„Chcę, żeby ta firma została dalej, bo ona dużo daje dla ludzi, nie tylko dla Kodnia […] Z Kątów pracuje pięć rodzin, które mają zatrudnienie z takiej małej wioski. Gdzie my mamy znaleźć blisko miejsce zatrudnienia?”.
To tylko jeden z głosów, które wybrzmiały podczas XXI sesji Rady Gminy Kodeń z 29 czerwca 2026 r. Była to sesja absolutoryjna, na której wójt Jerzy Troć otrzymał od radnych jednogłośne absolutorium za wykonanie budżetu w 2025 roku.
Najwięcej emocji wzbudził jednak ostatni punkt obrad, czyli „wolne wnioski”. To właśnie wtedy głos zabrali mieszkańcy oraz pracownicy Zielonych Ferm Wipasz. Ich wystąpienia były reakcją na prowadzone postępowania administracyjne dotyczące ferm, kolejne skargi, działania przeciwników inwestycji oraz obawy, że konsekwencją tych działań może prowadzić do utraty ich miejsc pracy.
Najmocniej wybrzmiewał właśnie ten argument: praca. Jedna z mieszkanek mówiła: - My dzięki tej firmie mamy miejsca pracy, mamy zatrudnienie […] Wipasz to już jest teraz nasza mała ojczyzna, to jest nasz bliski sąsiad.
W jej wystąpieniu nie chodziło o abstrakcyjną obronę inwestycji, ale o codzienne utrzymanie rodziny. - Mamy stracić pracę, stabilne zatrudnienie, możliwości? - pytała. - Mam pracę, to jest dla mnie najważniejsze.
Mieszkanka wskazywała również, że firma wspiera lokalne inicjatywy i dzieci. - Te sukcesy dziecko w gruncie rzeczy odnosi dzięki firmie Wipasz, bo zasponsorowała jej naukę w kole, do którego chodzi […] Zbudowali nam piękny plac zabaw. Są częścią naszej społeczności.
Inny pracownik mówił o własnym doświadczeniu kiedy był zmuszony do emigracji zarobkowejj. - To właśnie firma Wipasz mi tutaj dała miejsce pracy. Nie muszę już wyjeżdżać. Zarabiam godnie - podkreślał.
Wskazywał też, że na obu Zielonych Fermach, w dwóch lokalizacjach w gminie Kodeń, razem z biurami i ochroną, pracuje ponad 70 osób.
Pracownicy odnosili się także do zarzutów pojawiających się w mediach i lokalnych dyskusjach. Jedna z osób pytała, dlaczego przeciwnicy Zielonych Ferm nie korzystają z zaproszeń, by zobaczyć je od środka.
- Wipasz każdego zaprasza. Nie przyjedziecie, nie sprawdzicie tego, tylko w mediach mówicie, że śmierdzi, że nie będzie wody […] Dlaczego państwo nie przyjadą, nie wejdą na fermę i nie sprawdzą, jak to w ogóle funkcjonuje?
Padły też słowa o jakości produkcji.
- Nie boję się podać tego mięsa dzieciom, bo wiem, jak jest hodowane, wiem, co ten kurczak je i wiem, jak o niego dbamy […] Dobrostan, złe warunki? Nieprawda, wszystkie warunki spełniamy.
Wypowiedzi mieszkańców były przy tym bardzo zdeterminowane i emocjonalne. Nie miały nic wspólnego z formalnymi, wyuczonymi stanowiskami. To był autentyczny głos ludzi, którzy przyszli bronić własnego miejsca pracy i bezpieczeństwa swoich rodzin. Kilkukrotnie reakcją sali były gromkie brawa. W tej części obrad to właśnie głosy broniące Zielonych Ferm zdecydowanie zdominowały sesję Rady Gminy Kodeń.
O tych inwestycjach można mówić z daleka: w hasłach, postach, petycjach i protestacyjnych sloganach. Można budować wokół nich atmosferę strachu, powtarzać te same zarzuty i przedstawiać mieszkańców jako jednolity front sprzeciwu. Ale na tej sesji ten obraz pękł. Głos zabrali ludzie, którzy nie znają ferm Wipaszu z ulotek ani internetowych dyskusji, tylko z codziennej pracy, dojazdów, wypłat, utrzymania dzieci i rachunków płaconych na czas. Powiedzieli jasno, że dla nich fermy nie są abstrakcyjnym problemem do politycznej rozgrywki. Są miejscem, które daje rodzinom stabilność, godne zarobki i szansę na życie u siebie, bez wyjazdów i bez proszenia o pomoc.
Może właśnie dlatego ich głos brzmi tak mocno, bo jak sami powiedzieli: „To jest nasza praca. To jest nasz chleb”
CZYTAJ TEŻ:

Napisz komentarz
Komentarze