To wyrok bez precedensu w polskim Kościele. Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża za winnego niezawiadomienia organów ścigania o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez dwóch podległych mu księży.
Hierarcha został skazany na dwa lata ograniczenia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.
Znaczenie orzeczenia wykracza jednak poza samą sprawę biskupa Jeża. To pierwszy taki proces i pierwszy taki wyrok w polskim sądownictwie.
„Proces i wyrok są precedensowe”
Po ogłoszeniu orzeczenia jego wyjątkowy charakter podkreśliła rzeczniczka Sądu Okręgowego w Tarnowie sędzia Małgorzata Stanisławczyk-Karpiel.
– Zarówno cały proces, jak i wyrok są precedensowe – powiedziała.
Jak wyjaśniła, wynika to zarówno z pozycji oskarżonego, jak i charakteru postawionych mu zarzutów. Nigdy wcześniej tak wysoko postawiony hierarcha Kościoła katolickiego w Polsce nie odpowiadał przed sądem w tego rodzaju sprawie. Zarzuty były przy tym bezpośrednio związane z obowiązkami Jeża jako administratora i zarządcy diecezji tarnowskiej.
Proces trwał 8 miesięcy. Dotyczył sposobu, w jaki biskup zareagował na informacje o przestępstwach seksualnych dwóch księży: Stanisława P. i Tomasza K.
Sąd: biskup miał wiarygodne informacje
Sąd uznał, że Andrzej Jeż dysponował wiarygodnymi informacjami o czynach podległych mu duchownych i ciążył na nim obowiązek zawiadomienia organów ścigania.
Podczas uzasadniania wyroku sędzia Małgorzata Adamczyk wskazała również, że biskup nie mógł zasłaniać się tzw. sekretem papieskim. Nie zwalniał on z obowiązku zawiadomienia polskich organów ścigania, a prawo państwowe ma w takim przypadku pierwszeństwo.
Biskup nie przyznał się do winy. Tłumaczył zwłokę m.in. niejasnością przepisów oraz specyfiką poszczególnych przypadków. W sprawie Stanisława P. wskazywał na wątpliwości dotyczące jurysdykcji, ponieważ do czynów dochodziło głównie w Ukrainie. W przypadku Tomasza K. utrzymywał, że przez pewien czas nie wiedział, iż wśród pokrzywdzonych były osoby poniżej 15. roku życia. Sąd nie podzielił tej argumentacji.
Przez dwa lata straci jedną czwartą wynagrodzenia
Sąd skazał biskupa na dwa lata ograniczenia wolności. Kara ma polegać na potrącaniu 25 proc. jego wynagrodzenia przez dwa lata.
Jeż zadeklarował przed sądem, że zarabia 4 tys. zł miesięcznie. Oznacza to, że w razie uprawomocnienia wyroku co miesiąc jego płaca będzie pomniejszana o 1000 zł. Pieniądze mają trafiać do Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, która pomaga m.in. dzieciom pokrzywdzonym przemocą i wykorzystywaniem seksualnym. Sąd orzekł również 20 tys. zł świadczenia finansowego.
Prokuratura domagała się dla hierarchy 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz kary finansowej. Obrońcy chcieli jego uniewinnienia.
Kuria nie zgadza się z wyrokiem
Diecezja tarnowska już zapowiedziała walkę o zmianę rozstrzygnięcia. Kuria oświadczyła, że nie zgadza się z wyrokiem. Obrońcy biskupa mają wystąpić o jego pisemne uzasadnienie, a następnie złożyć apelację.
Kuria zwraca uwagę, że w obu sprawach ostatecznie dokonano formalnych zgłoszeń organom ścigania, a informacje o nich miały posiadać również inne osoby oraz instytucje państwowe.
Kluczowa dla sądu była jednak kwestia tego, kiedy biskup otrzymał wiarygodną informację o przestępstwach i kiedy zawiadomił organy ścigania.
Od 2017 roku osoba posiadająca wiarygodną wiadomość o określonych najpoważniejszych przestępstwach, w tym przestępstwach seksualnych wobec dzieci, ma prawny obowiązek powiadomienia odpowiednich służb. Za jego niedopełnienie grozi do trzech lat pozbawienia wolności.
Sprawa Andrzeja Jeża nie jest jeszcze zakończona – wyrok może zostać zmieniony w postępowaniu odwoławczym. Już teraz ma jednak historyczne znaczenie: po raz pierwszy polski sąd skazał tak wysoko postawionego hierarchę Kościoła w sprawie dotyczącej niezawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych podległych mu duchownych.
Tomasz Terlikowski: Uważam, że…
„Sąd skazał biskupa Jeża (…) I choć [kara] nie jest (…) szczególnie surowa, to warto zadać dość oczywiste pytanie, czy biskup skazany za tego rodzaju zaniedbania, które dotykają bezpieczeństwa małoletnich, powinien pełnić swoją funkcję? Czy na tym etapie zwykła ludzka uczciwość, honor i odpowiedzialność za Kościół nie powinna sprawić, że odda on władzę, uda się na urlop. Jeśli zaś wyrok zostanie prawomocny poda się do dymisji?
To wydaje się jedynym możliwym, honorowym, ale i zgodnym z zasadami Ewangelii postępowaniem. Najpierw urlop, oddanie innym urzędu, a potem – jeśli wyrok się uprawomocni, rezygnacja. Czy wierzę w takie postępowanie? Niestety nie (…)” – czytamy na profilu FB znanego publicysty.
Czytaj też:
Napisz komentarz
Komentarze