Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 30 września 2026 16:12
Reklama
Reklama
Tak kochali bojarzy spod Międzyrzeca

Miłość, uroki i szeptuchy. Sekretny świat bojarów

Jak zdobywano serce wybranki, czego obawiano się po narodzinach dziecka i dlaczego choroby leczono zaklęciami? O dawnych wierzeniach, weselnych rytuałach, ludowej medycynie i praktykach miłosnej magii wśród bojarów międzyrzeckich opowiada historyk Kamil Jędruchniewicz. To opowieść o świecie, w którym codzienność przenikała się z tym, co niewidzialne.
Miłość, uroki i szeptuchy. Sekretny świat bojarów
U księdza Pleszczyńskiego można znaleźć także opisy praktyk związanych z magią miłosną. Jedna z nich polegała na wrzuceniu nietoperza do mrowiska - mówi Kamil Jędruchniewicz

Autor: Anna Chodyka

Jak zaczęła się Pana przygoda z bojarami międzyrzeckimi?

Zaczęło się od pracy magisterskiej. Pisałem monografię miejscowości, z której pochodzę, czyli Przychodów. Podczas badań natrafiłem na książkę Adolfa Pleszczyńskiego poświęconą bojarom międzyrzeckim. Temat zaczął mnie coraz bardziej interesować, tym bardziej, że pewne elementy opisywane przez ks. Pleszczyńskiego pozwoliły mi lepiej zrozumieć rzeczy, z którymi stykałem się od urodzenia. To sprawiło, że temat stał się dla mnie bardzo osobisty.

Wydał Pan monografię. Pod jakim tytułem i co jeszcze udało się Panu zrobić w tym temacie?

Książka nosi tytuł „Przychody. Wieś, ludzie i miejsce”. Było to rozwinięcie pracy magisterskiej, wzbogacone o dodatkowy rozdział dotyczący najnowszych dziejów miejscowości. Później powstała powieść „Sygon”. Akcja rozgrywa się pod koniec XIX wieku, w okresie przemian społecznych na wsi. Zniesienie pańszczyzny i kolejne reformy sprawiły, że chłopi zyskali większe możliwości i stawali się bardziej świadomi swojej sytuacji. Właśnie ten moment historyczny stał się tłem powieści.

W książce wykorzystałem wiele elementów kultury bojarskiej, między innymi demonologię ludową oraz ludową medycynę. Wydało mi się to interesujące, ponieważ dla współczesnego człowieka jest to świat bardzo odległy i trudny do zrozumienia. Powieść bywa odbierana jak horror, ale zawiera też wiele groteski. Nie jest to jednak groteska zamierzona, lecz wynikająca z samych dawnych wierzeń, zwyczajów i sposobów postrzegania świata. Dziś wiemy, że wiele chorób powodowały wirusy czy bakterie, natomiast dawniej tłumaczono je czarami, urokami i działaniem sił nadprzyrodzonych.

W jakim okresie dokładnie rozgrywa się akcja powieści?

Nie podaję konkretnej daty. Książka ma częściowo baśniowy charakter, ale można zauważyć, że chodzi o drugą połowę XIX wieku.

Czy Pana rodzinne korzenie miały wpływ na zainteresowanie bojarami?

Tak. Od strony ojca wszyscy moi przodkowie pochodzili z wsi bojarskich. Na podstawie ksiąg parafialnych udało mi się ustalić, że przez około sześć pokoleń rodzina mieszkała w Przychodach. Mama pochodzi natomiast z sąsiedniej miejscowości, która była wsią pańszczyźnianą. Dawniej pomiędzy takimi społecznościami nie dochodziło często do małżeństw, ponieważ traktowano je jako mezalians.

Wspominał Pan również o charakterystycznym mazurzeniu...

Mazurzenie było typowe dla ludności pochodzącej z Mazowsza, a właśnie stamtąd przybyli bojarzy. Ksiądz Pleszczyński opisywał charakterystyczne cechy tej gwary. Przykładem jest zamiana głosek, na przykład „smalec” wymawiano jako „szmalec”. Inną cechą było dodawanie głoski „j” przed wyrazami rozpoczynającymi się od samogłoski. Zamiast „Adwent” mówiono „Jadwent”, a zamiast „Adamowicz” – „Jadamowicz”. Takie formy pamiętam jeszcze z wypowiedzi swojej babci.

Ksiądz Adolf Pleszczyński opisał wiele zwyczajów bojarskich. Które z nich są szczególnie interesujące?

Między innymi zwyczaje związane ze ślubami. Pleszczyński bardzo dokładnie je opisał, korzystając z relacji swoich parafian. Co ciekawe, pozostawił ich wypowiedzi w oryginalnej formie, zachowując gwarę i mazurzenie.

Cała uroczystość rozpoczynała się od wysłania swatów. Były to osoby cieszące się zaufaniem i szacunkiem wśród mieszkańców. Udawały się do rodziny panny młodej, gdzie omawiano kwestie majątkowe związane z przyszłym małżeństwem. W pewnym sensie miało to charakter negocjacji, ponieważ ustalano, jaki majątek wnosi każda ze stron.

Po osiągnięciu porozumienia rozpoczynano przygotowania do ślubu. Zarówno panna młoda, jak i kawaler tworzyli swoje grupy pomocników, czyli drużynę drużbów. Ich zadaniem było uczestniczenie w licznych obrzędach i uroczystościach przedślubnych.

Kiedy zbliżał się dzień ślubu, kawaler wraz ze swoją drużyną udawał się do domu panny młodej. Rodzina nie wpuszczała ich od razu do środka. Najpierw musieli wykonać odpowiednie przyśpiewki. Podobnie wyglądało targowanie się o wianek, któremu również towarzyszyły specjalne pieśni. Następnym etapem było błogosławieństwo.

A jak wyglądały dalsze etapy ceremonii?

Po błogosławieństwie następował kolejny ważny element obrzędu. Młodzi byli błogosławieni trzykrotnie. Wskazuje to na obecność rytuałów o charakterze symbolicznym i magicznym, które towarzyszyły momentom przejścia w życiu człowieka. Małżeństwo oznaczało rozpoczęcie nowego etapu, dlatego wszystkie czynności musiały zostać wykonane we właściwy sposób. Wierzono, że pominięcie któregoś z elementów lub niewłaściwe przeprowadzenie obrzędu mogło przynieść nieszczęście nowożeńcom.

Ksiądz Pleszczyński wspomina również o zwyczaju wykupywania przez pana młodego warkocza panny młodej przed jego obcięciem. Dawniej obcięcie warkocza było ważnym elementem przejścia dziewczyny do stanu małżeńskiego, choć już za czasów Pleszczyńskiego zwyczaj ten stopniowo zanikał.

Po wcześniejszych uroczystościach następował wyjazd do kościoła, a po powrocie rozpoczynało się wesele. Pleszczyński zauważał, że dawniej wesela były znacznie bardziej rozbudowane. W okresie, który opisywał, coraz częściej trwały już tylko jeden dzień. Wcześniej świętowano nawet przez trzy dni – pierwszy dzień wesela, następnie uroczystości u panny młodej i kolejne spotkanie u pana młodego.

Samo przejście pana młodego do domu panny młodej przyciągało nie tylko zaproszonych gości, ale również licznych mieszkańców okolicy. Dla wielu osób było to ważne wydarzenie i okazja do obserwowania obrzędów. Wesele rozpoczynało się od picia miodu i tańców. Następnego dnia odbywały się oczepiny w domu pana młodego. Po tygodniu młoda mężatka udawała się do kościoła, gdzie otrzymywała specjalne błogosławieństwo.

A czy z narodzinami dziecka również wiązały się szczególne wierzenia i zwyczaje?

Tak. Wierzono między innymi, że dziecko urodzone z zębami może zostać strzygą. Pleszczyński wspomina również o przekonaniu, że osoba posiadająca dwa serca mogła zostać uznana za strzygę. W innych regionach spotykano się z wierzeniem o dwóch duszach. Trudno dziś powiedzieć, w jaki sposób rozpoznawano takie cechy, jednak funkcjonowały one w ludowej wyobraźni.

Jeżeli chodzi o same narodziny, nie zachowało się wiele szczegółowych opisów odrębnych obrzędów, natomiast z tym okresem życia związanych było wiele wierzeń i praktyk ochronnych.

Jak wyglądała ludowa medycyna wśród bojarów?

Pleszczyński przytacza liczne przykłady magicznych formuł i zamówień stosowanych przy leczeniu chorób. Były one wypowiadane przez znachorki, nazywane czasem szeptuchami. Wierzono, że odpowiednio wypowiedziane zaklęcia mogą odgonić chorobę i przywrócić zdrowie.

W książce znajduje się kilka takich formuł, choć sam autor zauważał już pod koniec XIX wieku, że ich znaczenie stopniowo zanikało, a ludzie coraz częściej o nich zapominali.

Z perspektywy współczesnej można spojrzeć na te praktyki również inaczej. Niektórzy badacze zwracali uwagę, że osoby mieszkające całe życie w niewielkiej społeczności czuły się bezpiecznie w znanym sobie środowisku. Trafienie do szpitala, który był miejscem obcym i sterylnym, wywoływało lęk i dodatkowy stres. Znachorka była natomiast osobą znaną, obdarzoną autorytetem i głęboko wierzącą w skuteczność swoich metod. To mogło wpływać na psychikę chorego i mobilizować go do walki z chorobą.

Wśród mieszkańców wsi funkcjonowało również przekonanie, że skoro ktoś trafia do lekarza lub szpitala, oznacza to bardzo ciężki stan zdrowia. Z tego powodu chętniej korzystano z ludowych sposobów leczenia.

Pleszczyński zamieścił także obszerny wykaz roślin wykorzystywanych w medycynie ludowej. Każdej przypisywano określone właściwości lecznicze. Informacje te zostały wykorzystane przy tworzeniu jednej z bohaterek powieści „Sygon”, która jest znachorką.

Wśród środków leczniczych pojawiają się również alkoholowe mikstury. Wódce przypisywano wiele właściwości zdrowotnych i stosowano ją w różnych połączeniach z innymi składnikami. Z dzisiejszej perspektywy część tych praktyk wydaje się bardzo osobliwa, co dodatkowo pokazuje, jak odmienny był świat dawnych mieszkańców wsi.

Jakie jeszcze wierzenia i praktyki funkcjonowały wśród bojarów międzyrzeckich?

Ponieważ mieszkańcy wsi nie mieli możliwości wyjaśniania wielu zjawisk w sposób naukowy, szukali innych odpowiedzi. Duchowość odgrywała bardzo dużą rolę. Wierzono, że większość chorób mogła być skutkiem uroku rzuconego przez drugą osobę albo działania złego wiatru. Uważano, że człowieka mogło „owiać”, a choroba była konsekwencją działania sił niewidzialnych. Skoro przyczyna miała charakter magiczny, to również leczenie opierało się na metodach magicznych.

U księdza Pleszczyńskiego można znaleźć także opisy praktyk związanych z magią miłosną. Jedna z nich polegała na wrzuceniu nietoperza do mrowiska. Po kilku dniach, gdy mrówki oczyściły kości z mięsa, pozostawały dwie charakterystyczne kostki. Jedna przypominała grabie, druga widły. Za pomocą pierwszej można było, według wierzeń, przyciągnąć do siebie wybraną osobę, a za pomocą drugiej ją od siebie oddalić.

Interesujące jest to, że ksiądz Pleszczyński, mimo że był duchownym i teoretycznie powinien potępiać podobne praktyki, zdecydował się je dokładnie opisać. Można odnieść wrażenie, że zwyciężyła w nim ciekawość badacza, który uznał te wierzenia za ważny element kultury swoich parafian.

Jak wyglądały zwyczaje pogrzebowe?

Po śmierci człowieka do domu zmarłego przychodzili najbliżsi sąsiedzi i mieszkańcy okolicy, aby wspólnie się modlić. Przy domu ustawiano wieko trumny, co było znakiem dla całej społeczności, że ktoś odszedł.

Podczas wynoszenia trumny należało uderzyć nią o próg domu. Miało to znaczenie symboliczne i magiczne. Wierzono, że dzięki temu zmarły żegna się z domem i nie będzie później powracał jako błąkający się duch.

Towarzyszyły temu określone modlitwy i pieśni. Podczas wyprowadzania trumny przez wieś jedna z osób prowadziła konia za uzdę. Zmarły symbolicznie żegnał się nie tylko z rodziną, ale także z całą wspólnotą. Społeczność odgrywała w życiu bojarów bardzo ważną rolę. Wieś funkcjonowała jako gromada, czyli silnie związana grupa ludzi, występująca często wspólnie nawet w sprawach sądowych. Dlatego pożegnanie ze wspólnotą miało szczególne znaczenie.

Pieśni pogrzebowe poruszały temat przemijania. Powracał w nich motyw marności rzeczy doczesnych i nieuchronności śmierci. Zmarły symbolicznie żegnał się z rodziną, sąsiadami i całym swoim dotychczasowym życiem.

Po pogrzebie odbywała się stypa, na którą zapraszano wszystkich uczestników uroczystości. Osoba reprezentująca rodzinę prosiła zgromadzonych o wybaczenie wszelkich przewinień, jakie zmarły mógł popełnić za życia. Stypa miała więc również wymiar pojednania.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaCollegium Mazovia
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Sok z Ursuli Treść komentarza: Ale coś ma się zmienić, ministra Klimatu I Środowiska Ursula Zielińska, w wywiadzie dla RMF 24 twierdzi, że pozyskała środki ( 500 mln ) i będą tworzone bagna, na razie na granicy z Białorusią, ale jak już zaczną nawadniać to i do Białej mogą one sięgnąć ! Data dodania komentarza: 30.09.2026, 14:57 Źródło komentarza: Woda na wagę złota. Nowe zbiorniki i modernizacja sieci kluczem do walki z niedoborem wody Autor komentarza: Dzban Treść komentarza: Wujku Dariuszu popierasz jazdę po alkoholu jak widzę , jeśli nazywasz kogoś konfidentem kto myśli racjonalne. Już twoje komentarze na poziomie przedszkola czytamy I śmiejemy się pod postami Podlasia . Data dodania komentarza: 30.09.2026, 13:47 Źródło komentarza: Byli pod wpływem alkoholu. Wieźli trzyletnie dziecko Autor komentarza: Sursum corda Treść komentarza: Tomczyk to znakomity napastnik, w 5 minut na boisku był groźniejszy niż reszta Chełmianki przez 90, a to gdzie jest obecnie, i to samo dotyczy innych zawodników i Podlasia i Chełmianki, to wypadkowa, suma różnych czynników. Przykład, Bahonko, cień dawnego siebie, oby tylko w tym meczu, czego Mu życzę. Data dodania komentarza: 30.09.2026, 12:19 Źródło komentarza: Chełmianka pokonała Podlasie [GALERIA ZDJĘĆ] Autor komentarza: obywatel Treść komentarza: Wody Polskie zamiast zasypywać rowy meriolacyjne tam gdzie są one niepotrzebne, dalej stawiają na ich udrażnianie a co za tym idzie na szybki spływ wody i osuszanie terenów gdzie ta woda mogłaby się zatrzymać. Dalej są pogłebiane rzeki a ich koryta czyszczone. Pozbywamy się wody zamiast ją zatrzymywać.System rowów imeriolacyjnych, prostowanych oczyszczonych rzek tworzy idealne warunki do szybkiego pozbycia się wody. Data dodania komentarza: 30.09.2026, 11:30 Źródło komentarza: Woda na wagę złota. Nowe zbiorniki i modernizacja sieci kluczem do walki z niedoborem wody Autor komentarza: Kibic Treść komentarza: Trzeba się przyjrzeć Trenerowi Skubisowi z Bychawy, bardzo ciekawie zestawił drużynę, która jeszcze niedawno ledwo obroniła się przed spadkiem z IV ligi. Data dodania komentarza: 30.09.2026, 00:49 Źródło komentarza: Dobra passa trwa, ale dwa punkty uciekły
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama