„Co kraj to obyczaj” – jak mówi stare polskie przysłowie. Jednak, żeby dostrzec, jak zróżnicowane mogą być obrzędy i tradycje, nie trzeba wcale opuszczać granic Polski. Wystarczy odbyć podróż po regionach naszego kraju, by przekonać się o lokalnej wyjątkowości i różnorodności. Warto swoją uwagę skierować na wschód Polski, gdzie między Puszczą Białowieską, a bagnistymi Poleskimi terenami leży historyczne Południowe Podlasie. Wacław Świątkowski w wydanej w 1929 r. książce „Podlasie. Piąta wycieczka po kraju.” wspomina: „W zaraniu dziejów ziemie te przechodzą często z rąk do rąk. Dzierży je chwilowo Ruś, to Litwa, włada niemi Polska. Nic więc dziwnego, że sąsiedzi nasi wschodni ziemie te nazywają Pod-lachją, Pod-lasze, Podlasie, jako pod panowaniem Lachów zostające. Nie las więc, jak chcą niektórzy, a Lach jako pan władca tych terenów, nadał im nazwę Podlasia”. Wielowątkowość kultury tego regionu zawdzięczamy koegzystowaniu ze sobą Rusinów, Polaków, Żydów, Tatarów, czy też Romów, tworzących swoistą mozaikę kulturową i wyznaniową.
Czytaj też: WYWIAD SŁOWA. Wesele, którego już nie ma
Magia i znaczenie obrzędu korowajowego
W życiu mieszkańców miast i wsi zamieszkujących Południowe Podlasie, szczególnie ważnym wydarzeniem było wcześniej już wspomniane wesele, w którym odbijała się wielowiekowa tradycja, zwyczaje i wierzenia, być może jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Wesela wśród słowiańskich chrześcijan zarówno obrządku wschodniego, jak i zachodniego były w swoim ogólnym przebiegu zasadniczo do siebie podobne. Natomiast jednym z najważniejszych wyróżników charakterystycznych dla Słowian wschodnich był obrzęd korowajowy, poprzedzający dzień zaślubin, w którym mogły uczestniczyć jedynie kobiety. Jedne z ostatnich zarejestrowanych wspomnień dotyczących kultywowania tego obrzędu na Południowym Podlasiu pochodzą od mieszkańców wsi Koszoły i odnoszą się do ostatniego wieczoru korowajowego z kwietnia 1964 r. Warto pamiętać, że w zależności od miejscowości, okolicy, regionu możliwe jest różne podejście do kultywowania dawnych obrzędów.

Czym tak właściwie jest ten obrzęd korowajowy? Najczęściej kojarzy się z tradycyjnym, wysokim, drożdżowym wypiekiem weselnym w kształcie koła, z ułożonymi na wierzchu symbolicznymi, ręcznie wyrabianymi z ciasta dekoracjami, często wzbogacany naturalnymi elementami roślinnymi. Dzielono go między gości podczas przyjęcia weselnego. Ważne, aby korowaj „się udał” – co było symbolem dobrego, dostatniego życia w małżeństwie. Tradycja w Koszołach obejmowała również wypiekanie tzw. korowajczyków, które oznaczały tam małe bułeczki rozdawane dzieciom.
W tym wyjątkowym obrzędzie uczestniczyły korowajnice – kobiety szczęśliwie zamężne, doświadczone, szanowane gospodynie. Cały rytualny proces wypieku odbywał się najczęściej w domu panny młodej z zachowaniem określonych czynności, mających swoje unikalne, często magiczne znaczenie, kolejność i przypisaną do nich stosowną, obrzędową pieśń. W omawianym regionie posługiwano się językiem podlaskim, inaczej chachłackim – tak prześmiewczo określanym przez Rosjan w XIX w. Wśród mieszkańców było to po prostu mówienie „po naszomu/po swojomu”.
Józefa Pietraszuk – legendarna „Babula” z Koszoł
W niewielkiej, polesko-podlaskiej wsi Koszoły, kluczową postacią, pod której przewodnictwem odbywał się obrzęd korowajowy była Józefa Pietraszuk z domu Kulicka, urodzona w 1900 r., potocznie nazywana babcią Józefką, a później „Babulą”. „To wspaniała osoba, życzliwa, pomocna, o wielkim takcie i kulturze osobistej. Pracowała w gospodarstwie, w polu, urodziła i wychowała dzieci. Nigdy nie narzekała. Jej chleb z czarnuszką był uznawany za najlepszy w całej okolicy. Znała dawne zwyczaje i przyśpiewki. To pod jej czujnym okiem wypiekano tradycyjnego korowaja.” – wspomina mieszkanka Koszoł, Janina Bańkowska.

W książce „Dziedzictwo kulturowe i historyczne Gminy Łomazy” Cezary Nowogrodzki przytoczył wspomnienia innych mieszkańców oraz bliskich o Józefie Pietraszuk. We fragmencie czytamy: „…zachowujemy we wdzięcznej pamięci postać Babuli, dobrej żony i matki, która zawsze służyła pomocą innym ludziom. Mimo niepełnosprawności, ponieważ jedną z jej nóg od 13 roku życia zastępowało drewniane szczudło, pełna hartu ducha doskonale sobie w życiu radziła. Zbierała zioła i znała ich zastosowanie na różne dolegliwości, a na inne zdrowotne przypadłości miała również dość niezwykłe, sobie tylko znane sposoby. Dzięki swojemu talentowi jako tzw. babka odebrała szczęśliwie ok. setki porodów w koszołowskich rodzinach w czasach, gdy służba zdrowia nie była tak dostępna jak dzisiaj. Babula była we wsi autorytetem nie tylko medycznym jako akuszerka, czyli dzisiejsza położna, ale również życzliwie służyła innym pociechą i mądrą życiową poradą.”
Sam obrzęd korowajowy wiąże się z wieloma rytuałami o charakterze magicznym. Jednym z nich jest obmywanie twarzy wodą po umyciu niecki, w której wyrabiano ciasto – miało to zapewnić dziewczętom powodzenie u chłopców i urodę. Ze wspomnień Pani Janiny warto wyodrębnić moment, w której Babula zwraca się do młodych panien we wsi: „Która chce mieć gładką buzię, żeby chłopcy się oglądali, niech ją umyje w tej wodzie. Wszystkie chciały. Rozlegał się pisk, śmiechy, ochlapywanie się wodą – i kolejna przyśpiewka.”.
To Pani Józefa Pietraszuk stała na straży kultywowania tradycji i to dzięki niej udawało się przez długi czas pielęgnować „słowiańskie korzenie” – nierozerwalnie związane z motywem sacrum – sferą duchową, rytuałami, symbolicznymi gestami.
Tradycja weselna w literaturze Kraszewskiego i innych
Słowiańskie, jeszcze przedchrześcijańskie tradycje odnajdujemy w twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego, który swoje dzieciństwo spędził na Południowym Podlasiu, w Romanowie. W powieści „Stara Baśń” z 1876 r., której akcja toczy się w IX w. natrafiamy na opis obrzędu korowajowego: „W chacie już od rana nie ustawały pieśni na chwilę, bo każda godzina tych dni uroczystych miała swoją, którą odśpiewać musiano. Przed przybyciem młodego zaczęto już korowaj miesić, placek weselny, na którego przyjęcie piec się dopalał jasno i wesoło. Dziewczęta koło dzieży stały i sypały w nią siedem miarek mąki jak śnieg białej, lały miód, lały wodę kryniczną, a każdemu sypaniu i laniu każdemu nowa pieśń towarzyszyła, co je tłumaczyła. W takt potem pieśni białymi rękami ciasto ugniatały niewiasty śmiejąc się i żartując z narzeczonej smutnej, w której smutek udany nie bardzo kto wierzył, choć oczy miała naprawdę zapłakane. Z pieśnią się odbył taniec wkoło dzieży, w której ciasto rosło, z pieśnią poczęto lepić misternie korowaj święty, ofiarny, na którym spleciona kosa panny młodej siedziała i ptaszki, i pozatykane gałązki zielone, jagódki czerwone, kłosy dojrzałe... Wszystko to były godła dziewictwa, młodości, wesela, które się z tym dniem ofiary kończyło, a poczynało od niego życie trudu, łez i pracy, które jedna miłość miała osłodzić. Gdy korowaj był skończony, ulepiony, ustrojony, z nową pieśnią do pieca go niesiono uroczyście, rzucając z nim razem kokotki z ciasta urobione, ptaszki poświęcone bóstwu żywota – Żywii.”
O wypieku korowaja wspomina Jan Ignaciuk w „Weselu Podlaskim” z 1984 r, czyli opracowaniu scenicznym obrzędu weselnego ludności pochodzenia ukraińskiego w województwie Biała Podlaska. W końcowych uwagach od autora czytamy „Zarówno obrzęd weselny jak i większość pieśni należy odnieść na drugą połowę XIX wieku i na początek wieku XX. Wiele poszczególnych obrzędów, zwyczajów i pieśni weselnych sięga jeszcze dalej w głąb wieków, a niektóre z nich mogą nawet brać swój początek z okresu, kiedy Słowianie byli jeszcze poganami.”
W publikacji „Ludowe obrzędy weselne na Podlasiu” Aleksandra Oleszczuka z 1951 r. możemy wyszczególnić na temat korowaja m.in. takie fragmenty: „Do ważniejszych wydarzeń wieczoru przedślubnego należy przygotowywanie i pieczenie ciasta obrzędowego – korowaja, przez zaproszone grono kobiet „korowajnic”.
„Jak w wielu ważniejszych pracach i okolicznościach, tak i przy rozpoczynaniu przygotowania korowaja poręczność jest przestrzegana. Do rozpoczęcia zarabiania ciasta na korowaj upatrują jedną korowajnice, co ma „szczęśliwą rękę”. Ta „szczęśliwa korowajnica” urabia z ciasta koło, na które nakłada ulepiony krzyż z ciasta. Inne korowajnice ozdabiają później korowaj rozmaitymi ptaszkami, „huskami”, itp. ozdobami z ciasta”.
„W niektórych okolicach Podlasia robią też korowaj w domu weselnym pana młodego”.
W książce pada bardzo ważna stwierdzenie: „Obrzędy z korowajem są bardzo zmodyfikowane. Trudno ustalić jednolitą chronologię tych obrzędów, gdyż w każdej miejscowości są znaczne odchylenia.”
Oprócz szczegółowych opisów poszczególnych obrzędów, autor przytacza również tradycyjne pieśni im towarzyszące. We wsi Kozły śpiewano:
„Oj, korowaju, korowaju szczo ja na tebe kosztu maju,
Dwa kuorci muki pszenicznoi,
Dwa cebry wody krynicznoi.
Horodec ruty zelenoi, i garnec soli lodowi.
Cwiet kalinońki czerwonoi,
I kopu jajec od mołodych kurec”.
Można przypuszczać, że mimo chrystianizacji terenów Słowiańszczyzny wiele tradycyjnych elementów przetrwało, lecz zyskało nowe znaczenia. Przemianę przeszedł również obrzęd korowajowy, gdzie pierwotną symbolikę stopniowo zastępowała chrześcijańska interpretacja, w której dużą rolę odgrywały motywy pieśni i modlitwy służące uzyskaniu Bożego błogosławieństwa. Tradycja przetrwała stulecia wpisując się w nowe, religijne realia, nie zatracając przy tym swojej dawnej rytualnej i symbolicznej formy. Mimo że obrzęd ten nie jest już w regionie kultywowany i żyjąc już głównie we wspomnieniach starszego pokolenia nieuchronnie odchodzi w zapomnienie, to nadal stanowi cenne świadectwo naszej dawnej tradycji, którą należy znać i pielęgnować. Warto zaznaczyć, że w 2024 r. ukazała się publikacja „Drelowskie historie zaślubin” i jak czytamy w jej wstępie, jest to zbiór pięknych wspomnień mieszkańców, które pozwolą utrwalić obrzędowość i ukazać ją jako istotny element naszej kultury. To właśnie pamięć przekazywana z pokolenia na pokolenie stanowi jeden z najcenniejszych elementów pielęgnowania naszej kulturowej tożsamości. Dbajmy o to, by znaleźć czas na rozmowy z najstarszymi członkami naszych rodzin, bo to właśnie od nich możemy w najłatwiejszy sposób czerpać bezcenne świadectwa przeszłości.

Unici Podlascy i „wesela krakowskie”
W tekście wspominamy o wybranych publikacjach autorów, którzy utrwalili pamięć o weselnych tradycjach naszego regionu. W rzeczywistości dorobek poświęcony tej tematyce jest znacznie bogatszy i obejmuje zarówno archiwalne opracowania, jak i współczesne publikacje naukowe czy artykuły z prasy regionalnej. Na szczególną uwagę zasługuje jednak twórczość wcześniej już wspomnianych autorów: Aleksandra Oleszczuka czy Jana Ignaciuka. Nie można pominąć również księdza Wincentego Smoczyńskiego, który w swoim dziele pt. „Wesele Podlaskie. Obrazek ludowy w pięciu aktach a sześciu odsłonach”, wydanym w 1881 r. w Krakowie, przedstawił realia życia Rusinów Unitów pod zaborem rosyjskim. Ukazał między innymi trudne decyzje młodych ludzi, którzy stali przed wyborem między wiernością swojej wierze a podporządkowaniem się władzom rosyjskim. Wielu z nich, pragnąc zawrzeć związek małżeński bez wyrzeczenia się własnej wiary, decydowało się na tzw. „wesela krakowskie”, którymi określano małżeństwa zawierane przez unitów poza granicami zaboru rosyjskiego, głównie w Krakowie, który należał do zaboru austriackiego. Często dochodziło również do tajnych ślubów, których udzielano w podlaskich lasach, a z których dokumentacja znajduje się w krakowskich parafiach, głównie w parafii św. Piotra i Pawła.
Współczesne próby ocalenia dziedzictwa
Współczesna popularyzacja dziedzictwa w dużej mierze opiera się na działaniach pasjonatów, regionalistów, środowisk akademickich czy teatrów obrzędowych i lokalnych animatorów kultury. Kulturowa spuścizna naszych przodków została upamiętniona m.in. 17 sierpnia 2025 r. w Koszołach (gmina Łomazy), gdzie odbyło się plenerowe widowisko „Wesele Podlaskie”. Organizatorem i autorem scenariusza był mieszkaniec Koszoł, Jerzy Besaraba, a opracowania historyczno-kulturowego podjął się regionalista, Cezary Nowogrodzki. W przedsięwzięciu uczestniczyło liczne grono grup rekonstrukcyjnych, które zaprezentowały historyczne wątki z dziejów naszej Ojczyzny. Martyna Buczyńska we współpracy z Grupą Rekonstrukcji Historycznej „Niepodległa”, której Pan Jerzy jest członkiem, zrealizowała film wspomnieniowy z tego wydarzenia, stanowiący współczesną formę utrwalenia dziedzictwa kulturowego i historycznego. Jednym z najważniejszych elementów koszołowskiej inscenizacji było odtworzenie dawnej tradycji wypieku korowaja. Plenerowe przedstawienie tego obrzędu zaprezentował działający od 1969 r. zespół ludowy „Pawłowianki” z Nowego Pawłowa (gmina Janów Podlaski). 15 lutego 2026 r. panie wystąpiły również w Janowie Podlaskim.
Reportaż o Weselu Podlaskim
Motyw wesela podlaskiego był również tematem reportażu zrealizowanego przez TVP3 Lublin we współpracy z Cezarym Nowogrodzkim i Beatą Kaczmarek, wyemitowanego w ramach cyklu „Historie niezapisane”.

O tradycji dawnych strojów weselnych opowiedziała Jadwiga Szypiło z Zespołu Śpiewaczego z Rozwadówki. Wystąpiła ona również z zespołem „Motwiczanki” z Motwicy w składzie: Anna Brodzka, Magdalena Litwiniuk oraz Zofia Litwiniuk, prezentującym wspaniały repertuar dawnych pieśni weselnych. Informacji o tradycyjnych ręcznikach weselnych udzieliła twórczyni z Janowa Podlaskiego – Zofia Kaliszuk, która zaprezentowała swoje rękodzieło. Przyśpiewki związane z obrzędem korowajowym wykonał Zespół Obrzędowo Śpiewaczy „Lewkowianie” z Dokudowa, działający przy Gminny Ośrodek Kultury w Białej Podlaskiej. Dodatkowo wspomnieniami powiązanymi z tą tradycją podzieliła się członkini zespołu – Albina Klepacka. Materiał o korowaju nie mógł się obyć bez tego specjalnego weselnego wypieku, który przygotowała Renata Hołownia z Huszczy. Obecny był również zespół śpiewaczy „Kalina” z Kostomłot. Ich przedstawiciele przybliżyli temat mowy podlaskiej oraz obrzędów weselnych w tej miejscowości, a swoją wiedzą historyczną podzielił się ksiądz Piotr Witkowicz. Cezary Nowogrodzki opowiedział o zgromadzonych materiałach, dokumentujących dawną obrzędowość weselną, które są podstawą do realizacji różnorodnych przedsięwzięć jak np. inscenizacje weselne, które miały miejsce m.in. w Łomazach, blisko 60 lat temu. Wyeksponowana została również wystawa „Skarby kultury Podlasia i Polesia – Laureaci Nagrody Imienia Oskara Kolberga”, a z zasobów Działu Regionalnego Miejskiej Biblioteki Publicznej w Białej Podlaskiej możliwe było zaprezentowanie wydań książkowych o tematyce Wesela Podlaskiego.Na uwagę zasługuje również niezwykle cenny materiał archiwalny z 1978 r., pochodzący z zasobów Rozgłośni Centralnej Polskiego Radia w Warszawie. Jest to folklorystyczna audycja słowno-muzyczna poświęcona tradycyjnym obrzędom weselnym na Podlasiu. Zawiera ona wypowiedzi mieszkańców Łomaz oraz członków miejscowej kapeli, w tym Stanisława Wołosowicza, ówczesnego sołtysa Łomaz, a także Jerzego Kracia, pełniącego wówczas funkcję naczelnika Gminy Łomazy. Rozmówcy opowiadają o tradycjach weselnych charakterystycznych dla regionu, a audycję wzbogacają dźwięki muzyki i śpiewu łomaskiej kapeli. Audycję poprowadzili dziennikarze Polskiego Radia: Wiesław Seredyński oraz Krystyna Czubówna, której charakterystyczny głos jest powszechnie rozpoznawalny wśród słuchaczy w całej Polsce.

Sięgajmy do korzeni i archiwalnych zasobów, rozmawiajmy, słuchajmy oraz korzystajmy z możliwości, jakie oferuje nam współczesna technologia Dzięki temu możemy lepiej poznawać i rozumieć nasze dziedzictwo, które mimo nieuchronnego upływu czasu, wciąż jest blisko nas. Otwórzmy się na lokalne inicjatywy i ludzi, którzy swoimi działaniami przyczyniają się do pielęgnowania i upowszechniania naszej wielowiekowej tożsamości historycznej i kulturowej.
CZYTAJ TEŻ:


Napisz komentarz
Komentarze