Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 15 maja 2026 17:58
Reklama
Reklama
Reklama
Karp, masło i miliony marek

Ile kosztowały święta i co o drożyźnie pisano sto lat temu?

Koszty przygotowania świąt Bożego Narodzenia zmieniały się wraz z systemami gospodarczymi i walutą, ale zawsze stanowiły istotne obciążenie dla domowych budżetów. Współczesne dane, realia PRL oraz archiwalne teksty „Podlasiaka” z początku lat 20. XX w. pokazują, jak różne były mechanizmy drożyzny na południowym Podlasiu.
narodowe archiwum cyfrowe 1926 warszawa boże narodzenie wigilia stare zdjęcie
W archiwalnych numerach „Podlasiaka” – tygodnika polityczno-społeczno-narodowego, poświęconego sprawom ludu podlaskiego – z początku lat 20. XX w., temat drożyzny powraca regularnie, a opisy cen w okresie Świąt Bożego Narodzenia brzmią dziś niemal niewiarygodnie

Źródło: Wigilia w Warszawie w 1926 r.; Narodowe Archiwum Cyfrowe

Grudzień od lat wiąże się z koniecznością zwiększonych wydatków. W 2025 r. planowanie świąt opiera się na analizie cen i raportach o kosztach życia. W okresie PRL decydujące znaczenie miały dostępność towarów i reglamentacja, a sto lat temu – w warunkach hiperinflacji – ceny podstawowych produktów rosły z tygodnia na tydzień i były liczone w milionach marek. Zestawienie tych doświadczeń pozwala uchwycić ciągłość problemu, jakim było i pozostaje finansowe przygotowanie świąt w regionie.

„Podlasiak” nr 1 z 6 stycznia 1924 r., s. 7; fot. D. Hojda

Wigilijny stół w 2025 r.

Dane dotyczące świątecznych wydatków, publikowane w 2025 r. przez instytucje badawcze i media ogólnopolskie, pokazują wyraźne zróżnicowanie budżetów planowanych przez Polaków. W raporcie „Świąteczny Portfel Polaków 2025”, przygotowanym na zlecenie sektora bankowego, przeciętna kwota przeznaczana na Boże Narodzenie została oszacowana na około 1787 zł. Jednocześnie inne badania, cytowane m.in. przez Polskie Radio 24, pokazują znacznie ostrożniejsze deklaracje gospodarstw domowych, na 1100–1200 zł, a w części przypadków są jeszcze niższe.

Na tle poprzednich lat widoczna jest zmiana dynamiki. Po gwałtownych wzrostach cen w latach 2022 i 2023, w 2024 r. tempo podwyżek wyraźnie wyhamowało, a w 2025 r. część analiz wskazuje już na stabilizację wydatków, a nawet na niewielkie ich ograniczanie. Nie oznacza to powrotu do poziomów sprzed kilku lat, lecz raczej utrwalenie się wyższego pułapu cen, do którego konsumenci musieli się dostosować.

Najbardziej namacalnym elementem tych zmian pozostaje wigilijny stół. To właśnie ceny żywności są najczęściej porównywane rok do roku. W 2025 r. są one zróżnicowane i silnie zależne od miejsca zakupu. Dotyczy to również karpia. Z informacji publikowanych pod koniec 2025 r. wynika, że bezpośrednio u hodowców kilogram żywego karpia kosztuje zazwyczaj kilkanaście do około 20 zł, czyli na poziomie zbliżonym do roku poprzedniego, a miejscami nawet nieco niższym. W sklepach detalicznych ceny są wyższe, szczególnie w przypadku filetów i produktów porcjowanych, które wyraźnie podnoszą koszt przygotowania potraw. W porównaniu z latami 2022–2023 nie obserwuje się już jednak sytuacji, w której wszystkie elementy świątecznego koszyka drożeją jednocześnie.

Czytaj też: Tydzień z dziejów regionu [22-28 grudnia]. Od Polinowa po Wolę Okrzejską

Ceny urzędowe i „ile rzucą”

W opowieściach o PRL ceny najczęściej pojawiają się w duecie ze słowem-kluczem: „dostępność”. To, ile kosztowało masło czy cukier, bywało sprawą drugorzędną wobec tego, czy w ogóle dało się je kupić w sklepie, i czy akurat „rzucili” towar. 

Z perspektywy samej rubryki „cena” mocnym punktem odniesienia jest początek 1982 r. W Monitorze Polskim opublikowano uchwałę Rady Ministrów nr 23 z 27 stycznia 1982 r., która wprowadzała od 1 lutego 1982 r. nowe ceny detaliczne podstawowych artykułów żywnościowych, opału i energii. Wprost zapisano tam stawki m.in. dla cukru białego kryształu (46 zł za 1 kg), soli warzonej (6 zł za 1 kg) i mleka spożywczego 2% w butelce (10 zł za 1 litr).

W praktyce jednak „cena urzędowa” nie zamykała tematu zakupów. W materiałach dotyczących ówczesnej sytuacji zaopatrzeniowej w regionie podlaskim (w tym w obszarze obejmującym także województwo bialskopodlaskie) widać, jak silnie państwo próbowało sterować nie tylko poziomem cen, ale i samą dystrybucją. Opisywano m.in. limitowanie dziennych dostaw, dzielenie sprzedaży w sklepach na godziny poranne i popołudniowe, racjonowanie żywności i środków piorących oraz wprowadzenie kartek na mięso i jego przetwory od 1 kwietnia 1981 r. - czyli jeszcze przed „cennikowym” zwrotem z lutego 1982 r.

Istotny jest także element lokalny: kontrola cen „na dole”, a więc tam, gdzie gospodarka planowa zderzała się z handlem na targowiskach i codziennymi próbami omijania reguł. W przywoływanych źródłach pojawia się informacja o intensyfikacji działań Okręgowego Oddziału Państwowej Komisji Cen w Białymstoku - kontrolowano ceny warzyw i owoców na targowiskach i wnioskowano o szybsze rozpatrywanie spraw oraz wyższe kary dla osób zawyżających ceny. 

Warto to dopowiedzieć wprost, bo właśnie tu PRL najbardziej różni się od dzisiejszych rozmów o świątecznych wydatkach. Współcześnie dyskusja zaczyna się i kończy na paragonie: ile kosztuje karp, masło, bakalie. W PRL paragon bywał tylko finałem polowania - po staniu w kolejce, po sprawdzaniu, „gdzie jest”, po wymienianiu się informacjami z sąsiadami. Cennik z Monitora Polskiego mówi nam więc, ile państwo chciało, by kosztowały podstawowe produkty, a relacje regionalne - jak trudno było przełożyć to na codzienność w sklepach i na targu.

Czytaj też: Świąteczne wydanie Słowa Podlasia już gotowe! Sprawdźcie, o czym piszemy

„Podlasiak” nr 1 z 6 stycznia 1924 r., s. 5; fot. D. Hojda

Grudzień sto lat temu

W archiwalnych numerach „Podlasiaka” – tygodnika polityczno-społeczno-narodowego, poświęconego sprawom ludu podlaskiego – z początku lat 20. XX w., temat drożyzny powraca regularnie, a opisy cen brzmią dziś niemal niewiarygodnie. W wydaniu z 6 stycznia 1923 r. opublikowano artykuł zatytułowany „Amerykańskie ceny w porównaniu z naszemi”, w którym autor zestawiał realia gospodarcze Stanów Zjednoczonych i Polski, przeliczając dolary na obowiązujące wówczas w kraju marki polskie. Z tych wyliczeń wynikało, że w USA korzec pszenicy kosztował 26 250 000 marek polskich, żyta 17,5 miliona, jęczmienia 15 750 000, a owsa 11 500 000 marek. Autor podkreślał przy tym, że choć nominalnie ceny w Polsce były niższe, to sytuacja materialna społeczeństwa wyglądała znacznie gorzej. Zarobki były jedynie ułamkiem dochodów amerykańskich, co sprawiało, że nawet „tańsze” produkty pozostawały dla wielu trudno dostępne.

Czytaj też: W trzy dni padło sto sztuk drobiu. Epidemia na bialskich wsiach

W tym samym tekście przytoczono również ceny podstawowych artykułów spożywczych. Jedno jajo kosztowało około 280 tysięcy marek, funt masła około 4 milionów marek, a funt drobiu od 840 tysięcy do półtora miliona marek. Były to realne ceny rynkowe, funkcjonujące w warunkach gwałtownie postępującej inflacji, która w codziennym życiu zmuszała mieszkańców do nieustannego przeliczania i dostosowywania wydatków.

Skala wzrostu cen najlepiej widoczna jest w danych opublikowanych rok później. W numerze „Podlasiaka” z 6 stycznia 1924 r. informowano, że w drugiej połowie grudnia 1923 r. drożyzna wzrosła o 62,6 proc. w porównaniu z pierwszą połową miesiąca, w której ceny podniosły się o 66,87 proc. W ujęciu miesięcznym oznaczało to wzrost aż o 171,36 proc. Tak gwałtowne tempo zmian sprawiało, że racjonalne planowanie wydatków – także tych związanych ze świętami – było w praktyce niemożliwe.

Lokalny wymiar tych zjawisk pokazuje felieton „Kronika miejscowa. Zdzierstwo i nieuczciwość mieszczan bialskich”, opublikowany w styczniu 1924 r. Autor opisywał próby zakupu podstawowych produktów na bialskim targu: kwarty mleka, paru jaj czy puda kartofli. Według relacji ceny były tak wysokie, że kupujący rezygnowali z zakupów i wracali do domów z niczym. W tekście wielokrotnie pojawia się motyw cen liczonych już nie w tysiącach, lecz w „dziesiątkach milionów” marek. 

Drożyzna uderzała w inteligencję, której dochody nie nadążały za wzrostem cen żywności. Autor felietonu wskazywał, że przy takich realiach nawet zakup podstawowych artykułów stawał się poważnym problemem, a świąteczne przygotowania oznaczały dodatkowe obciążenie finansowe.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: LigowiecTreść komentarza: Panie burmistrzu kochany! To trzeba się cieszyć , że jest taki klub, bo jeszcze 5 lat i nawet za pieniążki chętnych zabraknie :) Taka jest rzeczywistość. No chyba, że pasuje Panu kopanie się w B klasie bez jakichkolwiek ambicji.Data dodania komentarza: 14.05.2026, 20:44Źródło komentarza: Orzeł Czemierniki dla gminy, czy gmina dla Orła?Autor komentarza: RkTreść komentarza: Dla zachowania równowagi poglądów poprosimy teraz o wywiad z ludzmi z Wisznic którzy oprotestowują budowę tej farmy fotowoltaicznejData dodania komentarza: 14.05.2026, 12:13Źródło komentarza: Wójt Wisznic o „słonecznym konflikcie” w gminieAutor komentarza: JaTreść komentarza: U mnie kobieta walnęła w moje auto . Była mała rysa na błotniku i dzwiach . Dostałem od ubezpieczenia 6400 zł i dalej jeżdżę z tą rysą i prawie nic nie widać więc nieźle na tym zarobiłem . A znajomemu spaliła się taka szopa . Chodził po wiosce chwalił się , że z ubezpieczenia dostał tyle że odbudował szopę , wyremontował auto i mówił że pół roku może pić dzień w dzień za kasę z tego ubezpieczenia .Data dodania komentarza: 14.05.2026, 06:43Źródło komentarza: Biała Podlaska. Dramat dziewięcioosobowej rodziny. Ogień odebrał im dorobek życiaAutor komentarza: Szara Strefa StopTreść komentarza: Kto normalny trzyma oszczędności w domu ? Może jakie lewe były że bał się do banku wpłacić ? Może wypracowane na czarno bez opłacenia podatku ? Dziwne to że ktoś chowa pieniądze w domu ? Wprowadzić tak jak w Japoni obrót bezgotowkowy i nikt nie będzie trzymał pieniędzy w domu. Zlikwidujemy szarą strefę , lewe pieniądze. Pieniądze z przemytu , nieopodatkowane. Wszyscy będziemy legalnie pracować na umowę o pracę. Zniknął złodzieje, oszuści , pracodawcy nie będą na czarno zatrudniać. Wszyscy będziemy mieć legalne pieniądze. Urzad skarbowy będzie wszystko kontrolował. Tak jest w Japoni i jest to bogaty kraj a Polska jak zawsze zacofana . Płacą pieniędzmi i kierują pieniądze w domu. Całe szczęście że tak myślą stare dziadki po 45 roku. Stare pokolenie wymrze , wejdą młodzi inteligentni i zlikwidujemy płatność gotówką i szarą strefę. Będzie dobrobyt jak w Japonii.Data dodania komentarza: 13.05.2026, 12:11Źródło komentarza: Biała Podlaska. Dramat dziewięcioosobowej rodziny. Ogień odebrał im dorobek życiaAutor komentarza: FeliksTreść komentarza: "Teraz 33-latek stanie przed sądem." Czytając ten artykuł nasuwa się pytanie. Jak widać każdy idiota może posiadać dziecko. Natomiast psa można mieć tylko niektórych ras. Nie jest to porównanie dziecka do psa ale porównanie praw do posiadaniaData dodania komentarza: 13.05.2026, 11:33Źródło komentarza: Parczew. Złodziej z zakazem jazdy zaparkował na miejscu dla niepełnosprawnych
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama