotnej kozy, ospałego Maćka czy przerażającej śmierci z nieodłączną kosą. W tym nietypowym 2020 roku jak nigdy wcześniej wracają wspomnienia dawnych lat. Dziś do tradycji kolędowania, jej różnorodnych form i wielomiesięcznych przygotowań powrócili pamięcią przedstawiciele kilku pokoleń zamieszkujący powiaty bialski i radzyński.
Tradycje: Za kolędę dziękujemy, zdrowia, szczęścia winszujemy…

Naprędce przygotowana gwiazda i pojedyncze zwrotki najbardziej popularnych kolęd zaśpiewanych zawstydzonym głosem to obecnie najczęstsza forma kolędowania, którą prezentują współczesne małe grupy kolędnicze. Nieliczni, wspierani opowieściami starszych członków rodziny i chęcią pielęgnacji regionalnej tradycji, zbierają się w większe grupy, przygotowują dodatkowo kostiumy, krótkie inscenizacje i przyśpiewki. Tymczasem dzisiejsi kilkudziesięciolatkowie, którzy swoją przygodę z kolędą rozpoczynali będąc dziećmi lub nastolatkami w latach pomiędzy 1930 a 1980 rokiem, zaznaczają, że przygotowywali się do tego wydarzenia co najmniej kilka miesięcy, co pochłaniało mnóstwo czasu i uwagi, niejednokrotnie kosztem i tak niewielkiego luźnego czasu między nauką a pomocą rodzicom w gospodarstwie. 

Gwiazda zawsze ze świeczką
– Przygotowania do kolędowania zaczynaliśmy już na początku października. Każdego dnia po lekcjach, choć nieraz krzyczeli na nas za to rodzice, zbieraliśmy się z kolegami i tworzyliśmy kolejne elementy gwiazdy. Bo taką mieliśmy chęć! Uczyliśmy się też śpiewać kolędy, oczywiście na miarę naszych możliwości – wspomina 55-letni Ryszard Szafrański, mieszkaniec Żerocina, kolędujący z sześcioma kolegami w latach 1973-1980. – Gwiazdę robiliśmy od podstaw sami. Do rzeszota, wzmocniony na krzyż drutem, przyklejony był pergamin, w czterech kawałkach sklejonych klejem kazeinowym używanym w stolarce, do którego miał dostęp mój kolega Stasiek Wieliczko. Jego ojciec był bowiem stolarzem. Ścieg łączący ozdobiony był kolorowymi papierkami i bibułkami. Pergamin należało koniecznie zaimpregnować wcześniej przegotowanym i przestudzonym olejem lnianym. Dzięki temu był nieprzemakalny, a dodatkowo było to zabezpieczenie przed szkodnikami podczas rocznego przechowywania. Do pergaminu przyklejaliśmy obrazki pozyskane z opakowania opłatka. Nasza gwiazda była dwunastoramienna, miała sześć dużych ramion, tzw. rogów, i sześć mniejszych. Zrobione były z wstawionych w otwory w rzeszocie kijków leszczynowych zespolonych na końcu drutem. Z czterech stron te ramiona oklejone były również pergaminem. Na ich końcach były frędzelki z bibuły. Gwiazda była umieszczona na specjalnym stelażu kijowym, który pozwalał na jej obracanie. Ważny był trzpień, który wykonywaliśmy z dwóch gałęzi czarnego bzu. Środek gałązek wypalaliśmy rozgrzanym drutem, dzięki czemu jedna gałązka wchodziła w drugą zastępując nam rurki. W środku gwiazdy, w związku z brakiem elektroniki, była umieszczona zwykła świeczka, którą zapalaliśmy za każdym razem wchodząc do kolejnych domów. Jeden z kolegów zawsze odpowiedzialny był za posiadanie zapałek. Często, gdy świeczka się złamała, trzeba ją było ponownie nadtopić i znów była użyteczna. Szanowaliśmy każdy kawałek.

Jak się okazuje, nie zawsze kolędnikom towarzyszyła gwiazda. – Gdy kolędnicy byli bardzo skromni i nie było ich stać na gwiazdę, to zdarzało się, że chodzili bez niej i tylko śpiewali pod naszymi oknami – opowiada Janina Waszczuk (59 l.) żerocinianka, która swoje dzieciństwo spędziła w Łózkach, wiosce leżącej w obrębie tej samej gminy.

Kolędy i krakowskie wesele
Kolędników kojarzymy obecnie głównie ze śpiewem dawnych lub współczesnych kolęd i pastorałek. Dawniej jednak bardzo często opracowywano dodatkowe inscenizacje, a śpiewakom towarzyszyli mali aktorzy odgrywający różnorodne scenki. - Przygotowywaliśmy się już nawet 2-3 miesiące przed świętami, chodziliśmy na próby, bo zależało nam na tym, żeby wszystko dobrze umieć.  Nie można było przecież dukać! – opowiada 74-letnia mieszkanka Kobylan k. Terespola Maria Nowicka, która przygodę z kolędą zaczynała mając około 13 lat. - Oprócz kolęd prezentowaliśmy dodatkowo przedstawienie pod nazwą „Krakowskie wesele”. Dziewczynki były ubrane w stroje krakowskie, mieliśmy przygotowane piosenki i przyśpiewki, tańczyliśmy krakowiaka. Głównym wątkiem były zaloty i zaślubiny. Oczywiście mieliśmy szopkę, którą nosili starsi chłopcy i piękną gwiazdę zrobioną przez starszych braci lub rodziców. Byliśmy poprzebierani, malowaliśmy się szminkami, mazaliśmy na czarno, doprawialiśmy wąsy, niektórych naprawdę ciężko było rozpoznać. Śpiewaliśmy takie kolędy jak „Wśród nocnej ciszy”, „A wczora z wieczora”, „Przybieżeli do Betlejem” i „Dzisiaj w Betlejem”. Wśród nas zazwyczaj była postać Matki Bożej z dzieciątkiem, aniołowie, turoń i koza. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 22 grudnia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama