Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 4 września 2026 13:11
Reklama
Reklama
Reklama
87. rocznica bombardowania lotniska wojskowego w Małaszewiczach

Uczcili "Nasze Westerplatte" w Małaszewiczach

Przed Pomnikiem Upamiętniającym Żołnierzy Wojska Polskiego Poległych w Obronie Lotniska w Małaszewiczach odbyły się uroczystości upamiętniające 87. rocznicę bombardowania lotniska w Małaszewiczach. Wydarzenie „Nasze Westerplatte” było okazją do przypomnienia tragicznych wydarzeń z pierwszych dni II wojny światowej oraz oddania hołdu żołnierzom, którzy polegli w obronie lotniska.
Uczcili "Nasze Westerplatte" w Małaszewiczach
W uroczystościach w Małaszewiczach wzięło też udział Wojsko Polskie

Autor: GCK Kobylany

Tegoroczne obchody odbyły przy pomniku znajdującym się przy wjeździe na Wolny Obszar Celny w Małaszewiczach. W symboliczny sposób przypomniane zostały chwile, gdy mieszkańcy i żołnierze stanęli w obliczu rozpoczynającej się wojny.

W programie uroczystości znalazły się m.in. włączenie syren alarmowych, odśpiewanie hymnu państwowego, apel poległych, salwa honorowa, odczyt okolicznościowy, zapalenie znicza pamięci oraz złożenie wieńców przez delegacje. Ważnym elementem wydarzenia była również prezentacja filmu przedstawiającego archiwalne kadry związane z atmosferą grozy i niepewności towarzyszącą pierwszym dniom wojny.

Dotkliwe bombardowanie

- Lotnisko w Małaszewiczach samoloty Luftwaffe zbombardowały już 1 września o godzinie 5.40. W ciągu kolejnych 40 minut nastąpiły dwie następne części bombardowania. W zasadzie był to jeden nalot, chociaż wcześniej w literaturze funkcjonowała informacja, że były to trzy oddzielne bombardowania. Okazało się jednak, że z powodu warunków pogodowych, między innymi burz, niemieckie jednostki lecące z Prus Wschodnich rozproszyły się i nie wszystkie dotarły nad bazę lotniczą w Małaszewiczach w ustalonym czasie. Dlatego pierwsze bombardowanie zostało podzielone na trzy części - wyjaśnia historyk Dominik Litwiniuk z Gminnego Centrum Kultury w Kobylanach. 

Dodaje, że w jego wyniku uszkodzone zostały dwa hangary, spłonęło kilka samolotów, w tym kilka Łosi, Fokkery i dwa Żubry. Uszkodzone zostały również inne samoloty oraz maszyny użytkowane na lotnisku. Po porannym nalocie zarządzono rozprowadzenie niezniszczonych maszyn wokół lotniska, aby je ukryć i zabezpieczyć na wypadek kolejnego bombardowania. Ogień otwarty przez polską artylerię przeciwlotniczą do niemieckich samolotów był niestety nieskuteczny.

Wyjaśnia, że po południu nastąpiło kolejne, nieco lżejsze bombardowanie. Uszkodzonych zostało wówczas kilka samolotów, które naprawiano w nocy. Również w nocy z 1 września dowództwo podjęło decyzję, aby następnego dnia sprawne samoloty, zarówno bombowe, jak i pozostałe maszyny, ewakuować na lotnisko położone bardziej na wschodzie, żeby mogły być wykorzystywane w warunkach bojowych.

- Pierwszą próbę budowy bazy lotniczej w Małaszewiczach podjęto już w latach 20. W 1928 roku wykonano pierwsze fundamenty pod hangary i rozpoczęto stawianie ich konstrukcji. Wielki kryzys gospodarczy sprawił jednak, że budowę przerwano na prawie 10 lat. Dopiero w drugiej połowie lat 30., kiedy stało się widoczne, że III Rzesza przygotowuje się do wojny, powrócono do koncepcji budowy bazy w Małaszewiczach. Prace rozpoczęto około 1936 roku. Stare konstrukcje przygotowane pod hangary rozebrano i zaczęto budować nowe - mówi Dominik Litwiniuk.

Miało to być jedno z największych lotnisk

Planowano wybudowanie w sumie 14 hangarów. Do wybuchu wojny ukończono osiem, cztery znajdowały się w trakcie budowy, a dwa widniały jedynie na planach. Hangary otaczały główną, centralną część lotniska, czyli tak zwane pole wzlotów. Było ono utwardzane gliną i służyło do startów i lądowań samolotów.

- Małaszewicze wybrano na lokalizację bazy między innymi dlatego, że w II Rzeczypospolitej znajdowały się w centralnej części kraju, w bezpiecznej odległości zarówno od granicy z III Rzeszą, jak i ze Związkiem Radzieckim. Dodatkowym atutem była bliskość Twierdzy Brzeskiej, w której mieściło się dowództwo Okręgu Korpusu nr IX, czyli okręgu wojskowego, oraz stacjonował garnizon liczący ponad 6 tysięcy żołnierzy. Lotnisko znajdowało się również pomiędzy dwoma ważnymi szlakami komunikacyjnymi – drogowym, czyli obecną trasą E30, dawną drogą nr 4, oraz kolejowym. Dzięki temu zapewniona była ciągłość logistyki - wskazuje Dominik Litwiniuk. 

Bazę lotniczą w Małaszewiczach budowano z myślą o obsłudze eskadr bombowych. Dlatego sprowadzono tutaj samoloty bombowe PZL.37 Łoś oraz mniejsze bombowce Żubr. W Polsce było więcej baz lotniczych i stacjonujących eskadr, ale Małaszewicze miały być bazą przeznaczoną właśnie dla lotnictwa bombowego.

Historyk informuje, że przeprowadzono tutaj również dwa kursy dla pilotów, którzy mieli latać na Łosiach, największych polskich bombowcach. Docelowo w Małaszewiczach planowano także dozbrajać i uzupełniać wyposażenie wyprodukowanych Łosi. Samoloty powstałe przed wybuchem wojny w większości nie były bowiem w pełni uzbrojone ani wyposażone. Brakowało między innymi pokładowych karabinów, a także tak podstawowych przyrządów jak busole czy wysokościomierze. To wyposażenie miało być montowane właśnie tutaj, a część gotowych samolotów miała następnie zostać odprowadzona na lotnisko położone bardziej na wschodzie.

- Gdyby wojna nie wybuchła w 1939 roku i udało się ukończyć całą bazę, byłoby to jedno z największych i najnowocześniejszych lotnisk wojskowych w Rzeczypospolitej. Wojna przerwała jednak realizację całego projektu i nie został on ukończony - zaznacza historyk.

Wskazuje, że baza miała również bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturę paliwową. Większość zbiorników z paliwem znajdowała się poza obrębem lotniska. Podziemnymi rurociągami paliwo, już wymieszane z trzech składników, było przesyłane do punktów wydawczych, znajdujących się przy hangarach, gdzie można było tankować samoloty. Infrastruktura ta przydała się podczas wojny obronnej we wrześniu 1939 roku. Do 17 września lądowały tutaj jednostki operujące w okolicy, gdzie mogły uzupełniać paliwo.

- Pod koniec sierpnia z Bydgoszczy ewakuowano oddział spadochronowy. Wraz z ponad 30 skoczkami do Małaszewicz przeniesiono kilka maszyn przystosowanych do lotów – samoloty Fokker F.VII. W późniejszym okresie planowano również utworzenie tutaj centrum szkoleniowego dla skoczków spadochronowych. Wybuch wojny przekreślił jednak te zamierzenia - przekazuje Dominik Litwiniuk.

Dodaje, że skoczkowie, którzy dotarli do Małaszewicz przed 1 września, zostali częściowo skierowani do bazy lotniczej, a częściowo do obrony Twierdzy Brzeskiej. Grupa została więc podzielona. Nie byli to jednak wszyscy spadochroniarze. Kolejny transport wyruszył z Bydgoszczy kilka dni później. Bombardowania sprawiły, że również ta grupa podzieliła się na dwie części.

Jedna z nich przedostała się na te tereny, jednak było to już około 17 września. Baza była wówczas opuszczona, a niedługo później została przejęta przez wojska niemieckie. Spadochroniarze, którzy dotarli tak późno, ruszyli w kierunku Kodnia. Okazało się jednak, że nie mogą kontynuować drogi w kierunku Rumunii, dlatego cofnęli się do Wisznic i tam grupa została rozformowana.

- Druga część grupy, która rozdzieliła się podczas tego transportu, zaginęła. Nie wiadomo, co się z nią stało. Natomiast część spadochroniarzy, którzy przybyli do Małaszewicz na samym początku, przedostała się później na Zachód - wyjaśnia Dominik Litwiniuk.

 

Harcerze zapalili znicze pamięci pod pomnikiem w Małaszewiczach. Fot. GCK Kobylany

 

Czytaj też:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama