Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 4 listopada 2026 08:42
Reklama baner reklamowy word biała podlaska
Reklama

Legenda: O szpetnym potworze i odważnej dziewczynie, co życie brata ratowała

Nadal pozostajemy w powiecie parczewskim. Jak się okazuje bowiem i z tymi terenami związanych jest wiele legend. Czy słyszeliście kiedykolwiek o tym, co grasowało kiedyś w wodach Konotopy i siało postrach wśród lokalnej ludności? Albo skąd swą nazwę wzięła rzeka Piwonia? Jeśli nie, przeczytajcie…
Legenda: O szpetnym potworze i odważnej dziewczynie, co życie brata ratowała

Zacznijmy jednak od krótkiego opisu, może nie wszystkich znanych rzeczek, przepływających przez okolice Parczewa. Piwonia zwana również Jedlanką to prawy dopływ Tyśmienicy. Płynie przez Polesie w województwie lubelskim. Pierwotnie rzeka swój bieg rozpoczynała z jeziora Łukie. Obecnie uznaje się jednak, że Piwonia wypływa z jeziora Nadrybie na Równinie Łęczyńsko-Włodawskiej, około 12 km na północny wschód od Łęcznej. Rzeka przepływa przez jeziora Bikcze, Łukie, Zienkowskie i Cycowe. Do Jeziora Zienkowskiego nosi nazwę Piwonii Dolnej, środkowy bieg jest nazywany Zienkowskim Rowem. We wsi Bohutyn rzekę przecina Kanał Wieprz-Krzna. Konotopa z kolei to struga, lewy dopływ Piwonii o długości 19 kilometrów. Przepływa na terenie gmin Dębowa Kłoda oraz Parczew. Tam uchodzi do Piwonii. Głównym dopływem Konotopy jest Kłodzianka.

Bestia, co w rzekach się kryła

Z obiema rzekami jak się okazuje, wiąże się jedna legenda…

Było to bardzo dawno temu, kiedy jeszcze Parczew był bogatym, warownym grodem, otoczonym gęstą i groźną puszczą, pełną dzikiej zwierzyny oraz położonym pomiędzy dwoma zbiegającymi się rzekami. To właśnie one od północy i zachodu chroniły tutejszy lud w razie najazdów nieprzyjaciela i były pierwszą przeszkodą dla wojska wroga, które nie bez trudu pokonywały grząskie tereny i bagna, aby ostatecznie przeprawić się przez rzeki. Bowiem te, choć dziś już są zaledwie wąskimi strugami, które leniwie płyną przez podparczewskie tereny, wtedy wyglądały zupełnie inaczej.

Wokół nich pełno było rozlewisk, a wzdłuż rzecznych ramion ciągnęły się nieprzebyte bagna i trzęsawiska. Szuwary, trawy i zarośla skrywały mroczne tajemnice, gdyż niejedno życie już pochłonęły. Niedaleko, wśród nieprzebytej puszczy, z której to wyłaniała się rzeczna woda, znajdowały się oparzeliska. Nie zamarzały one nawet wtedy, gdy najtęższe zimowe mrozy dotykały okolicę. Miejscowa ludność omijała te tereny z daleka.

Miał tam bowiem zamieszkiwać straszliwy potwór Konotopem zwany. Całe dnie bestia przesypiała, w nocy zaś dawała upust swym przeraźliwym instynktom. Dlatego biada temu kto po zachodzie słońca dotarł w te okolice… Potwór wychodził wtedy na żer, czatował, wabił, a gdy już wypatrzył jakąś ofiarę nie miał dla niej żadnych skrupułów. Pożerał ją w całości. Jego ulubionym przysmakiem były konie.

Konie, co ginęły bez śladu

Najstarsi mieszkańcy tych okolic od zawsze wiedzieli, że rzeczne wody są tutaj dla koni bardzo zdradliwe. Pewnego razu zdarzyło się tak, że rzekę chciał ładownym wozem w bród pokonać kupiec. Niestety oba konie, które były razem z nim już nie wyszły na brzeg. Innym razem odważny rycerz zbliżył się do wody, by napoić wierzchowca. W jednej chwili rumak zapadł się w głębinie. Mało brakowało, a bagno pochłonęłoby i wojaka, który ledwo co zdążył nogi ze strzemion wyjąć i chwycić się jakiegoś konaru. Nigdy już później w te strony nie powrócił. 

Co dziwne, zdarzało się i tak, że pasące się nadbrzeżnych łąkach konie znikały nagle bez śladu i nikt nie wiedział, co się z nimi dzieje. Szczególnie, jeśli właściciele nie zdążyli ich zabrać przed zachodem słońca. Wszyscy okoliczni wiedzieli, że to Konotop porywa konie, jednak nie potrafili znaleźć na to żadnej rady. Zdarzali się czasem śmiałkowie, którzy próbowali znaleźć potwora i dać kres jego zasadzkom i nikczemności. Pewnego razu dwóch uzbrojonych w oszczepy, łuki i topory mieszkańców Parczewa wyprawiło się nad rzekę. Nigdy jednak nie powrócili.

Tymczasem starszyzna miała swoją teorię na to, jak bestię pokonać. Moc nad nią musiała zdobyć młoda dziewczyna, która sama po zachodzie słońca włoży mu na głowę wieniec upleciony z najpiękniejszych kwiatów, jakie tylko zdoła znaleźć w okolicy. Wtedy też będzie mogła wydać rozkaz poczwarze, by opuściła miejsce na zawsze. W tamtych czasach mieszkał nieopodal miasta młody rybak ze swoją siostrą, której na imię było Ludmiła. Dziewczyna była cudnej urody, szczególnie zachwyt wzbudzały jej długie, złociste niczym promienie słońca włosy. Oczy zaś błyszczały niczym woda w rzece w bezchmurny dzień lub księżycową noc. Młodzieniec każdego ranka wychodziła na połów ryb, które później sprzedawał na miejskim rynku, by rodzeństwo miało za co żyć. (...)

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i elektronicznym wydaniu Słowa Podlasia, z 30 czerwca

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Restauracja Austeria
Reklama
Reklama Kawiarnia pod Aniołem
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: por. Nos Treść komentarza: Sprytnie napisane, kibicu. Niby zaprzeczasz w obronie klubu, a jednocześnie ujawniasz prawdę o sytuacji w Podlasiu. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 15:27 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: Dolar Treść komentarza: Kobiety okradły kobiety. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 12:47 Źródło komentarza: Miliony do zwrotu. W tle posłanka Pawłowska i jej mąż Autor komentarza: Jarząbek Wacław, trener II klasy Treść komentarza: Dodatkowo trener jest jednocześnie członkiem zarządu, zaś zarząd to kumple tęczowego Mychajło - tzw. brązowe nosy. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:54 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: polityka to tylko na trybunach. Masz rację - jak polityka wchodzi do szatni , to kończy się sport. Zresztą wszędzie gdzie wchodzi polityka tam jest degrengolada. Większośc ludzi w polityce to nieudacznicy i zawsze szukają sukcesu by się podpiąć. Poszli do polityki bo nic im nie wyszło. Klub spadnie to się odczepią , tylko czy będzie taka siła by wrócić do II ligi ? Tak,,,, nie pomyliłem sie - drugiej. Bo kiedyś AZS grał na trzecim poziomie rogrywkowym. Była to III liga , Dziś mamy w nazwie III a de facto jest to IV liga. Nie wiem po co zrobiono to zamieszanie. Ja kibicowałem w latach 80-tych. Dziś nie chodze na stadion bo dzieciarnia krzyczy Pogoń Siedlce , gdzie kiedyś Siedlce robiły nas "w bambuko" przy zielonym stoliku . To był najgorszy wróg. Legia Pogoń - ktoś z tych wymienionych nam pomoże ? Niech spadają do okręgówki. Może spadek na dno uzdrowi atmosferę i politycy odczepią się od sportu. Ojacami porażki nie będą. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:35 Źródło komentarza: Sięgnęli dna Autor komentarza: jjo Treść komentarza: Może się troszkę rozluźni w pociągach. Nie jeżdżę zbyt często , ale generalnie zawsze wszystkie miejsca są zajęte i nie za bardzo da się kupić na ostatnią chwilę w kasie . Zwykle pada odpowiedź - nie ma , może byc pierwsza klasa ? I nie jest to aż tak duża rożnica pod warunkiem że nie korzysta się ze zniżek np KDR. W pierwszej nie przysługuje. Rad nie rad , kupujesz, albo na stojaka. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 08:20 Źródło komentarza: BIAŁA PODLASKA: Na torach pojawi się Bug i Krzna
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama