Oderanie aktu nominacji odbyło się 21 października w Warszawie, w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Zostałem desygnowany przez Stowarzyszenie Ekspertów i Menedżerów Transportu Szynowego z Warszawy - mówi Sławomir Denicki.
Głównym zadaniem nowo powołanego zespołu jest prognozowanie zapotrzebowania na rynku pracy oraz identyfikowanie kompetencji przyszłości: - Zadanie tego zespołu, nowo powołanego zespołu, to jest to, żeby przyszłe kadry, które będą szkolone w szkołach branżowych pierwszego i drugiego stopnia, kształciły nowe zawody. Zmienia się praca, zmieniana jest również technologia na kolei - tłumaczy ekspert.
Pół wieku na kolejowym szlaku
Inż. Sławomir Denicki to przedsiębiorca i pasjonat kolejnictwa, którego całe życie zawodowe nierozerwalnie wiąże się z koleją. Jest współwłaścicielem i wiceprezesem firmy Kolejowy Serwis Mobilny z siedzibą w Małaszewiczach Dużych. Swoją karierę budował od absolutnych podstaw, przechodząc przez niemal wszystkie szczeble kolejowej hierarchii.
- W 1975 roku ukończyłem Zasadniczą Szkołę Zawodową w Małaszewiczach. Byliśmy drugim rocznikiem, który ukończył tę szkołę. Zaraz potem podjąłem pracę, później wojsko. Wróciłem w 1981 roku do wagonowni i tam pracowałem aż do emerytury - wspomina inżynier. Jego ścieżka zawodowa w PKP to przykład niezwykłej konsekwencji w podnoszeniu kwalifikacji: - W wagonowni pierwszej klasy byłem ślusarzem, zajmowałem się naprawą wagonów, byłem rewidentem taboru, majstrem napraw taboru, byłem w kontroli jakości i byłem naczelnikiem tej wagonowni przez około 10 lat - wylicza. Później Sławomir Denicki pracował jako kontroler współpracujący m.in. z kolejami białoruskimi (BC). Po odejściu z PKP i odebraniu odprawy nie przeszedł na bierną emeryturę. - Po dwóch latach pracy w firmie ekspertyzowej w Warszawie, która zajmowała się likwidacją szkód kolejowych, założyłem swoją firmę, która zajmowała się naprawą wagonów. To było 10 lat temu. Naprawialiśmy wagony, później lokomotywy, kontenery, a teraz budujemy ciągniki szynowo-drogowe - opowiada.
Równolegle rozwijał swoje wykształcenie, zdobywając dyplomy technika mechanika, technika BHP oraz tytuł inżyniera. Jak sam podkreśla z dumą i uśmiechem: - Ja w życiu miałem dwa razy po 5 minut. Pierwsze 5 minut to kariera zawodowa na PKP, a drugie to zbudowanie swojej firmy, która nieźle prosperuje.
Dziś Kolejowy Serwis Mobilny działa na skalę międzynarodową, współpracując m.in. z dwoma podmiotami ze Szwajcarii (w tym z koncernem Stadler oraz firmą Speno SA przy projektach realizowanych m.in. w Finlandii, Łotwie i Estonii).
Potrzebne są nowe zawody
Doświadczenie zdobyte na kolei i w zarządzaniu własnym biznesem Sławomir Denicki chce wykorzystać w pracy doradczej dla ministerstwa. Podkreśla, że współczesna kolej wymaga całkowitego przeformatowania myślenia o zawodach.
- Do zadań zespołu należy m.in. prognozowanie, jakie zawody i kwalifikacje będą potrzebne w przyszłości. Dotyczy to szkoleń w szkołach branżowych czy kolejowych. Do tej pory prowadzone były szkolenia na rewidenta taboru, na manewrowego, na maszynistę czy dyżurnego ruchu. Teraz będziemy się zastanawiali nad tym, jakie zawody będą potrzebne dla przyszłości kolei ogólnie. Mówimy o PKP, czyli Polskich Liniach Kolejowych, ruchu pasażerskim, ruchu towarowym — wyjaśnia.
Ekspert zwraca uwagę na postępującą automatyzację w kolejnictwie. - Już teraz obsługujących stacje dyżurnych ruchu jest coraz mniej. Są oni zastępowani przez różne innowacyjne rozwiązania. Dla przykładu: pociąg osobowy wyjeżdżający z Warszawy do Terespola będzie ma teraz dwa czy trzy takie punkty, gdzie dyżurni ruchu obserwują te pociągi. Wiele się zmian szykuje, rynek pracy też nasz kolejowy, oczekuje na nowe zawody - podkreśla inżynier.
Zdaniem Sławomira Denickiego szkoła nie może uczyć skostniałych schematów: - W szkołach branżowych kolejowych kształci się na mechanika urządzeń kolejowych. W tej chwili, moim zdaniem, należałoby się zastanowić nad tym, jaki naprawdę zawód jest potrzebny. Proszę zauważyć, że na rynek wchodzą nowe lokomotywy, w których jest bardzo dużo elektroniki, różnego rodzaju systemów i rozwiązań. Widzimy to na przykładzie własnej produkcji ciągników szynowo-drogowych. To jest wszystko związane z bezpieczeństwem ruchu kolejowego. Branża kolejowa musi się do tego dostosować, a nie w cudzysłowie „klepać” takie popularne zawody - zauważa ekspert.

Drugi zawód w kieszeni
Sławomir Denicki ma gotową receptę na to, jak zwiększyć atrakcyjność młodych ludzi na rynku pracy. Proponuje ściślejszą współpracę szkół technicznych z pracodawcami i jednostkami certyfikowanymi przez Urząd Transportu Kolejowego (UTK).
- Mam taką propozycję dla dyrektorów szkół branżowych, żeby ci młodzi ludzie, którzy ukończyli 18 lat i chodzą do czwartej, piątej klasy technikum, po zakończeniu kształcenia w szkołach branżowych mogli dodatkowo uzyskać nowe kwalifikacje, na przykład rewidenta taboru kolejowego czy manewrowego - przekazuje inżynier.
Wyjaśnia, że takie kursy są bardzo rygorystycznie kontrolowane. - Nie może ich zorganizować np. ZDZ. Muszą to być podmioty zatwierdzone przez Urząd Transportu Kolejowego. Chciałbym doczekać takiej chwili, w której przy wsparciu pana starosty bialskiego uda się uzyskać dofinansowanie na opłatę kursów. Chciałbym, aby młodzi ludzie nie płacili za takie kursy, bo to koszt od 2 do 4 tysięcy złotych. A ja jako współwłaściciel firmy mógłbym tym ludziom bezpłatnie zagwarantować zajęcia praktyczne w swojej firmie - mówi. Dzięki temu absolwent zyskiwałby potężną przewagę na rynku pracy: - Taki młody człowiek z chęcią będzie przyjęty przez pracodawców, bo pracodawca będzie widział, że oprócz wiadomości wyniesionych ze szkoły ma jeszcze troszkę praktyki i ma dodatkowy zawód w kieszeni - podreśla ekspert.
Rzeźba kolejarza na kolanach
Obok pracy zawodowej i doradczej, Sławomir Denicki wraz z fundacją „Serce dla Kolei” angażuje się w inicjatywy społeczne i artystyczne. Z okazji Święta Kolejarza (25 listopada) w siedzibie firmy w Małaszewiczach odsłonięta zostanie wyjątkowa instalacja artystyczna.
- Na torze przed naszą lokomotywą będzie ustawiony zestaw kół z prawdziwego wagonu towarowego. Na tym zestawie umieszczona zostanie rzeźba w dębie, którą wykonuje Igor Kucera, czeski rzeźbiarz klasy europejskiej i światowej. Rzeźba ukazująca postać kolejarza w mundurze, klęczącego, z rękami opartymi o zestaw. To nic innego jak metafora upadającej kolei ruchu towarowego i przeładunku w Małaszewiczach - mówi z przejęciem.
Obok znajdować się będzie także figura Świętej Katarzyny, patronki kolejarzy. - Kupiliśmy tę figurkę z fundacją rok temu. Okazuje się, że w Małaszewiczach w Zespole Szkół Zawodowych jest taka sama figurka, takiego samego koloru! Jedna będzie stała od strony południowej, druga od strony północnej, a Małaszewicze są w środku. Myślę, że to nie jest przypadek - mówi inżynier.
Trzeci upadek
Przedsięwzięcie ma zwrócić uwagę polityków na trudną sytuację rejonu przeładunkowego. - Chcę ukazać ludzi, którzy są zatroskani, którzy nie mają pracy. Dojdzie do tego wkrótce, że terminale przeładunkowe będą zamykane, bo gazu nie ma od dawna. Oprócz kontenerów chińskich, które się pojawiają, nie mamy nic. W latach 70. na terenie Suchego Portu Przeładunkowego pracowało 7,5 tysiąca ludzi - przypomina. Sławomir Denicki wskazuje na konsekwencje embarg i wojny. - Podczas mojej ponad 50-letniej kariery zawodowej taki kryzys w rejonie Małaszewicz przeżywam po raz trzeci. Pierwszy to był upadek komuny, drugi w 2000 roku, kiedy PKP podzielono na spółki i spółeczki, a trzeci kryzys, bardzo istotny, to po wybuchu wojny w Ukrainie i nałożeniu embarg. Wszystkie terminale na granicy wschodniej stoją. Do wybuchu wojny moja firma miała tyle pracy w rejonie Małaszewicz, że praktycznie nie wyjeżdżaliśmy w Polskę. W tej chwili jeździmy po 500 kilometrów za tak zwanym chlebem - podkreśla.
Ekspert planuje zorganizować w przyszłym roku w Małszewiczach spotkanie parlamentarzystów, marszałka i wojewody. - Chodzi ot o, żeby po prostu przyjechali do nas, żebyśmy pokazali, czym nasi koledzy dysponują, jakimi pięknymi terminalami, a gdzie nie ma pracy. Moje serce i dusza jest związana z koleją i życzę sobie, jak i tym wszystkim ludziom kolejarzom, żeby ta praca była - podsumowuje Sławomir Denicki.
Czytaj też:

Napisz komentarz
Komentarze