Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 20 września 2026 12:46
Reklama
Reklama
Reklama

Tradycje: Za kolędę dziękujemy, zdrowia, szczęścia winszujemy…

Kolędników zapewne w tym roku nie ugościmy w naszych domach. Nie przyjdą jak dawniej z kolędą na ustach, nie ucieszymy oczu kolorowo przybraną gwiazdą, nie wrzucimy w czapkę monet i cukierków. A choć grupy kolędnicze każdego roku coraz mniej przypominają te sprzed kilkudziesięciu lat, wielu z nas nadal z tęsknotą wypatruje psotnej kozy, ospałego Maćka czy przerażającej śmierci z nieodłączną kosą. W tym nietypowym 2020 roku jak nigdy wcześniej wracają wspomnienia dawnych lat. Dziś do tradycji kolędowania, jej różnorodnych form i wielomiesięcznych przygotowań powrócili pamięcią przedstawiciele kilku pokoleń zamieszkujący powiaty bialski i radzyński.
Tradycje: Za kolędę dziękujemy, zdrowia, szczęścia winszujemy…

Naprędce przygotowana gwiazda i pojedyncze zwrotki najbardziej popularnych kolęd zaśpiewanych zawstydzonym głosem to obecnie najczęstsza forma kolędowania, którą prezentują współczesne małe grupy kolędnicze. Nieliczni, wspierani opowieściami starszych członków rodziny i chęcią pielęgnacji regionalnej tradycji, zbierają się w większe grupy, przygotowują dodatkowo kostiumy, krótkie inscenizacje i przyśpiewki. Tymczasem dzisiejsi kilkudziesięciolatkowie, którzy swoją przygodę z kolędą rozpoczynali będąc dziećmi lub nastolatkami w latach pomiędzy 1930 a 1980 rokiem, zaznaczają, że przygotowywali się do tego wydarzenia co najmniej kilka miesięcy, co pochłaniało mnóstwo czasu i uwagi, niejednokrotnie kosztem i tak niewielkiego luźnego czasu między nauką a pomocą rodzicom w gospodarstwie. 

Gwiazda zawsze ze świeczką
– Przygotowania do kolędowania zaczynaliśmy już na początku października. Każdego dnia po lekcjach, choć nieraz krzyczeli na nas za to rodzice, zbieraliśmy się z kolegami i tworzyliśmy kolejne elementy gwiazdy. Bo taką mieliśmy chęć! Uczyliśmy się też śpiewać kolędy, oczywiście na miarę naszych możliwości – wspomina 55-letni Ryszard Szafrański, mieszkaniec Żerocina, kolędujący z sześcioma kolegami w latach 1973-1980. – Gwiazdę robiliśmy od podstaw sami. Do rzeszota, wzmocniony na krzyż drutem, przyklejony był pergamin, w czterech kawałkach sklejonych klejem kazeinowym używanym w stolarce, do którego miał dostęp mój kolega Stasiek Wieliczko. Jego ojciec był bowiem stolarzem. Ścieg łączący ozdobiony był kolorowymi papierkami i bibułkami. Pergamin należało koniecznie zaimpregnować wcześniej przegotowanym i przestudzonym olejem lnianym. Dzięki temu był nieprzemakalny, a dodatkowo było to zabezpieczenie przed szkodnikami podczas rocznego przechowywania. Do pergaminu przyklejaliśmy obrazki pozyskane z opakowania opłatka. Nasza gwiazda była dwunastoramienna, miała sześć dużych ramion, tzw. rogów, i sześć mniejszych. Zrobione były z wstawionych w otwory w rzeszocie kijków leszczynowych zespolonych na końcu drutem. Z czterech stron te ramiona oklejone były również pergaminem. Na ich końcach były frędzelki z bibuły. Gwiazda była umieszczona na specjalnym stelażu kijowym, który pozwalał na jej obracanie. Ważny był trzpień, który wykonywaliśmy z dwóch gałęzi czarnego bzu. Środek gałązek wypalaliśmy rozgrzanym drutem, dzięki czemu jedna gałązka wchodziła w drugą zastępując nam rurki. W środku gwiazdy, w związku z brakiem elektroniki, była umieszczona zwykła świeczka, którą zapalaliśmy za każdym razem wchodząc do kolejnych domów. Jeden z kolegów zawsze odpowiedzialny był za posiadanie zapałek. Często, gdy świeczka się złamała, trzeba ją było ponownie nadtopić i znów była użyteczna. Szanowaliśmy każdy kawałek.

Jak się okazuje, nie zawsze kolędnikom towarzyszyła gwiazda. – Gdy kolędnicy byli bardzo skromni i nie było ich stać na gwiazdę, to zdarzało się, że chodzili bez niej i tylko śpiewali pod naszymi oknami – opowiada Janina Waszczuk (59 l.) żerocinianka, która swoje dzieciństwo spędziła w Łózkach, wiosce leżącej w obrębie tej samej gminy.

Kolędy i krakowskie wesele
Kolędników kojarzymy obecnie głównie ze śpiewem dawnych lub współczesnych kolęd i pastorałek. Dawniej jednak bardzo często opracowywano dodatkowe inscenizacje, a śpiewakom towarzyszyli mali aktorzy odgrywający różnorodne scenki. - Przygotowywaliśmy się już nawet 2-3 miesiące przed świętami, chodziliśmy na próby, bo zależało nam na tym, żeby wszystko dobrze umieć.  Nie można było przecież dukać! – opowiada 74-letnia mieszkanka Kobylan k. Terespola Maria Nowicka, która przygodę z kolędą zaczynała mając około 13 lat. - Oprócz kolęd prezentowaliśmy dodatkowo przedstawienie pod nazwą „Krakowskie wesele”. Dziewczynki były ubrane w stroje krakowskie, mieliśmy przygotowane piosenki i przyśpiewki, tańczyliśmy krakowiaka. Głównym wątkiem były zaloty i zaślubiny. Oczywiście mieliśmy szopkę, którą nosili starsi chłopcy i piękną gwiazdę zrobioną przez starszych braci lub rodziców. Byliśmy poprzebierani, malowaliśmy się szminkami, mazaliśmy na czarno, doprawialiśmy wąsy, niektórych naprawdę ciężko było rozpoznać. Śpiewaliśmy takie kolędy jak „Wśród nocnej ciszy”, „A wczora z wieczora”, „Przybieżeli do Betlejem” i „Dzisiaj w Betlejem”. Wśród nas zazwyczaj była postać Matki Bożej z dzieciątkiem, aniołowie, turoń i koza. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 22 grudnia


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Bricomarche
Reklama
ReklamaCollegium Mazovia
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Ja Treść komentarza: Oczywiście że się da . Polak wszystko wyklepie :-) Tylko dobrego fachowca w klepaniu trzeba :-) Widziałem jak kiedyś klepali osobówkę po zderzeniu z pociagiem . Data dodania komentarza: 20.09.2026, 09:58 Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek Holi. Policja ujawnia szczegóły Autor komentarza: Wujek Dariusz Treść komentarza: To po co wogóle było tam jechać i się ośmieszać ? Walkowerem dostaliby prawie to samo . Co to za różnica czy 0:3 czy 0:2 . Tylko pieniądze na paliwo zmarnowali a paliwo teraz drogie. Podlasie ma najsłabszy skład od 25 lat . Na ligę ojręgową się ten skład nadaje a nie wyżej . Wzmocnień nie ma a jak już są to przychodzą piłarze bardzo słabi . Chyba przestanę przychodzić na mecze . Chyba zacznę jeżdzić do Piszczaca i oglądać naszpikowaną gwiazdami Lutnię Piszczac. Data dodania komentarza: 20.09.2026, 09:52 Źródło komentarza: Siarka za silna dla Podlasia Autor komentarza: klepidło Treść komentarza: Ciężko będzie ale Polak potrafi . Jakieś 20 lat temu to Polacy ciągneli na maksa z europy zachodniej takie ramole . Na lawecie jechało do Polski kilka takich rozwalonych doszczętnie siepów . Póżniej Polak Czesiem klepał to w stodole na klepisku młotkiem plus 50 kg szpachli i się sprzedawało takie cudo . Szły jak ciepłe bułeczki . Teraz w to już się nikt nie bawi bo się nie opłaca ale kiedyś szły do Polski jeszcze gorzej rozwalone i Czesław w stodole na klepisku czynił cuda i się klepało . Tego też by się dało parenaście lat temu wyklepać i się ogłosić jako nie bity i sprzedać , Data dodania komentarza: 20.09.2026, 01:26 Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek Holi. Policja ujawnia szczegóły Autor komentarza: Czy da się klepać ? - maniaku, chory maniaku, Treść komentarza: Kto durno pyta, ten.. pyta, tylko i wyłącznie :D Data dodania komentarza: 19.09.2026, 22:12 Źródło komentarza: Śmiertelny wypadek Holi. Policja ujawnia szczegóły Autor komentarza: Zulu Gula Treść komentarza: W ramach tego samego skeczu ustawiono nowy słup podtrzymujący przewody energetyczne niemal na środku zbudowanego chodnika choć po obydwu jego stronach jest dużo wolnego miejsca. Skrzyżowanie ulicy Ceglanej ze Świerkową, po drugiej stronie Lewiatan. Data dodania komentarza: 19.09.2026, 12:35 Źródło komentarza: BIAŁA PODLASKA: Ceglana w budowie, a ludzie nie wiedzą jak jeździć
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama