Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 9 maja 2026 14:34
Reklama
Reklama
Reklama

Legenda: O szpetnym potworze i odważnej dziewczynie, co życie brata ratowała

Nadal pozostajemy w powiecie parczewskim. Jak się okazuje bowiem i z tymi terenami związanych jest wiele legend. Czy słyszeliście kiedykolwiek o tym, co grasowało kiedyś w wodach Konotopy i siało postrach wśród lokalnej ludności? Albo skąd swą nazwę wzięła rzeka Piwonia? Jeśli nie, przeczytajcie…
Legenda: O szpetnym potworze i odważnej dziewczynie, co życie brata ratowała

Zacznijmy jednak od krótkiego opisu, może nie wszystkich znanych rzeczek, przepływających przez okolice Parczewa. Piwonia zwana również Jedlanką to prawy dopływ Tyśmienicy. Płynie przez Polesie w województwie lubelskim. Pierwotnie rzeka swój bieg rozpoczynała z jeziora Łukie. Obecnie uznaje się jednak, że Piwonia wypływa z jeziora Nadrybie na Równinie Łęczyńsko-Włodawskiej, około 12 km na północny wschód od Łęcznej. Rzeka przepływa przez jeziora Bikcze, Łukie, Zienkowskie i Cycowe. Do Jeziora Zienkowskiego nosi nazwę Piwonii Dolnej, środkowy bieg jest nazywany Zienkowskim Rowem. We wsi Bohutyn rzekę przecina Kanał Wieprz-Krzna. Konotopa z kolei to struga, lewy dopływ Piwonii o długości 19 kilometrów. Przepływa na terenie gmin Dębowa Kłoda oraz Parczew. Tam uchodzi do Piwonii. Głównym dopływem Konotopy jest Kłodzianka.

Bestia, co w rzekach się kryła

Z obiema rzekami jak się okazuje, wiąże się jedna legenda…

Było to bardzo dawno temu, kiedy jeszcze Parczew był bogatym, warownym grodem, otoczonym gęstą i groźną puszczą, pełną dzikiej zwierzyny oraz położonym pomiędzy dwoma zbiegającymi się rzekami. To właśnie one od północy i zachodu chroniły tutejszy lud w razie najazdów nieprzyjaciela i były pierwszą przeszkodą dla wojska wroga, które nie bez trudu pokonywały grząskie tereny i bagna, aby ostatecznie przeprawić się przez rzeki. Bowiem te, choć dziś już są zaledwie wąskimi strugami, które leniwie płyną przez podparczewskie tereny, wtedy wyglądały zupełnie inaczej.

Wokół nich pełno było rozlewisk, a wzdłuż rzecznych ramion ciągnęły się nieprzebyte bagna i trzęsawiska. Szuwary, trawy i zarośla skrywały mroczne tajemnice, gdyż niejedno życie już pochłonęły. Niedaleko, wśród nieprzebytej puszczy, z której to wyłaniała się rzeczna woda, znajdowały się oparzeliska. Nie zamarzały one nawet wtedy, gdy najtęższe zimowe mrozy dotykały okolicę. Miejscowa ludność omijała te tereny z daleka.

Miał tam bowiem zamieszkiwać straszliwy potwór Konotopem zwany. Całe dnie bestia przesypiała, w nocy zaś dawała upust swym przeraźliwym instynktom. Dlatego biada temu kto po zachodzie słońca dotarł w te okolice… Potwór wychodził wtedy na żer, czatował, wabił, a gdy już wypatrzył jakąś ofiarę nie miał dla niej żadnych skrupułów. Pożerał ją w całości. Jego ulubionym przysmakiem były konie.

Konie, co ginęły bez śladu

Najstarsi mieszkańcy tych okolic od zawsze wiedzieli, że rzeczne wody są tutaj dla koni bardzo zdradliwe. Pewnego razu zdarzyło się tak, że rzekę chciał ładownym wozem w bród pokonać kupiec. Niestety oba konie, które były razem z nim już nie wyszły na brzeg. Innym razem odważny rycerz zbliżył się do wody, by napoić wierzchowca. W jednej chwili rumak zapadł się w głębinie. Mało brakowało, a bagno pochłonęłoby i wojaka, który ledwo co zdążył nogi ze strzemion wyjąć i chwycić się jakiegoś konaru. Nigdy już później w te strony nie powrócił. 

Co dziwne, zdarzało się i tak, że pasące się nadbrzeżnych łąkach konie znikały nagle bez śladu i nikt nie wiedział, co się z nimi dzieje. Szczególnie, jeśli właściciele nie zdążyli ich zabrać przed zachodem słońca. Wszyscy okoliczni wiedzieli, że to Konotop porywa konie, jednak nie potrafili znaleźć na to żadnej rady. Zdarzali się czasem śmiałkowie, którzy próbowali znaleźć potwora i dać kres jego zasadzkom i nikczemności. Pewnego razu dwóch uzbrojonych w oszczepy, łuki i topory mieszkańców Parczewa wyprawiło się nad rzekę. Nigdy jednak nie powrócili.

Tymczasem starszyzna miała swoją teorię na to, jak bestię pokonać. Moc nad nią musiała zdobyć młoda dziewczyna, która sama po zachodzie słońca włoży mu na głowę wieniec upleciony z najpiękniejszych kwiatów, jakie tylko zdoła znaleźć w okolicy. Wtedy też będzie mogła wydać rozkaz poczwarze, by opuściła miejsce na zawsze. W tamtych czasach mieszkał nieopodal miasta młody rybak ze swoją siostrą, której na imię było Ludmiła. Dziewczyna była cudnej urody, szczególnie zachwyt wzbudzały jej długie, złociste niczym promienie słońca włosy. Oczy zaś błyszczały niczym woda w rzece w bezchmurny dzień lub księżycową noc. Młodzieniec każdego ranka wychodziła na połów ryb, które później sprzedawał na miejskim rynku, by rodzeństwo miało za co żyć. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 30 czerwca

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaButik Parkowa 13 – oferta odzieży w rozmiarach 38-60. Unikalne kolekcje dla Twojej sylwetki. Zapraszamy na zakupy przy kawie
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: RysiekTreść komentarza: Legia to gó..o tak jak i WPR!!!! Wstyd żeby tak się zachowywać. Złapać i ukarać i to porządnie.Data dodania komentarza: 9.05.2026, 06:39Źródło komentarza: Akty wandalizmu w gminie Łosice. Zniszczona wiata i pomazane bulwary [ZDJĘCIA]Autor komentarza: AnonimTreść komentarza: GratulacjeData dodania komentarza: 8.05.2026, 20:13Źródło komentarza: Z OSTATNIEJ CHWILI. Radzyń Podlaski. Marcin Kowalczyk pokieruje szpitalemAutor komentarza: NazarTreść komentarza: Masz trochę racji Cezary . Na Terebeli I i II nic ciekawego nie ma . Sama drobnica . Leszcze skarłowaciały nie słyszałem aby ktoś tam złowił Leszcze ponad 2 kg czy Japońce ponad kilo . Co do żwirowni w Woskrzenicach to też racja .... napuścili tam tych ryb , aż woda się gotuje , że nawet dziecko 10 letnie łowi karpie czy dziadek jesiotry . Takie zbiorniki dla dziadków z Białej . Na Terebelach nic konkretnego nie łowią a na Woskrzenicach ryb aż się gotuje bo to prywatny zbiornik wioskowy . Prawdziwy wędkarz na Bugu łowi , na jeziorach mazurskich , do Szwecji na szczupaki jedzie ale musi być i Terebela jak i Woskrzenice dla dziadków i uczących się łowić bo i oni muszą posiedzieć . Sumy to najlepsze ryby a jakie z nich kotlety dobre !!!Data dodania komentarza: 8.05.2026, 13:05Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: Czarek WędkarstwoTreść komentarza: Nałapiecie tak jak i nałapaliście w zeszłym roku w Mostach . Ha ha ha . Nie umiecie łowić to i w Sosnówce nie nałapiecie . Parę skrótów i to wszystko ha ha ha . Tylko wam w Terebeli siedzieć i łowić sumiki karłowwate lub leszczyki po 25 cm ha ha ha . Albo na komercji ,hodowlanej gdzie ryba na rybie w Woskrzenicach dla starych dziadków z Białej . Zawody trzeba zrobić ktoś coś tam złowi ale większość to lepiej niech łowi simiki karłowate i leszczyki w Terebeli lub na komerscji Hodowlanej w Woskrzenicach .... tam złowicie ha ha ha .Data dodania komentarza: 7.05.2026, 08:34Źródło komentarza: Przed nami Otwarte Towarzyskie Zawody Spinningowe o Puchar Wójta Gminy SosnówkaAutor komentarza: ChudyTreść komentarza: gest gestem gra grą. Akurat jedno i drugie zatrybiło. W sobotę wszyscy na halę podziękować chłopakom za dobry sezon. Mam nadzieje, że zakończony wygraną i utrzyma siódme miejsce.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 07:58Źródło komentarza: Ogolili głowy i Stal Gorzów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama