Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 21 września 2026 17:38
Reklama
Reklama
140 lat temu wieś żyła lękiem przed „zarazą na drób”

W trzy dni padło sto sztuk drobiu. Epidemia na bialskich wsiach

W drugiej połowie XIX wieku wieś żyła nie tylko obawą przed pożarem czy głodem, lecz także przed chorobami zwierząt gospodarskich. W 1885 roku Gazeta Świąteczna donosiła o zarazie, która przetoczyła się przez wsie powiatu bialskiego i zdziesiątkowała kury, gęsi i kaczki. Dla wielu gospodarzy nie była to jednak „choroba” w dzisiejszym rozumieniu – padanie ptactwa tłumaczono raczej urokiem, złym powietrzem albo karą boską niż zakażeniem czy wirusem.
W trzy dni padło sto sztuk drobiu. Epidemia na bialskich wsiach
Utrata ptasiego inwentarza mogła oznaczać brak dochodu na wiele miesięcy i konieczność zadłużania się u sąsiadów lub lichwiarzy. Nic dziwnego więc, że wieść o „zarazie na drób” rozchodziła się błyskawicznie, a lęk przed nią paraliżował całą społeczność.

Źródło: Biblioteka Narodowa; zdjęcie podglądowe (mieszkańcy wsi poleskiej, pocztówka sprzed 1939 r.)

Dziś w cyklu Wieści z minionej niedzieli przypominamy wiadomość sprzed 140 lat – o chorobie, która nie ludzi, lecz drób zdziesiątkowała, a mimo to poważnie odbiła się na życiu włościan.

Miało to miejsce w gminie Dobryńskiej w powiecie bialskim, w guberni siedleckiej. Dziś te wsie – m.in. Dobryń Duży i Mały, Łobaczew czy Połoski – znajdują się w gminie Zalesie. Choć nazwa gminy zniknęła, krajobraz z polami i przydrożnymi krzyżami pozostał niemal taki sam jak w 1885 roku, gdy pisano o „zarazie na drób”.

Gazeta Świąteczna, 11 stycznia 1885 r., str. 2

Zaraza na drób

W powiecie Bialskim gub. Siedleckiej miejscami podobno choruje i pada mnóstwo ptactwa domowego indyków, kur, kaczek i.t.p. W jednym tylko majątku w gminie Dobryńskiej zginęło w ciągu trzech dni więcej niż sto sztuk drobiu. Ktoś z weterynarzy tamtejszych tłumaczy, że w chorobie téj paraliż chwyta żołądek i od tego ptactwo pada. Za lekarstwo podobno mają służyć mocno prażone ziarnka kukurydzy.

Kukurydza zamiast lekarstwa

W 1885 roku wiedza weterynaryjna na wsi była bardzo ograniczona. Brakowało lekarzy zwierząt, a opiekę nad inwentarzem sprawowali najczęściej felczerzy lub sami gospodarze, posiłkując się doświadczeniem i poradami przekazywanymi ustnie. Opisany w Gazecie Świątecznej „paraliż żołądka” u drobiu to najpewniej obserwacja objawów chorób, które współczesna nauka potrafi dziś jednoznacznie zidentyfikować.

Na przełomie XIX i XX wieku w Europie, także na ziemiach polskich, często występowały:

  • pastereloza (cholera drobiu) – bakteryjna choroba, która potrafiła w ciągu kilku dni zabić całe stado; powodowała ospałość, duszności i nagłe padanie ptactwa,

  • rzekomy pomór drobiu (dziś: choroba Newcastle) – wirusowa infekcja odkryta formalnie dopiero w 1926 roku, ale wcześniejsze źródła wskazują, że przypadki jej występowania notowano już w XIX wieku; objawia się m.in. skrętem szyi, paraliżem i problemami z trawieniem,

  • ospa kurza – choroba wirusowa wywołująca zmiany na skórze i w jamie ustnej, osłabiająca ptactwo i powodująca wysoką śmiertelność w stadach.

Wszystkie te choroby szerzyły się błyskawicznie, bo na wsiach drób trzymano w dużym zagęszczeniu, bez izolacji i higieny.

”Pomór kur wyniszcza do 90% ptactwa w dotkniętych chorobą hodowlach” – ostrzegała ulotka datowana po 1940 r. Rzekomy pomór drobiu odkryty został formalnie dopiero w 1926 r, ale wcześniejsze źródła wskazują, że przypadki jej występowania notowano już w XIX wieku; źródło: Biblioteka Narodowa

„Mocno prażone ziarnka kukurydzy” podawane ptakom były typowym przykładem ludowej medycyny weterynaryjnej. Wierzono, że rozgrzane i twarde ziarna pobudzają żołądek do pracy i „przepędzają chorobę”. W rzeczywistości taka metoda mogła co najwyżej złagodzić niestrawność, ale wobec poważnych infekcji wirusowych czy bakteryjnych była całkowicie nieskuteczna. W ówczesnych realiach brakowało skutecznych szczepionek i antybiotyków, które zaczęto stosować dopiero w XX wieku – dlatego zaraza w gminie Dobryńskiej była praktycznie nie do powstrzymania.

Czytaj też: Będą luzowali restrykcje. Rzekomy pomór drobiu znika z mapy

Strata ponad stu sztuk ptactwa w jednym majątku oznaczała dla gospodarzy ogromne konsekwencje. Drób był nie tylko źródłem mięsa, jaj i piór, lecz także ważnym elementem ekonomii wiejskiej – sprzedaż jaj i kur na targach w Białej czy Międzyrzecu zapewniała gotówkę na podstawowe zakupy. Utrata całego stada mogła oznaczać brak dochodu na wiele miesięcy i konieczność zadłużania się u sąsiadów lub lichwiarzy. Nic dziwnego więc, że wieść o „zarazie na drób” rozchodziła się błyskawicznie, a lęk przed nią paraliżował całą społeczność.

W jednym tylko majątku w gminie Dobryńskiej zginęło w ciągu trzech dni więcej niż sto sztuk drobiu” – donosiła Gazeta Świąteczna na początku 1885 r.

Choroba czy urok?

W drugiej połowie XIX wieku na wsi panowało przekonanie, że zwierzęta nie chorują „same z siebie”, lecz że ich padanie to skutek działania sił nadprzyrodzonych. Kury czy bydło mogły być – jak wierzono – „zauroczo­ne” spojrzeniem złego sąsiada, dotknięte „złym powietrzem” unoszącym się znad bagien albo ukarane przez Boga za grzechy gospodarzy. Gdy nagle ginęło całe stado, mieszkańcy wsi szukali więc przyczyny nie w zarazie, lecz w uroku, czarach czy boskim gniewie.

Nic dziwnego, że w takich warunkach nowoczesne wyjaśnienia – o „zarazkach” czy „bakteriach” – długo nie przebijały się do świadomości ludowej. Nawet gdy władze nakazywały szczepienia zwierząt lub izolację chorych, budziło to opór i podejrzliwość. Zaufanie do weterynarii rozwijało się powoli, a na co dzień wieś wolała sięgać po sposoby „sprawdzone przez dziadów i ojców”. Gdy już przyszło do leczenia, sięgano po metody praktykowane od pokoleń. W zagrodach stosowano zarówno środki naturalne, jak i rytuały magiczne. Krowom z gorączką podawano mleko z czosnkiem, koniom z problemami trawiennymi – napary z piołunu czy dziurawca. Drób karmiono chlebem z popiołem lub przetrzymywano w ciemności, wierząc, że „odpocznie od choroby”.

Równocześnie szeroko praktykowano zabiegi o charakterze obrzędowym: bydło okadzano dymem z jałowca, skrapiano wodą święconą, a chore zwierzęta chroniono zaklęciami. Niektóre z tych praktyk miały pewien sens – czosnek rzeczywiście działał przeciwbakteryjnie, a popiół ograniczał pasożyty – ale wobec epidemii takich jak pastereloza czy pomór drobiu były całkowicie bezradne. Brak szczepionek i antybiotyków sprawiał, że wieś musiała polegać na tych domowych, choć nieskutecznych metodach.

Więcej tekstów z cyklu Wieści z minionej niedzieli:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaCollegium Mazovia
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: SKR Treść komentarza: Widać rękę trenera Bożyka. Niestety radzyńskie społeczeństwo ma gdzieś piłkę nożną i brakuje solidnego finansowego i społecznego wsparcia. Data dodania komentarza: 21.09.2026, 07:35 Źródło komentarza: Radzyńskie Orlęta lepsza w Łukowie Autor komentarza: SKR Treść komentarza: A. piszesz w jednym zdaniu "Ci chłopcy mają umiejętności, ale niestety trener nie ma koncepcji, pomysłu i co ważne zawodników" zdecyduj się albo zawodnicy mają umiejętności, albo trener nie ma zawodników. Potem jakieś niesmaczne kąski o załatwianiu potrzeb i prezydencie. W sumie typowe ble, ble, ble i personalna wycieczka do trenera. Nie zajmuj się chłopie oceną problemów Podlasia a załatwianiem potrzeb fizjologicznych bo to jest twoje powołanie :) Data dodania komentarza: 21.09.2026, 07:30 Źródło komentarza: Siarka za silna dla Podlasia [GALERIA ZDJĘĆ] Autor komentarza: SKR Treść komentarza: Po prostu przegrali frajersko... tyle w temacie. Data dodania komentarza: 21.09.2026, 07:12 Źródło komentarza: Tradycji stało się zadość Autor komentarza: SKR Treść komentarza: Skąd w Międzyrzecu biorą się pieniądze by opłacać zaciężnych zawodników by grali w amatorskiej II lidze? Data dodania komentarza: 21.09.2026, 07:12 Źródło komentarza: Siatkarze na start Autor komentarza: SKR Treść komentarza: Brawo Sielczyk. W sumie meczycho było... Data dodania komentarza: 21.09.2026, 07:07 Źródło komentarza: W meczu na szczycie Red lepszy od Lutni.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama