Przypomnijmy, że transport z tygrysami wiezionymi z Włoch do Dagestanu przybył na przejście w Koroszczynie w nocy z 24 na 25 października 2019 r. Przewoźnik miał tzw. dokumenty CITES, wymagane konwencją waszyngtońską, mówiącą o zasadach przewozu zwierząt egzotycznych. Jednak już w trakcie kontroli transportu przed jego wyruszeniem na Białoruś, opiekunowie zwierząt mieli być informowani przez nasze służby o tym, że nie posiadają dokumentów, których wymagać będzie strona białoruska, chodziło o certyfikaty wydawane przez urzędowego lekarza weterynarii we Włoszech. Włoscy kierowcy nie mieli też wiz. Mimo tego chcieli na Białoruś wjechać. Z białoruskiej granicy zostali cofnięci, a transport z tygrysami utknął w Koroszczynie, bez możliwości rozładowania go i dania zwierzętom wytchnienia od ciasnych klatek. W trakcie transportu jedno zwierzą padło. Tygrysy ostatecznie z Koroszczyna nie pojechały w dalszą, docelową trasę. Trafiły do ZOO w Poznaniu i Człuchowie. Później część z nich wyjechała do azylów za granicą.
Ukarani organizatorzy transportu
31 marca 2023 roku w Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej ruszył proces, w którym oskarżono dwóch weterynarzy granicznych, dwóch włoskich kierowców i Rosjanina, o to co przydarzyło się tygrysom transportowanym z Włoch do Rosji jesienią 2019 roku.
4 września 2025 roku SSR Barbara Wójtowicz odczytała wyrok I instancji. Sąd uznał za winnych zarzucanych im czynów Rosjanina Rinata V., oraz Włochów Marco A. i Alessio D. Wobec Rosjanina sąd orzekł 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, karę grzywny w wysokości 250 stawek dziennych po 20 zł oraz nawiązkę 10 tys. zł na rzecz Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt VIVA. Wobec Marco A. i Alessio D. sąd zdecydował o karze 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, grzywnie w wysokości 200 stawek dziennych po 20 zł każda, nawiązce na rzecz stowarzyszenia VIVA w kwocie 8 tys. zł.
W odniesieniu do polskich weterynarzy granicznych sąd zdecydował o uniewinnieniu od zarzucanych im czynów. Sąd uznał, że postępowanie dowodowe nie doprowadziło do ustalenia winy i sprawstwa Jarosława Nestorowicza i Eugeniusza Karpiuka. Wskazywał wykazane w postępowaniu sądowym i dowodowym działania weterynarzy na rzecz polepszenia sytuacji tygrysów, które utknęły na granicy w Koroszczynie. Szukali możliwości rozładowania transportu na terenie kraju, kontaktując się z ogrodami zoologicznymi. To od nich wpłynęło doniesienie do organów ścigania dotyczące transportu tygrysów, który utknął na granicy. Jednocześnie sąd przypomniał, że graniczni lekarze wykonywali swoje czynności w ramach swoich obowiązków zawodowych. - Sprawdzili stan tygrysów w dniu gdy trafiły na granicę. Kontrola, weryfikacja dobrostanu nie jest tożsama zapewnieniem ich ochrony czy opieki lub oceną stanu zdrowia. To nie było obowiązkiem lekarzy granicznych - przypomina sędzia argumentując wyrok w I instancji.
Apelacja podtrzymała wyrok
18 marca w SO w Lublinie zapadł drugi wyrok. Z orzeczeniem Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej nie zgodziła się bowiem prokuratura, ale i Fundacja Viva.
Jako pełnomocnik Fundacji złożyłam apelację. Domagałam się orzeczenia kar bezwzględnego pozbawiania wolności, zakazu pracy ze zwierzętami i wyższych nawiązek. W części dotyczącej uniewinnienia polskich lekarzy, domagałam się uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania – informuje adw. Katarzyna Topczewska. Od wyroku odwoływała się też prokuratura.
Sąd Okręgowy w Lublinie nie zdecydował jednak o zmianie wyroku zapadłego w pierwszej instancji. Prawomocnie orzekł, że lekarze graniczni nie są winni zarzuconych im przez oskarżycieli czynów, nie zmienił również kar wymierzonych obcokrajowcom. - Niestety Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał wyrok w mocy. Stwierdził, że polscy lekarze nie dopuścili się przestępstwa niedopełnienia obowiązków. Ja się z tym rozstrzygnięciem nie zgadzam, bo uważam że ten transport powinien zostać zatrzymany natychmiast. Urzędnicy mieli obowiązek powiadomić policję o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i powinni od razu zacząć szukać placówek, które te zwierzęta mogłyby przyjąć. Niestety jakiekolwiek czynności podjęto dopiero kiedy transport wrócił do Polski drugi raz – stwierdziła adw. Topczewska informując w mediach społecznościowych o finale sprawy.
Gdy po wyroku w pierwszej instancji pytaliśmy uniewinnionego lekarza granicznego w Koroszczynie, Jarosława Nestorowicza czy przez 6 lat trwania sprawy, państwo zadbało o to, by w przyszłości weterynarze na granicy postawieni w takiej sytuacji, mieli narzędzia, by ją szybko rozwiązać, usłyszeliśmy: - Nadal nie funkcjonuje z tego co wiem Centralny Azyl, a sytuacje różne ze zwierzętami wciąż się na granicy zdarzają. Ostatnio mieliśmy np. transport koni, tylko konie mamy gdzie przechować, bo mamy hotele dla zwierząt choćby w Zbuczynie czy pod Łukowem. Dla tygrysów nie mam takiego miejsca – mówił lekarz graniczny z Koroszczyna. Pytany, co by zrobił dziś, gdyby sytuacja z 2019 roku się powtórzyła, odpowiedział krótko: -Zapewne postępowałbym tak jak wówczas.
Czytaj też:

















Napisz komentarz
Komentarze